Powrót do strony "Wywiady".

MuggleNet i The Leaky Cauldron przeprowadzają wywiad z Joanne Kathleen Rowling.

16 lipca 2005: dzień wydania „Harry’ego Pottera i Księcia Półkrwi”
Edynburg, Szkocja
Wywiad jest zamieszczony na stronie: www.mugglenet.com/jkrinterview

Wywiad został przetłumaczony przez Naryę.

OSTRZEŻENIE: Cały ten wywiad zawiera informacje dotyczące szóstego tomu Harry’ego Pottera, co oznacza, że jeśli nie chcecie psuć sobie zabawy lub jeszcze nie przeczytaliście „Księcia Półkrwi”, to czytanie tego wywiadu nie wpłynie korzystnie na Wasze zdrowie. Zostaliście ostrzeżeni!

linia

Emerson Spartz, MuggleNet (ES): Z kim omawiasz Harry’ego Pottera?

JKR: Kiedy nad nim pracuję? Praktycznie z nikim i jest to ważny warunek mojej pracy, mam reputację samotnika. Nie wiem, czy tak jest w Ameryce, ale w Brytanii naprawdę nie ma artykuły dotyczącego mojej osoby, a czytam ich setki i wiem, że musi ich być jeszcze więcej, bez słowa „samotnik” łączonego z moim nazwiskiem. A ja w ogóle taka nie jestem. Im chodzi o to, że jestem tajemnicza i nie robię wiele… jestem tajemnicza, ponieważ to ważne dla mojej pracy. Nie ma to nic wspólnego z franszyzą , to nie ma nic wspólnego z ochroną „mienia” – nienawidzę, gdy ludzie nazywają to „mieniem” – ja po prostu uważam, że omawianie pracy, gdy jeszcze nie jest skończona, doprowadza do utraty energii potrzebnej do wykonania jej.

W barach można spotkać mnóstwo osób, którzy opowiadają o powieściach, które piszą. Gdyby je pisali, to byliby w domu, pisząc. Czasami zdarza mi się powiedzieć Neilowi, że, na przykład, miałam dobry dzień, lub że wymyśliłam dobry żart, który mnie rozśmieszył, cokolwiek, ale nigdy nie wchodzę w szczegóły. A kiedy już oddaję swój rękopis, to moi redaktorzy, a są to: Emma w Brytanii i Artur w Ameryce, otrzymują go równocześnie. Razem uzgadniają, co myślą na jego temat, a potem przychodzą do mnie z różnymi sugestiami. Oczywiście możliwość przedyskutowania książki z kimś, kto ją już przeczytał, dodaje skrzydeł. Chodzi o to, że nic o niej nie mówiłam przez 18 miesięcy pracy nad nią, a potem przeżywa się coś w rodzaju eksplozji, bo naprawdę chce się z kimś w końcu porozmawiać na ten temat, więc Emma i Artur to ci, którzy doświadczają moich pierwszych uniesień, a potem cudownie jest słuchać tego, co oni o niej myślą. Oboje bardzo pozytywnie odnieśli się do szóstego tomu, naprawdę się im podobał. A potem dochodzi też do sprzeczek, naturalnie.

ES: To dziwne pytanie, ale ile razy czytałaś swoje własne książki?

JKR: To nie jest dziwne pytanie. To bardzo sensowne pytanie, bo gdy książka jest już wydana, to rzadko do niej wracam. Zabawne jest to, że gdy sięgam po książkę, by sprawdzić w niej jakąś informację, co robię często to, gdy zaczynam czytać, nie mogę się od niej oderwać i zdarza mi się przeczytać kilkanaście stron nim ją odłożę i wrócę do tego, co robiłam. Ale nigdy, jeśli na przykład chciałabym poczytać coś w czasie kąpieli, nie wybrałabym własnej książki. I dlatego są tysiące fanów, którzy znają te książki lepiej ode mnie. Ale moja przewaga nad nimi jest taka, że wiem, co się stanie i posiadam wiele historii dodatkowych.

Melissa Anelli, The Leaky Cauldron (MA): Ile pudełek dodatków już się uzbierało?

JKR: Naprawdę trudno powiedzieć, bo jestem bardzo zdezorganizowaną osobą, ale tak, o pudełkach może być mowa. Głównie to notatniki, ponieważ te różne informacje dodatkowe są tak ważne, to przechowuję je w formie, którą szybciej mogę znaleźć, bo często gubię rzeczy. Trudniej jest zgubić książkę niż kawałek papieru.

ES: Gdy ukaże się tom siódmy, to czy nadal będziesz odpowiadała na pytanie na swojej stronie internetowej?

JKR: Tak. Jakoś nie wyobrażam sobie, by ta strona została zamknięta, powiedzmy, gdy zegar wybije północ w dniu ukończenia siódmego tomu. Na pewno nie. Uważam, że nie uda mi się odpowiedzieć na wszystkie pytania, bo w powieści nie da się, na przykład, zamieścić listy ulubionych kolorów wszystkich postaci. Ale czytelnicy chcą to wiedzieć… to właśnie o takie szczegóły chodzi, prawda? Więc nigdy nie uda mi się zamieścić w książkach wszystkiego, co zagorzały fan chciałby wiedzieć i właśnie do tego służy moja strona internetowa.

Poza tym, wydaje mi się, że czytelnicy, nawet po ukazaniu się tomu siódmego, nadal będą snuć domysły na temat różnych osób dlatego, że ciekawią ich pewne postaci, których przeszłość nie jest istotna dla głównej fabuły, a poza tym nie są postaciami kluczowymi dla opowieści. Taka sytuacja pozostawia duże pole manewru dla fanfiction. Chodzi mi o to… Jane Austen, jestem wielką wielbicielką Jane Austen i zastanawia mnie, co się stało z bohaterami, po zakończeniu opowieści. Oni ciągle tam są, żyją, to daje do myślenia, czyż nie? Ale w tym momencie jestem całkowicie pewna, że siódemka będzie ostatnią częścią, chociaż mnóstwo osób zwraca ku mnie swoje oczka pełne niemej prośby. „Jeszcze jedną!” Tak, myślę, że będzie ich siedem.

ES: Siedem książek to długi cykl.

JKR: Dokładnie, hej, oni chyba nie mają powiedzieć, że stchórzyliście, co? Dalej!

MA: Gdybyś miała napisać coś innego na temat serii o Harrym Potterze, czy byłaby to książka o samym Harrym, czy o innej postaci, a może coś w rodzaju słownika.

JKR: Najbardziej prawdopodobną opcją, o czym mówiłam już kilka razy wcześniej, byłaby encyklopedia, w której mogłabym się zabawić paroma pomniejszymi postaciami i podać dokładne biografie wszystkich osób.

MA: OK, duże, duże, duże pytanie dotyczące szóstki. Czy Snape jest złym człowiekiem?

JKR: [prawie się śmiejąc] Cóż, przeczytałaś książkę, co sama myślisz na ten temat?

ES: Ona próbuje wyciągnąć od Ciebie konkretną odpowiedź.

MA: Są tacy, którzy znajdują różne teorie spiskowe i tacy, którzy będą twierdzić…

JKR: Będą rozpaczliwie trzymać się nadziei [śmiech]…

ES: Tak!

MA: Tak!

ES: Jak pewni swaci, których znamy!

[Wszyscy się śmieją]

JKR: Cóż, dobrze, oczywiście… rozgrywka między Harrym a Snapem jest teraz tak osobista, jeśli nie bardziej, jak Harry – Voldemort. Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, bo wszystko bym popsuła, cokolwiek powiem. Poza tym, to ma tak duży wpływ na to, co się stanie, kiedy się znowu spotkają, że nie mogę. I przyznajmy, że ta sprawa zapoczątkuje 10 000 teorii, a czytanie ich sprawi mi wielką frajdę, więc (śmieje się) jestem złośliwa, bo po prosu lubię teorie, kocham teorie.

ES: Wiem, że Dumbledore lubi dostrzegać dobro w ludziach, ale wydaje mi się, że czasami ufa aż do granicy lekkomyślności.

JKR: [Śmiech] Tak, zgodziłabym się z tym. Zgodziłabym się.

ES: Jak ktoś tak…

JKR: Inteligentny…

ES: może być tak ślepy w pewnych sprawach?

JKR: Informacja na ten temat pojawi się w siódemce. Ale powiedziałabym, że zostało to już pokazane, szczególnie w piątce i szóstce, że ogromna inteligencja nie ochroni cię przed emocjonalnymi błędami, a Dumbledore jest tego dobrym przykładem. Prawdę mówiąc, sądzę, że bycie bardzo, bardzo inteligentnym może stwarzać pewne problemy, i tak się stało w przypadku Dumbledore’a, bo jego mądrość odizolowała go od świata, i wydaje mi się, że widać to w książkach, bo gdzie jest ktoś, kto byłby jego równorzędnym partnerem, gdzie jest jego powiernik, gdzie jest jego towarzyszka życia? Nie ma nikogo takiego. On zawsze jest tym, który daje, on zawsze jest tym, kto rozumie i wie. Więc uważam, że chociaż chcę, by czytelnik postrzegał McGonagall jako bardzo godnego zastępcę, to ona nie jest mu równa. To dość zawiła odpowiedź, ale już lepiej odpowiedzieć nie umiem.

ES: Nie, to była dobra odpowiedź.

MA: Ten fragment o Dumbledorze samotniku był interesujący.

JKR: Postrzegam go jako osobę samotną, a kilka osób powiedziało mi, raczej słusznie, że on jest obojętny. Moja siostra w przypływie frustracji, kiedy Hagrid zamknął się w swoim domu po tym, jak Rita Skeeter napisała, że jest mieszańcem, moja siostra powiedziała do mnie: „Czemu Dumbledore nie przyszedł do niego wcześniej, czemu Dumbledore nie przyszedł wcześniej?” Odpowiedziałam, że musiał pozwolić Hagridowi pocierpieć trochę w samotności, by zobaczyć, czy poradzi sobie z tym sam, bo gdyby poradził sobie sam, to byłoby dla niego lepsze. „On jest zbyt obojętny, zbyt chłodny, tak jak ty” – odpowiedziała! [Śmiech] Chodziło jej o to, że ona od razu wkroczyłaby do akcji, podczas gdy ja chwilę bym poczekała, mówiąc: „Poczekajmy i zobaczmy czy sobie sam z tym poradzi”. Nie zostawiłabym go samego na tydzień, ale może na całe popołudnie. Ale ona pośpieszyłaby za nim do chaty.

ES: Teraz jedno z pytań, które chcę zadać odkąd przeczytałem trójkę – czemu Voldemort zaoferował Lily tyle szans na przeżycie? Czy rzeczywiście pozwoliłby jej żyć?

JKR: Mmhm.

ES: Czemu?

JKR: [Cisza] Nie mogę powiedzieć. Ale rzeczywiście zaoferował, masz absolutną rację. A może chcesz zapytać, czemu śmierć Jamesa nie ochroniła Lily i Harry’ego? Oto Twoja odpowiedź, właśnie odpowiedziałeś sobie sam na pytanie, bo ona mogła żyć, ale wybrała śmierć. James i tam miał zginąć. Rozumiecie, o co mi chodzi? Nie mówię, że James nie postąpiłby tak samo; umarł próbując chronić swoją rodzinę, ale mimo wszystko i tak zostałby zabity. Nie miał… nie dano mu żadnego wyboru, więc zareagował z pewnym zwierzęcym instynktem. Uważam, że są różne rodzaje odwagi. James był ogromnie odważny. Ale rozmiar odwagi Lily był, przynajmniej w tym przypadku, o wiele większy, ponieważ ona mogła siebie uratować. Każda matka, każda normalna matka, zrobiłaby to samo, co Lily. Więc w tym sensie jej odwaga też miała w sobie coś zwierzęcego, ale dostała czas na dokonanie wyboru. A James nie. Podobnie jest, gdy intruz wchodzi na teren naszego domu, prawda? Instynktownie rzucasz się na niego. Ale jeśli ktoś z zimną krwią powiedziałby ci: „Odsuń się” to, co zrobilibyście? Wydaje mi się, że żadna matka nie odsunęłaby się od swojego dziecka. Ale czy to jest właściwa odpowiedź? Ona bardzo świadomie oddała swoje życie. Miała wybór…

ES: A James nie.

JKR:Czy umarł próbując uratować Harry’ego i mając wybór? Nie. To subtelna różnica i można by jeszcze trochę na ten temat powiedzieć, ale to prawie cała odpowiedź.

MA: Czy ona zdawała sobie sprawę z tego, co się stanie, gdy nie odsunie się od Harry’ego?

JKR: Nie, bo jak już próbowałam wyjaśnić w książkach, taka sytuacja wcześniej nie miała miejsca. Nikt wcześniej nie przeżył. I dlatego nikt nie wiedział, co się może wydarzyć.

MA: Więc nikt – Voldemort czy ktokolwiek inny używający zaklęcia Avada Kadavra – wcześniej nikomu nie zaoferował wyboru, a ta osoba nie wybrała (śmierci)…

JKR: Możliwe, że mieli wybór, ale nie były to podobne okoliczności.

ES: Gdy Syriusz został wrobiony w zabicie Pettigrew i mugoli, to czy rzeczywiście się śmiał, czy zostało to wymyślone przez innych, by zrobić z niego jeszcze większego świra?

JKR: Czy naprawdę się śmiał? Tak, powiedziałabym, że tak. Cóż, jestem pewna, bo to ja go wymyśliłam. W tamtym momencie, Syriusz był bardzo zdenerwowany, nie czuliście tego? Przypominał trochę odbezpieczony rewolwer. Naprawdę lubię go jako postać, tak jak wielu innych ludzi, którzy ciągle mnie pytają, kiedy on powróci. [Śmiech] Ale miał też swoje wady…już o tym kiedyś mówiłam… bardzo rażące wady. Dla mnie Syriusz to ktoś, kogo rozwój jakby stanął w miejscu. Najlepiej pokazuje to jego stosunek do Harry’ego w „Feniksie”. Syriusz chce być dla Harry’ego kumplem, podczas gdy Harry pragnie mieć ojca. Teraz Harry jakby wyrasta z tego. Syriusz nie był w stanie dać mu tego, czego on potrzebował.

Jego śmiech… jemu całkowicie odbiło po śmierci Jamesa. Harry i Syriusz byli do siebie podobni pod tym względem, że oboje pragnęli traktować przyjaciół jak rodzinę. Tak wiec, Syriusz i James chcieli mieć brata, a Harry traktuje Rona i Hermionę jak swoją rodzinę. Jedna rzecz mnie zainteresowała… chyba znalazłam to w komentarzach na MuggleNecie, kiedy szukałam najlepszej strony fajowskiej danego miesiąca (albo podczas każdej innej wizyty na tej stronie)… wtedy czytałam komentarze po raz pierwszy i natknęłam się na wypowiedź jakichś dzieci: „Nie rozumiem, czemu on krzyczy na Rona i Hermionę. Ja czasem krzyczę na rodziców, ale nigdy nie nakrzyczałabym na moich przyjaciół.” Ale Harry nie ma na kogo krzyczeć. Takie zdanie z ust dziecka było dla mnie bardzo interesujące, bo nie sądzę, by dzieci mogły sobie wyobrazić taką sytuację. On jest bardzo samotny. Ale miałam mówić o Syriuszu.

Syriuszowi trochę odbiło. Tak, śmiał się. Zdawał sobie sprawę z tego, co stracił. To był pusty śmiech. Pettigrew, który był traktowany trochę protekcjonalnie, przynajmniej przez Syriusza i Jamesa, ale któremu pozwolili trzymać się razem z nimi, okazał się być lepszym czarodziejem, niż przypuszczali. Okazało się, że potrafił lepiej zachowywać tajemnice, niż przypuszczali.

MA: Podczas pisania szóstki powiedziałaś, że pisanie czegoś sprawiło Ci złośliwą satysfakcję. Pamiętasz, co to było?

JKR: Kurczę. [Długa cisza, gdy Jo myśli.] Co to było? To nie było nic mściwego [śmiech ]… tak się tylko mówi. Wiem, co sprawiło mi przyjemność… kojarzycie komentarz Luny podczas meczu Quidditcha? [Śmiech.] Właśnie to. Naprawdę mi się to podobało. W zasadzie to naprawdę mi się to podobało.

Wiecie, to był ostatni mecz Quidditcha. Gdy go opisywałam, wiedziałam, że robię to po raz ostatni. Szczerze mówiąc, mecze Quidditcha były zmorą mojego życia. Były konieczne z tego względu, że ludzie oczekują, by Harry grał, ale jest pewna ograniczona liczba możliwości opisania gry w taki sposób, aby za każdym razem działo się coś nowego. I nagle doznałam olśnienia. Pomyślałam, że Luna będzie komentować i to był strzał w dziesiątkę. W taki właśnie sposób sama komentuję mecze, bo jestem… (śmieje się). W każdym razie, to było to.

MA: To było naprawdę zabawne. Ona jest zabawna.

JKR: Kocham Lunę. Naprawdę ją kocham.

ES: Czemu Dumbledore pozwala Irytkowi na przebywanie w zamku?

JKR: Nie potrafi się go pozbyć.

ES: To Dumbledore, on potrafi wszystko!

JKR: Nie, nie, nie, nie, nie. Irytek jest niczym grzyb w domu. Można próbować się go pozbyć, ale wszystko zależy od ścian. Masz problem. Jeśli ma się Irytka, ma się problem.

ES: Ale Irytek słucha Dumbledore’a…

JKR: Rzekomo.

MA: Rzekomo?

JKR: Tak. Irytek jest niczym poważny problem hydrauliczny w starym budynku, a Dumbledore potrafi trochę lepiej posługiwać się kluczem francuskim niż większość z nas, więc potrafi sprawić, by wszystko funkcjonowało lepiej przez parę tygodni. Potem znowu zaczyna coś przeciekać. Ale czy naprawdę chcielibyście pozbyć się Irytka?

MA: Gdybym była Harrym, to pewnie bym chciała, ale jako czytelnik lubię go. Najbardziej podobał mi się, gdy zaczął być posłuszny Fredowi i George’owi na końcu piątki.

JKR: Tak, to było śmieszne. Podobało mi się. Dawało dużą satysfakcję. [Śmiech.]

ES: Gdy zalogowałem się do komunikatora internetowego po ukazaniu się tej książki, to przynajmniej cztery czy pięć osób miało opis brzmiący: „Irytku, zrób jej piekło w naszym imieniu”. Wszyscy pokochali to zdanie.

JKR: [Śmiech]. Cóż, Umbridge to naprawdę zła postać.

MA: Ona nadal gdzieś tam żyje?

JKR: Nadal pracuje w Ministerstwie.

MA: Czy jeszcze się pojawi? [Jo potakuje.] Potakujesz jakoś złowieszczo.

JKR: Zbyt fajnie jest ją dręczyć, by nie zabawić się trochę znowu, nim to wszystko się skończy.

ES: Zwycięzca konkursu „Zapytaj Jo” na MuggleNecie, Asrial, lat 22, pyta: „Gdyby Voldemort zobaczył bogina, co to by było?

JKR: Voldemort najbardziej boi się śmierci, sromotnej śmierci. Chodzi mi o to, że on samą śmierć postrzega jako coś hańbiącego. Jak już wiecie, dla niego jest to wstydliwa wada ludzkości. Jego największą obawą jest śmierć, ale jakby pokazał to bogin? Nie wiem. Myślałam, o tym, bo wiedziałam, że mnie o to zapytacie.

ES: Zwłoki?

JKR: Też doszłam do takiego wniosku. Zobaczyłby siebie samego martwego.

ES: Skoro tylko było wiadomo, że to pytanie wygra, zacząłem dostawać tuziny emaili z prośbą, bym go nie zadawał, gdyż odpowiedź jest zbyt oczywista. Tyle, że wszyscy mieli różne opinie, co do tej oczywistej odpowiedzi. Niektórzy byli pewni, że byłby to Dumbledore, inni, że Harry, a jeszcze inni sądzili, że byłaby to śmierć. Więc teraz czas na pytania uzupełniające… co zobaczyłby, gdyby spojrzał w Zwierciadło AIN EINGARP?

JKR: Siebie – wszechpotężnego i wiecznego. O tym właśnie marzy.

ES: A co zobaczyłby Dumbledore?

JKR: Nie mogę odpowiedzieć.

ES: A jaki byłby jego bogin?

JKR: Na to też nie mogę odpowiedzieć, ale jeśli chcecie mieć jakieś teorie na ten temat, to przeczytajcie jeszcze raz szóstkę. Oto odpowiedź.

MA: Gdyby Harry spojrzał w Zwierciadło AIN EINGARP na końcu szóstki to, co by zobaczył?

JKR: Zobaczyłby Voldemorta zabitego, martwego na dobre, czyż nie? Bo już wie, że nie zazna spokoju, zanim to się nie stanie.

ES: Czy ostatnie słowo siódmego tomu to nadal „blizna”?

JKR: Teraz tak. Zastanawiam się, czy tak pozostanie.

MA: Kombinujesz?

JKR: W zasadzie to nie, ale jest kilka rzeczy, które na pewno muszą być zmienione. To nie będzie nic ważnego, ale zawsze wiedziałam, że będę musiała je poprawić.

MA: Ale nadal idziesz w tym kierunku?

JKR: Zdecydowanie tak.

ES: MA: Jak się czujesz zaczynając ostatni tom?

JKR: Tak naprawdę to przeraża. To już 15 lat. Możecie to sobie wyobrazić? Jeden z najdłuższych dorosłych związków w moim życiu.

MA: Zaczęłaś już?

JKR: Tak, ale realnie rzecz biorąc, nie będę w stanie naprawdę nad nią pracować, aż do przyszłego roku. Przyszły rok, to czas, gdy naprawdę zacznę pisać siódemkę. Ale zaczęłam i kiedy tylko mogę dodaję kawałek po kawałku. Ale sami widzieliście, jak mała MacKenzie jeszcze jest, i możecie poświadczyć, że mam naprawdę bardzo małe, prawdziwe dziecko, więc zamierzam spróbować dać MacKenzie to, co udało mi się ofiarować Dawidowi, czyli rok czasu tylko dla niej, a potem wezmę się znowu poważnie do pracy.

ES: Co sprawiło, że ludzie zaczęli nazywać Voldemorta „Sam-Wiesz-Kim” i „Tym-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać”?

JKR: Zdarzało się to już w historii wiele razy… wy to wiecie, ale dla tych, którzy nie wiedzą… nałożenie zakazu na imiona jest dość powszechne w pewnych cywilizacjach. W Afryce są plemiona, które w ogóle nie używają imion. Imię traktowane jest tam jako święta część ciebie samego, i dlatego ludzie zwracają się do siebie używając sformułowań, „syn takiego i takiego”, „brat takiego a takiego”, i nadaje się tam różne pseudonimy, bo imię może zostać użyte w rytuałach magicznych przeciw danej osobie, jeśli jest ono znane. Imię jest niczym część duszy. To potężny temat tabu w wielu kulturach i tradycjach ludowych. Z bardziej prozaicznych przykładów, to w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, w Londynie, grasowała para gangsterów nazywanych Bliźniakami Kray (the Kray Twins). Ludzie nie wypowiadali nazwiska Kray. Po prostu się o tym nie mówiło. Nie mówiło się o nich, bo konsekwencje mogły być okrutne i krwawe. Myślę, że taki pokaz siły, gdy udaje się przekonać drugą osobę, by nie używała twojego imienia, robi wrażenie. Wrażenie w sensie, że pokazuje jak wielki strach można wzbudzić w innych. Nie jest to coś, co należałoby podziwiać.

ES: Chodziło mi o to, czy spowodowało to jakieś konkretne wydarzenie?

JKR: Jeśli chodzi o Voldemorta? To był stopniowy proces. Zabijał i robił wiele bardzo złych rzeczy. W szóstym tomie, w rozdziale „Prośba Lorda Voldemorta”, gdy wraca do szkoły, by zażądać posady nauczyciela, ma się to odczucie, że siedzi już naprawdę głęboko w czarnej magii. Już w tym momencie było wielu ludzi, którzy zdecydowali się nie używać jego imienia. W tym czasie jego imię było wypowiadane tylko przez Dumbledore’a i ludzi, którzy nie poddawali się przesądom.

MA: Jeśli już mówimy o wydarzeniach na świecie…

JKR: Rozdział pierwszy?

MA: Tak, rozdział pierwszy i bieżące wydarzenia na świecie, w szczególności w czasie ostatnich czterech lat. Terroryzm, itp. Czy wpłynęły one na Twoje pisanie?

JKR: Nie, nigdy świadomie, to znaczy, nigdy nie pomyślałam: „Czas na tom Harry’ego Pottera po 9 września”. Ale, pod wieloma względami to, czym zajmuje się Voldemort to terroryzm i zdawałam sobie sprawę z tego sprawę, zanim doszło do 9 września. Chciałam wczoraj w nocy przeczytać [tj. czytać na głos o północy dla fanów w zamku] kawałek rozdziału pierwszego. Taki był plan do 7 lipca [ataki bombowe w Londynie]. Wtedy stało się jasne, że byłoby to wysoce niestosowne z mojej strony, gdybym przeczytała rozdział, w którym mugolski premier omawia masowe morderstwa mugoli. To po prostu nie było właściwe, bo jest tam kilka zabawnych komentarzy. To było całkowicie nie na miejscu, więc musiałam to zmienić i wybrałam sklep z żartami, co jest bardzo symboliczne, bo Harry mówi tam do Freda i George’a: „Czuję, że za niedługo wszystkim nam przyda się trochę śmiechu”. Wszystko to bardzo dobrze do siebie pasuje. Więc nie, nie świadomie, ale są oczywiście pewne analogie. Myślę, że jednym z momentów, w których zauważyłam te podobieństwa, było aresztowanie Stana Shunpike’a. Od początku wiedziałam, że tego typu rzeczy będą miały miejsce. Takie wypadki odbijają się echem na całym świecie, gdyż wierzę, tak jak wiele innych osób, że wiele razy dochodziło do przypadków prześladowań ludzi, którzy na to nie zasłużyli, zwłaszcza, jeśli dzieje się to wtedy, gdy próbujemy znaleźć ludzi, którzy popełnili straszne okropności. Do takich rzeczy po prostu dochodzi, taka jest ludzka natura. W momencie, gdy to pisałam, w rzeczywistym świecie można było znaleźć wiele podobnych sytuacji.

ES: Czy tiara przydziału nigdy się nie pomyliła?

JKR: Nie.

ES: Naprawdę?

JKR: Mmmm. Masz jakąś teorię?

ES: Wiele słyszałem.

JKR: [śmieje się] Założę się. Nie. [Śmiech] Przykro mi.

MA: To ciekawe, bo można by przypuszczać, że głos pochodzi z głowy danej osoby a nie z tiary…

JKR: [wydaje tajemniczy dźwięk]

MA: Tak. Ciekawe. Jak dużą rolę odegrają założyciele w tomie siódmym?

JKR: Jakąś na pewno, jak zapewne zdołaliście się domyślić z zakończenia szóstki. O tyle rzeczy chciałabym Was zapytać, ale to wy macie przeprowadzać ten wywiad, więc kontynuujcie. [Śmiech.]

ES: Wiem, że w każdym wywiadzie pada to pytanie, ale czy długość książki się zmieni?

JKR: Siódemki? Chodzi Wam o to, czy jest krótsza od „Feniksa”, bo „Feniksa” traktuje się jako wzorzec, który wyznaczył najdalsze możliwe granice? Myślę, że będzie krótsza niż „Feniks”.

ES: Bardzo?

JKR: Nie wiem. Taka jest prawda, nie wiem. Mam plan dla siódemki, ale nie jest on jeszcze tak szczegółowy, bym mogła szczerze ocenić jej rozmiar. Wiem, co się stanie, znam całą historię, ale jeszcze nie przysiadłam i nie nakreśliłam jej w taki sposób, bym mogła powiedzieć „z tego wyjdą 42 rozdziały” lub „będą 32 rozdziały”. Jeszcze nie wiem.

MA: R. A. B.

JKR: O, dobrze.
[Wszyscy się śmieją.]
JKR: Cieszę się! Tak?

MA: Czy z tego, co do tej pory wiemy, możemy wywnioskować kto to?

[Przypis: JKR przybrała trochę złośliwy wyraz twarzy]
JKR: Macie jakąś teorię?

MA: Myślimy, że to Regulus Black.

JKR: Czyżby?

MA: Aha.

[Śmiech.]
JKR: Cóż, myślę, że byłby to, hmmm, dobry strzał.

MA: I może, jako brat Syriusza, miał kolejne lusterko…

JKR: [bębni palcami po puszce z napojem]

MA: Czy ma inne lusterko, czy może to należące do Syriusza…

JKR: W ogóle nie udzielam komentarzy na temat tego lusterka. Nie ma go na stole. [Wszyscy się śmieją; Jo jak szalona.]

MA: Odnotujmy, że bębniła palcami w puszkę Coli niczym pan Burns.

[Śmiech.]
JKR: Uwielbiam pana Burnsa.

ES: Gdybyś mogła zmienić jakiś fragment tej historii to, który i dlaczego?

JKR: Są takie fragmenty we wszystkich sześciu tomach, do których chciałabym wrócić i dopracować je. Myślę, że „Feniks” jest za długi, ale niech ktoś spróbuje wskazać kawałek, który należałoby wyciąć. Jak teraz patrzę na tę książkę, to znajduję fragmenty, które chciałabym okroić, ale tak skrócona książka straciłaby sens, bo uważam, że ważne jest wszystko, co w niej zawarłam. Wszystko jest potrzebne, jeśli mam być uczciwa w stosunku do czytelników, gdy przyjdzie mi rozwiązać wszystkie wątki w części siódmej. Jednym z powodów, dla których „Feniks” jest tak długi, to potrzeba przenoszenia Harry’ego w różne miejsca. Były to miejsca, do których musiał dotrzeć, a których wcześniej nie widział i to zajęło trochę czasu… opisanie jego podróży „do” i „z powrotem”. Był to, jak dotąd, najdłuższy, niedotyczący Hogwartu wątek, i to on tak naprawdę zwiększył rozmiar książki. Próbuję znaleźć jakiś konkretny przykład, ale jest to trudne.

ES: Jakieś wątki poboczne, które można było ominąć, patrząc z perspektywy czasu?

JKR: Trudno jest mi wskazać jakiś, bo uważam, że wszystkie były konieczne. Jak ktokolwiek z was może to ocenić? Nawet ja, dopóki nie skończę siódemki, nie będę mogła spojrzeć wstecz na to wszystko i powiedzieć: „To była dygresja”. A może, gdy skończę siódemkę, to spojrzę na cały cykl i pomyślę: „Nie musiałam wcale tak się rozpisywać w tym miejscu”. Zanim tego nie napiszę, trudno będzie mi dać precyzyjną odpowiedź na to pytanie. Ale są pewne wyrażenia, które teraz mnie denerwują. Są też pewne powtórzenia, które doprowadzają mnie teraz do szału.

MA: Teraz, gdy Dubmledore zginął, czy kiedykolwiek dowiemy się, jakie zaklęcie próbował rzucić na Voldemorta w Ministerstwie?

JKR: Hmmmmmmm… [cmoka językiem]

ES: Odnotujmy, że wydała dziwny dźwięk językiem.

[Wszyscy się śmieją, Jo szaleńczo.]
JKR: To możliwe, możliwe, że się dowiecie. Będziecie… [przerwa]… będziecie wiedzieć więcej o Dumbledorze. Muszę być tak baaaaardzo ostrożna w tym temacie.

MA: Czy możesz napisać książkę tylko o Dumbledorze? Historię jego życia?
ES: Prosimy?

JKR: OK, czemu nie.
[Wszyscy się śmieją.]

ES & MA przybijając sobie piątki: TAK!

JKR: To nie jest umowa wiążąca! [Śmiech.]

MA: Nie, to umowa ustna – gdzie jest Neil [prawnik Jo, a nie mąż]?

[Śmiech.]

ES: Ilu jest czarodziejów?

JKR: Na świecie? Oh, Emersonie, jestem kiepska w liczeniu.

ES: Jaka jest liczba mugoli w stosunku do czarodziejów…
MA: Lub liczba osób w Hogwarcie.

JKR: Hogwart, dobra. Oto jak ma się rzecz z Hogwartem. Zanim skończyłam „Kamień filozoficzny”, kiedy po prostu przez siedem lat, w czasie między wymyśleniem tego świata a wydaniem książki, zbierałam różne materiały, siadłam i stworzyłam 40 dzieci, które miały być na tym samym roku, co Harry. Bardzo się cieszę, że to zrobiłam, bo było to bardzo pomocne. Nigdy nie musiałam przerywać pisania, by wymyślić kogoś nowego. Wiem kto jest na roku, wiem kto jest w którym domu, znam ich rodziców i posiadam kilka osobistych informacji na temat każdej postaci. Więc było ich 40. Nigdy świadomie nie pomyślałam: „Tak, to wszyscy uczniowie z tego roku”, ale tak właśnie wyszło. A potem kilka razy zapytano mnie o liczbę wszystkich osób, a ponieważ matematyka nie jest moją mocną stroną, to jedna część mojego mózgu pamiętała o tych 40, a druga odpowiedziała: „Och, myślę, że jakieś 600”. Następnie czytelnicy zaczęli nad tym myśleć i mówić: „Gdzie te wszystkie dzieci śpią?” [Śmiech.] I powstał nam mały problem. Magiczne zdolności pojawiają się bardzo rzadko. Nie chciałabym podawać dokładnej liczby. Ale jeśli założy się, że wszystkie czarodziejskie dzieci uczęszczają do Hogwartu, to daje nam bardzo małą ilość czarodziejów w stosunku do całej populacji mugolów, prawda? Oczywiście, czasem znajdzie się dziecko, którego rodzice nie chcą puścić do Hogwartu, ale 600 osób na całą Brytanię to malutko.

Jak się nad tym zastanowić, to powiedzmy, że jest ich 3000 [w Brytanii], a potem trzeba jeszcze dodać wszystkie magiczne stworzenia, które czasami wyglądają jak ludzie. Więc wtedy dochodzą nam: wiedźmy, trole, ogry, itp., co trochę podnosi nam statystykę. Następnie jest jeszcze świat takich biednych ludzi, jak Filch i Figg, którzy niby są częścią tego świata, ale też są w nim tak jakby na doczepkę. To także zwiększy nasze obliczenia, co daje nam dość pokaźną, magiczną społeczność, która musi się ukrywać. Ale nie traktujcie zbyt dosłownie tych liczb, bo ja w ten sposób o tym świecie nie myślę.

MA: Ile zabawy dostarczyły Ci wątki romantyczne w tej książce?

JKR: Mnóstwo. Nie widać tego?

MA: Widać.

JKR: Istnieje taka teoria – odnosi się do powieści detektywistycznych i chociaż Harry tak naprawdę nie należy do tego gatunku, to czasami wydaje się być jedną z nich – że nie powinno się zamieszczać wątku miłosnego w książce detektywistycznej. Dorothy L. Sayers, królowa gatunku, powiedziała… łamiąc tym samym swoją własną zasadę, ale powiedziała… że w historii detektywistycznej nie ma miejsca na romans, chyba że chce się go wykorzystać do zatuszowania motywów pewnych osób. To prawda; to bardzo użyteczna sztuczka. Wykorzystałam ją, w przypadku Percy’ego, a także do pewnego stopnia, w szóstce, w przypadku Tonks, jako zmyłkę. A teraz, skoro już to powiedziałam, to muszę stwierdzić, że nie zgadzam się z tym o tyle, że moje książki skupiają się bardzo na głównych postaciach, a więc istotne jest, aby można było zobaczyć, jak się zakochują, co jest ważną częścią życia. Jak Wam podobały się wątki miłosne?

[Melissa podnosi w górę dwa kciuki i uśmiecha się szeroko, gdy…]
ES: Przybijaliśmy sobie piątki cały czas.

JKR: [śmieje się] Tak! Dobrze. Jestem bardzo zadowolona.

MA: Biegaliśmy tam i z powrotem między pokojami, krzycząc do siebie nawzajem.
ES: Uważaliśmy, że było to tu widoczne bardziej niż dotychczas, że Harry i Ginny oraz Ron i Hermiona będą razem… chociaż sądzimy, że było to dobitnie widoczne już w poprzednich pięciu tomach…

JKR: [wskazuje na siebie i szepcze] Ja też!

ES: Co to było?

JKR: [Głośniej] Cóż, ja też! Ja też!
[Wszyscy się śmieją; Melissa zgina się w pół, śmieje się histerycznie, mogła umrzeć od tego.]

ES: Swaci pary Harry/Hermiona mają urojenia!

JKR: Nie, nie zamierzam – Emersonie, nie powiem, że mają urojenia! To nadal ważna grupa moich czytelników! Nie zamierzam używać słowa „urojenia”. Natomiast powiem… teraz jestem pewna, że oboje zamieścicie spoiler na ten temat, kiedy będziecie umieszczać na Waszych stronach ten wywiad…

[Więcej śmiechu.]

JKR: Powiem, że osobiście uważam… wszystko się wyjaśni, jak tylko wszyscy przeczytają część szóstą. Znaczy się, to już koniec. To już się stało, prawda? Już wiemy. Tak, teraz wiemy, że to Ron i Hermiona. Chyba właśnie ujawniłam wielką…

[Wszyscy wybuchają śmiechem.]

JKR: tajemnicę. Ogromną. W zasadzie to była tajemnica, aż do tej chwili. Naprawdę uważam, że nawet jeśli po części trzeciej subtelne wskazówki nie naprowadziły czytelników na odpowiedź, to przecież w „Czarze” pojawia się Krum…

Ale Ron… miałam dużo zabawy z tym wątkiem. Naprawdę cieszyło mnie pisanie całej tej historii pomiędzy Ronem a Lavender, a powodem był Ron, który aż do tej pory był dość niedojrzały w porównaniu do pozostałej dwójki, i musiał stać się wart Hermiony. I tu nie chodzi o doświadczenie fizyczne, musiał dojrzeć emocjonalnie i udało mu się zrobić duży postęp. Ponieważ miał to bezsensowne doświadczenie fizyczne… przyznajmy to, on nigdy nie był głęboko zaangażowany w związek z Lavender…

[Dużo śmiechu, podczas którego Melissa wydaje dźwięk podobny do „Mon- Ron”]

JKR: i zrozumiał, że to nie jest to, czego chce. W sferze swoich uczuć zrobił duży krok do przodu.

ES: Więc teraz ma ich trochę więcej niż mieści łyżeczka do herbaty, może są teraz wielkości łyżki do zupy?

JKR: Chyba tak. [Śmiech.]

MA: Obserwując to wszystko, czy byłaś zaskoczona, gdy pierwszy raz zalogowałaś się na stronę i odkryłaś to silne oddanie sprawie, wiedząc, że nigdy do tego nie dojdzie?

JKR: Tak. Cóż, jestem nowa w świecie swatów, bo przez długi okres czasu nie korzystałam z sieci, by wyszukać na niej Harry’ego Pottera. Długo. Czasem musiałam, bo ukazywały się dziwne informacje na mój temat, lub potrzebowałam coś sprawdzić, gdyż podobno powiedziałam coś, czego nigdy nie powiedziałam. Nigdy nie wchodziłam na sieć, by poprzeglądać strony fanowskie i pewnego razu zrobiłam to i „o, rety”. Pięć godzin później wstałam od komputera trzęsąc się trochę [wszyscy się śmieją]. „Co się dzieje?” I to właśnie podczas tej pierwszej, gigantycznej sesji przy komputerze, natknęłam się na tych wszystkich swatów, i to było niezwykłe. Nie miałam pojęcia, że istnieje tak ogromny światek tuż obok mnie.

ES: Ona dobrze o tym mówi!

JKR: Tak, ale wiecie, chcę, aby to było jasne, że „urojenia” to Wasze słowo, a nie moje! [Dużo śmiechu.]

MA: Dzięki Twojemu wyjaśnieniu nasze życie będzie teraz o wiele prostsze…

JKR: Cóż, myślę, że każdy, kto po tej części będzie nadal łączył Harry’ego z Hermioną….

ES: [szepcze] Urojenia!

JKR: Oh, nie! Ale myślę, że muszą ją jeszcze raz przeczytać.

ES: Dziękujemy.

JKR: OK.

MA: To…

JKR: Czy to uczyni Wasze życie trochę mniej skomplikowanym?

[Cała trójka]: Tak, tak.

JKR: Tak myślałam.

MA: Muszę Ci powiedzieć, że z niecierpliwością czekam [usunięte], bo pociągnie to nienawiść do jednej z postaci. Ron bardzo cierpiał z rąk swatów Harry’ego i Hermiony.

JKR: I to właśnie to, co sprawie, że czuję się nieswojo. Tak, to właśnie sprawia, że czuję się nieswojo.

ES: Tak naprawdę, to myślę, że swaci Harry’ego i Hermiony to niewielki procent wszystkich czytelników.
MA: Tak, jeśli przeprowadziłoby się ogólne głosowanie…
ES: Są bardziej widoczni na sieci, ale to dlatego, że świat fanów na sieci jest bardzo…
MA: „Wojowniczy” to najlepsze słówko, jakie słyszałam…

JKR: Wojowniczy to świetnie dobrane słowo. Dynamiczny. Zadziorny.
[Śmiech.]

MA: Jak to wpływa na Ciebie, gdy widzisz, jak postać, którą kochasz, jest traktowana przez innych z wielką nienawiścią…
ES: Bądź odwrotnie.

JKR: Śmieszy mnie to. Naprawdę śmieszy. Czytelnicy rozpływali się [w listach] nad Draco Malfoyem i to był chyba jedyny przypadek, który przestał mnie śmieszyć. Sprawił, że prawie zaczęłam się martwić. Pragnę tu wyraźnie oddzielić Toma Feltona, który jest przystojnym, młodym chłopcem, od Dracona, który, jakkolwiek by nie wyglądał, nie jest miłą osobą. To romantyczne, ale niezdrowe i niestety zbyt powszechne urojenie – tak, tym razem to jest urojenie – dziewczyn, i ty [wskazuje na Melissę] pewnie o tym wiesz, które myślą, że mogą kogoś zmienić. I to przekonanie utrzymuje się u wielu kobiet przez całe ich życie, aż do śmierci. Jest to przykre i chore, i naprawdę trochę mnie zmartwiło to, że młode dziewczyny przysięgają dozgonne oddanie postaci, która jest daleka od ideału. Na pewno w ich głowach pojawiła się myśl: „ja będę tą, która [go zmieni]”. Rozumiem podłoże psychologiczne takiego myślenia, ale jest to chore. Więc parę razy odpisałam, nawet dość ostro, mówiąc [śmiech]: „chyba musisz jeszcze zastanowić się nad swoimi priorytetami”.

ES: Urojenia!
[Śmiech.]

JKR: Powtarzam, to twoje słowo!
[Śmiech.]

ES: Na naszych stronach internetowych mamy różne podejście do kwestii związków. Na Leaky Cauldron przyjęto to politycznie poprawne nastawienie…
MA: Mówimy: „Jeśli takie jest twoje zdanie, to twoja sprawa”.
ES: A na MuggleNet mówimy…

JKR: [śmiejąc się] Mówicie im, że mają wariackie urojenia?

MA: On w zasadzie mówi: „Jeśli się nie zgadzacie, to wynocha z mojej strony”.

[JKR wybucha śmiechem]

ES: Mówimy: „Macie urojenia!”

JKR: Jak się nazywa ten dział na Twojej stronie, gdzie zamieszczasz te kompletne bzdury, jakie dostajesz od fanów?

ES: Ściana Wstydu?

JKR: Ściana Wstydu. Moglibyśmy zrobić taką Ścianę Wstydu w tym biurze. Moglibyśmy poprzyczepiać tu niektóre z najbardziej absurdalnych rzeczy, jakie otrzymuję.

MA: Jakie?

JKR: Bardzo podobne do Twoich. Bardzo podobne. Od obrzucania obelgami, po zwykłą paplaninę… powiedzmy o naturze egzystencjalnej. Nie od dzieci, od starszych osób. Ale to, co mnie naprawdę rozśmieszyło, to był, chyba Twój [Emersona], komentarz do tych listów: „Proszę, nie przysyłajcie mi głupich emaili tylko po to, by skończyć na Ścianie Wstydu”. Czyż to nie typowo ludzkie zachowanie? Czyż nie zaczyna się od chęci ujawnienia tego typu rzeczy [śmiech], a potem ludzie rywalizują ze sobą, byle tylko się tam znaleźć?

ES: Mają urojenia, tak jak już powiedziałem. To moje słowo dnia.

[Śmiech.]
JKR: Przepraszam, właśnie parsknęłam w mój napój. Przepraszam, kontynuujcie.

MA: Chciałam wrócić do Dracona.

JKR: Dobrze. Porozmawiajmy.

MA: Był całkowicie fascynujący w tej książce.

JKR: Cieszę się, że tak sądzisz, bo ten wątek naprawdę mi się podobał. W tej książce Draco bardzo dorasta. Odbyłam bardzo ciekawą rozmowę, z moją redaktorką Emmą na temat Dracona. Powiedziała mi: „Więc Malfoy zna oklumencję”, której przecież Harry nigdy nie opanował, a teraz całkowicie z niej zrezygnował. Emma zastanawiała się czy Harry nie byłby tak samo w tym dobry, ale ja uważam, że Draco ma dar do oklumencji, w przeciwieństwie do Harry’ego. Problemem Harry’ego były zawsze jego emocje, które zbyt często się uzewnętrzniały, a poza tym, w pewnym sensie, Harry ma zbyt wiele różnych urazów psychicznych. Ale także zna dobrze swoje uczucia związane z rzeczami, które mu się przytrafiły. Nie tłumi ich, uczciwie stawia im czoła i dlatego nie potrafił ich stłumić, nie potrafił stłumić swoich wspomnień. Ale jeśli chodzi o Dracona, to myślę o nim, jak o kimś, kto potrafi posegregować zarówno swoje życie, jak i emocje, zawsze potrafił. Więc odciął się od litości, co pozwoliło mu z powodzeniem znęcać się nad innymi. Odciął się także od współczucia… jak inaczej mógłby zostać Śmierciożercą? W zasadzie całkowicie odciął się od swojej dobrej strony. Ale potem zaczyna się zabawa z dużymi chłopcami i nagle ma iść tą ścieżką sam po raz pierwszy w życiu i to okazuje się całkowicie przerażające. I wydaje mi się, że to dobry opis tego, jak wielu ludzi rozpoczyna ten rodzaj życia, a potem zdaje sobie sprawę z tego, w co tak naprawdę wdepnęli. Było mi przykro z powodu Dracona. Oczywiście, zawsze wiedziałam, że to go czeka, bez względu na to, jak okropny był wcześniej.

Harry ma rację, wierząc, że Draco nie zabiłby Dumbledore’a, co dla mnie jest jasne w momencie, gdy zaczyna obniżać swoją różdżkę, kiedy to wydarzenia wymykają mu się spod kontroli.

ES: Czy Dumbledore planował umrzeć?

JKR: [Pauza.] Myślicie, że to będzie jedna z głównych teorii?

MA & ES: Tak. Tak będzie.

JKR: [Pauza.] Cóż, nie chcę jej obalać. [Trochę śmiechu.] Muszę dać ludziom nadzieję.

MA: To łączy się z pytaniem, czy Snape jest podwójnym – podwójnym – potrójnym …

JKR: [Śmieje się] Podwójnym – podwójnym – poczwórnym – do potęgi...

MA: … czy to było zaplanowane, a skoro Dumbledore wiedział o Draconie cały rok, czy miała miejsce rozmowa, podczas której Dumbledore powiedział: „Jeśli do tego dojdzie, masz zachować się tak, jakby twoim jedynym zamiarem było zabicie mnie, bo jeśli tego nie zrobisz, Draco umrze, Wieczysta Przysięga, ty umrzesz,” itd…

JKR: Rozumiem i wiem, o co Ci chodzi. Nie mogę… to znaczy, oczywiście, zawsze są pewne spekulacje, którym nie chcę zamykać drzwi. Ogólnie mówiąc, obalam te teorie, które na pewno nigdzie nie prowadzą. Nawet jeśli chodzi tylko o swatów. Niech im Bóg błogosławi, przynajmniej dobrze się przy tym bawili. Gdy ludziom naprawdę odbija na jakiś temat… kiedy poświęcają godziny swojego czasu, by udowodnić, że Snape to wampir, to wtedy czuję, że to najwyższy czas na moją interwencję, bo naprawdę w książkach nie ma nic na poparcie takich teorii.

ES: Dopiero jak zaczyna się specjalnie szukać takich rzeczy…

JKR: Tak, po piętnastym przeczytaniu książki, gdy ma się czarne plamki przed oczami, zaczyna się dostrzegać wskazówki, że Snape to Pan Ciemności. Więc są takie rzeczy, które po prostu obaliłam, bo, cóż, nie traćcie czasu, są lepsze rzeczy do omawiania, a jeśli nawet są błędne, to zaprowadzą Was do jakiegoś ciekawego miejsca. Taka jest przynajmniej moja teoria.

ES: Jakie pytanie zawsze chciałaś, by Ci zadano i jaka byłaby na nie odpowiedź?

JKR: Hm… [długa pauza]… świetne pytanie. O co chciałabym być zapytana? [Pauza.] Dzisiaj, tylko dzisiaj, 16 lipca, naprawdę miałam nadzieję, że ktoś zapyta mnie o R.A.B. i zrobiliście to. Tylko dziś, bo myślałam, że… no, miałam nadzieję, że ktoś to zrobi.

MA: Czy powinniśmy zapytać jeszcze o coś w związku z nim?

JKR: Są pewne rzeczy, które pewnie odkryjecie przy ponownym czytaniu… wy dwoje na pewno… tak, naprawdę chciałam, by R.A.B. pojawił się podczas tego wywiadu.

MA: Wybaczcie, jeśli nie pamiętam dokładnie, ale czy to Regulus był tym zabitym przez Voldemorta…

JKR: Syriusz powiedział, że tak nie mogło być, bo Regulus nie był na tyle ważny, pamiętasz?

MA: Ale to nie musi być prawda, skoro [R.A.B.] napisał do Voldemorta osobistą wiadomość.

JKR: To niekoniecznie dowodzi, że Voldemort zabił go osobiście, ale Syriusz podejrzewał, że Regulus zabrnął zbyt daleko. Tak jak Draco. Pociągało go to, ale rzeczywistość okazała się zbyt przytłaczająca do zniesienia.

A jak podobał się Wam wątek Lupin/Tonks?

ES: To było…
MA: Zaskoczył mnie!
ES: Mnie zaskoczył, ale nie zszokował.

JKR: Dobrze.

MA: Ja byłam chyba trochę zszokowana.

JKR: Ktoś, nie wiem czy to było na którejś z Waszych stron… prawie spadłam z krzesła. Ktoś, gdy szperałam po stronach… wiecie, to brzmi jakbym całe życie spędzała na sieci i dlatego nie kończę moich książek. Przysięgam, że to nieprawda i chciałabym, by to było jasne dla wszystkich nagrywających urządzeń, które teraz znajdują się na stole. Ponieważ teraz mam swoją własną stronę, to szukam nowych FAQ i stron fanowskich, które lubię wyróżniać i w ten właśnie sposób natrafiam na różne komentarze oraz innego rodzaju rzeczy. I ktoś, nie mogłam w to uwierzyć, powiedział to. Powiedział: „O, nie, Tonks nie może poślubić takiego a takiego, (Bóg tylko wie, o kogo chodziło), bo Tonks będzie z Lupinem i będą mieli mnóstwo małych wielokolorowych wilkołaczków,” czy coś podobnego.

MA: Widziałam to!

JKR: Tak? Więc to było na Leaky?

MA: Może… bez obrazy [do Emersona], ale zazwyczaj nie mam czasu czytać komentarzy na MuggleNecie…

JKR: Domyślam się, tyle ludzi tam pisze, że pewnie stworzyli już wszelkie możliwe teorie.

ES: O, tak, wpadli już na wszystko.
MA: Harry/Bazyliszek.
[Wszyscy wybuchają śmiechem.]

JKR: No i mamy potwierdzenie. Wiem! Pewnie jakbym spędziła tam cały swój czas, to zapewne odkryłabym tam całą moją historię aż do samego końca.

ES: Ile czasu spędzasz na stronach fanowskich?

JKR: Różnie. Kiedy na mojej stronie nic się nie dzieje, to dlatego, że bardzo ciężko pracuję, lub zajmuje się dziećmi, albo jeszcze czymś innym. Gdy uaktualniam ją kilka razy z rzędu, to oznacza, że na pewno siedziałam na sieci. Więc FAQ i podobne rzeczy tworzę na podstawie listów, które dostaję i stron fanowskich. Szukam, na co ludzie chcieliby znać odpowiedź. To fantastyczne, chociaż czasem frustrujące, ale pragnę wyjaśnić, że nie zostawiam komentarzy, bo wiem, że takie plotki się pojawiały. Wiem, że Wy podchodzicie do tego odpowiedzialnie, ale czasem mnie to martwi. Weszłam kiedyś do czatroomu na MuggleNecie i to, co się tam działo było przekomiczne. Wtedy po raz pierwszy wyszukałam w Google Harry’ego Pottera. Zaczęłam odkrywać tego typu rzeczy i Leaky… w zasadzie o Leakym już wiedziałam, ale MuggleNet odkryłam tego pierwszego popołudnia i weszłam do czatroomu i to było takie zabawne. Zostałam potraktowana z pełna pogardą. [Śmiech.] Nawet nie mogę Wam powiedzieć, jak śmieszne to było.

ES: Chciałbym przeprosić za…

JKR: Nie, nie, nie, nie, to nie było nic strasznego, ale „Ta, ta, zamknij się, nie jesteś tu stałym gościem, nic nie wiesz”. Wyobrażacie sobie?!

MA: Jednym ze zwycięzców konkursu „Zapytaj Jo” jest theotherhermit, ma 50 lat i mieszka w małym miasteczku we wschodnich Stanach. Chyba była o tym mowa w szóstce, ale – „Czy wspomnienia w Myślodsiewni pokazują rzeczywistość, czy też punkt widzenia osoby, do której należą?”.

JKR: To rzeczywistość. I ważne jest, bym to wyjaśniła, szczególnie, że Slughorn dał Dumbledore’owi to żałosne, pocięte a potem posklejane na nowo wspomnienie. Nie chciał ujawnić prawdy i w dość oczywisty sposób załatał i pozszywał je na nowo. W Myślodsiewni twoje wspomnienia są bardzo dokładne.

ES: Całkowicie się myliłem w tej sprawie.

JKR: Naprawdę?

ES: Byłem pewny, że to tylko twoja interpretacja zdarzeń. Możliwość patrzenia na własne myśli z perspektywy obserwatora wydawała mi się bez sensu. To prawie jak oszukiwanie, bo zawsze można spojrzeć na daną sytuację z punktu widzenia kogoś innego.
MA: Więc jeśli są jakieś szczegóły, których nie zauważyło się osobiście, to można użyć Myślodsiewni i to sprawdzić?

JKR: Tak, to właśnie magia Myślodsiewni.

ES: Chcę taką!

JKR: W przeciwnym razie działałaby jak pamiętnik, prawda? Pokazywałaby tylko to, co się pamięta. Ale Myślodsiewnia odtwarza jakąś chwilę dla ciebie, byś mógł wejść we własne wspomnienie i przeżyć rzeczy, których wcześniej nie zauważyłeś. One są gdzieś w twojej głowie, i jestem pewna, że tak jest naprawdę. Gdzieś się kryją w naszym mózgu. Jestem pewna, że gdyby można było się do nich dostać, to odnalazłoby się te szczegóły w naszych wspomnieniach, które nawet sami nie wiemy, że pamiętamy.

ES: To pytanie o poświęceniu Jamesa i Lily także wygrało w konkursie „Zapytaj Jo” i było od Marii Vlasiou, lat 25, z Holandii. Kolejne jest od Heleny Poole, lat 18, z Thirsk, Yorkshire – Helen jest także jednym z autorów książki napisanej przez fanów ‘Plot Thickens’ („Sprawa się komplikuje”). To pytanie dotyczy Grindelwalda i jestem pewna, że przypuszczałaś, że je zadamy.

JKR: A-ha.

ES: Na pewno…

JKR: Dobrze, więc przypomnijcie mi. Czy on nie żyje?

ES: Właśnie, czy on nie żyje?

JKR: Tak, nie żyje.

ES: Czy jest ważny?

JKR: [z żalem] Ojej…

ES: Nie musisz odpowiadać, ale czy możesz nam coś o nim powiedzieć?

JKR: Powiem Wam tylko tyle, ile ujawniłam kiedyś pewnej osobie, która zapytała mnie o to samo. Kojarzycie Owena, który wygrał konkurs [w TV brytyjskiej], by przeprowadzić ze mną wywiad? Zapytał mnie o Grindelwalda [wymawia się „Grindelwald”]. Powiedział: „Czy to zbieg okoliczności, że on zmarł w 1945?” A ja odpowiedziałam, że nie. Bawi mnie robienie aluzji do wydarzeń ze świata mugoli, więc skoro akurat wtedy trwała wojna światowa w mugolskim świecie, to trwała też w świecie magicznym.

ES: Czy ma on jakiś związek z…?

JKR: Nie mam nic więcej do dodania na ten temat.
[Śmiech.]

MA: Czy wojny w obu światach jakoś od siebie zależą?

JKR: Tak myślę. Tak. Hmm.

MA: Ucichłaś.

[Wszyscy się śmieją; JKR jak szalona.]

MA: Lubimy, gdy tak milkniesz, to oznacza, że…
ES: Z pewnością coś ukrywasz.
MA: Nasz następny zwycięzca, to Delaney Monaghan, lat 6, która nadesłała swoje pytanie przez mamę, Vanessę Monaghan. Pochodzą z Canberry w Australii. „Czy papierki po gumach, jakie pani Longbottom daje swojemu synowi, mają jakieś znaczenie?”
ES: Szybko mów, co myślisz, nim padnie odpowiedź.
MA: Myślę, że to smutny dowód jej choroby psychicznej.

JKR: Zapytano mnie o to dziś rano. Ten pomysł był jednym z niewielu zainspirowanych prawdziwymi wydarzeniami. Ktoś, kogo znam, opowiedział mi kiedyś bardzo smutną historię o swojej starszej matce, która chorowała na Alzheimera i była trzymana na oddziale zamkniętym. Była dotknięta ciężką demencją i nie rozpoznawała już swojego syna, ale on wiernie przychodził do niej dwa razy w tygodniu i przynosił jej słodycze. To było to, co ich łączyło. Ona lubiła słodycze i rozpoznawała go jako tego, kto je jej daje. Bardzo mnie to poruszyło. Więc ubarwiłam trochę tę historię. Neville daje swojej mamie wszystko, czego ona zechce (smutno mi się robi, gdy o tym myślę), a ona chce mu dać coś w zamian, ale to, co mu daje jest w zasadzie bez wartości. Ale dla niego znaczy bardzo dużo, bo ona próbuje mu coś dać i w sferze emocjonalnej, to ma duże znaczenie.

Ale teorie na temat tych papierków i tak krążą.

ES: Nie można ich winić.

JKR: Chodzi mi o to, że ona nie próbuje przekazać mu żadnych ukrytych wiadomości.

MA: Ona nie jest zdrowa psychicznie…

JKR: Nie. Masz rację. Ale to typowy przykład, „Po prostu obalmy tę teorię”, bo ona nigdzie nie prowadzi.

MA: To chyba jeden z najbardziej wzruszających momentów w całej serii.

JKR: Uważam, że to ważny moment w ukazaniu postaci Neville’a.

MA: Nasze kolejne pytanie pochodzi od Monique Padelis, lat 15, z Surrey. Jak i kiedy stworzono zasłonę?

JKR: Zasłona istnieje tak długo, jak Ministerstwo Magii, natomiast Ministerstwo Magii istnieje krócej niż Hogwart, ale i tak długo. Mówimy tu o setkach lat. Dokładna data nie jest ważna, ale było to wieki temu.

MA: Czy używano jej do egzekucji, czy tylko do badań naukowych?

JKR: Tylko do badań. Departament Tajemnic zajmuje się badaniami. Studiują umysł, wszechświat, śmierć…

MA: Czy jeszcze wrócimy do tego pokoju, tego zamkniętego?

JKR: Bez komentarza.

ES: Dumbledore nie ma sobie równych w wiedzy magicznej…

JKR: Hmmm.

ES: Gdzie się tego nauczył?

JKR: Postrzegam go jako osobę, która na początku uczyła się sama. Jednak, w czasach jego młodości, miał do dyspozycji znakomitych nauczycieli w Hogwarcie, więc był kształcony w ten sam sposób, co inni. Więcej korzyści przyniosłoby wam zainteresowanie się rodziną Dumbledore’a, byłoby to bardziej opłacalne niż papierki po gumach.

MA: Jego rodziną?

JKR: Tak, rodziną.

MA: Czy powinniśmy o tym jeszcze porozmawiać?

JKR: Nie. Ale Wy możecie!
[Śmiech.]

MA: A co z rodziną Harry’ego – jego dziadkami – czy zostali zabici?

JKR: Nie. To dość prozaiczna historia. Dla mnie, jako dla pisarza, było bardziej rozsądne, ze względu na główną intrygę, doprowadzenie do tego, by Harry był zupełnie sam. Więc raczej bezwzględnie pozbyłam się całej rodziny, za wyjątkiem ciotki Petunii. Oczywiście, James i Lily są ogromnie ważni dla głównego wątku, ale dziadkowie? Nie. A ponieważ lubię mieć dodatkowe informacje, to mogę powiedzieć, że rodzice Petunii i Lily umarli zwykłą mugolską śmiercią. Rodzice Jamesa byli starsi, gdy James się urodził zaczynali już powoli się starzeć, co tłumaczy dlaczego mieli tylko jedno dziecko i to bardzo rozpieszczone, według zasady „mieliśmy go późno, więc jest wyjątkowo cenny”, jak to się często zdarza. Jak na czarodziejów byli już starzy i umarli. Pokonała ich czarodziejska choroba. I to wszystko. Nic poważnego, ani złowrogiego nie łączy się z ich śmiercią. Po prostu mi przeszkadzali, więc ich uśmierciłam.

MA: To chyba także zamyka nam teorię dotyczącą dziedzica Gryffindora.

JKR: [Pauza.] No, tak.

MA: I kolejny pomysł wziął w łeb.
[Śmiech.]

JKR: No, właśnie. Wiem, że „Książę Półkrwi” nie spodoba się wszystkim, bo obala wiele teorii. Ale gdyby do tego nie doszło, oznaczałoby to, że źle wykonałam swoją pracę. Kilku ludzi jej nie polubi, a wielu nie spodoba się śmierć jednej z postaci, ale tak to właśnie miało wyglądać.

Nadal nie wiemy, czy doszło do przecieku informacji, czy też spekulacje okazały się strzałem w dziesiątkę.

ES: Chodzi o tę książkę?
MA: Pamiętasz zakłady?
ES: A, tak…

JKR: Tak, chodzi o ten przekręt z zakładami. Cóż, są dwie możliwości. Jeśli pamiętacie, w przypadku „Feniksa” obstawiano Cho Chang i teraz było podobnie. Nagle ktoś postawił około 10,000 funtów na śmierć Cho Chang, a ponieważ nikt nie chciałby z premedytacją stracić takiej sumy pieniędzy, więc każdy od razu założył, że ten ktoś musi skądś mieć te informacje. Jeśli chodzi o Dumbledore’a, to nadal nie wiemy, czy był to prawdziwy przeciek informacji, czy też ktoś strzelił i zgadnął.

ES: Pamiętam, że zamieściliśmy głosowanie na MuggleNecie, pytając ludzi, czy on rzeczywiście umrze.

JKR: Jaki był wynik? To mnie naprawdę ciekawi.

ES: Większość sądziła, że umrze w szóstce – to znaczy w szóstce lub w siódemce. Więcej osób obstawiało siódemkę.

JKR: To dobrze.

ES: Stosunek wynosił chyba 65/35 i zdecydowana większość sądziła, że umrze.

JKR: Myślę, że jeśli popatrzy się na wcześniejsze książki z gatunku, w którym sama tworzę, to prawie zawsze bohater musi radzić sobie sam. Tak już jest, wszyscy o tym wiemy, więc jeśli wie się cokolwiek na temat budowy tego typu fabuły, to pytanie powinno raczej brzmieć, kiedy i jak, nieprawdaż?

ES: Mądry, stary czarodziej z białą brodą zawsze umiera.

JKR: Tak, w zasadzie to jest to, o czym mówię.
[Śmiech.]

MA: To ciekawe, bo w tamtej chwili… to znaczy, myślę, że chyba wszyscy czuliśmy, że on umrze, jak tylko zaczął dzielić się tymi wszystkimi mądrościami.

JKR: Hm.

MA: Kiedy Harry powiedział: „Zdaję sobie z tego sprawę i moi rodzice też o tym wiedzieli – tu chodzi o wybór”, przerwaliśmy czytanie i powiedzieliśmy: „OK, niech wszyscy dotrą do tego momentu i wtedy porozmawiamy, bo a) Dumbledore umiera, b) to jest to, co będzie napędzać całą tę historię, aż do samego końca. Czuję, że to był moment definiujący całą serię.

JKR: Tak, zdecydowanie, bo myślę, że mamy tu związek między sceną w „Komnacie Tajemnic”, gdy Dumbledore wypowiada te słynne słowa: „ To nasze wybory ukazują, kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej niż nasze zdolności”, a Dumbledorem siedzącym w swoim gabinecie i mówiącym do Harry’ego: „przepowiednia jest ważna tylko dlatego, że ty i Voldemort tak zdecydowaliście”. Jeśli obaj zdecydowalibyście się odejść, zrezygnować, obaj moglibyście żyć! To kwestia zasadnicza. Gdyby oboje zdecydowali: „Dłużej się w to nie bawimy” i odeszli… ale tak się nie stanie, bo jeśli chodzi o Voldemorta, to postrzega on Harry’ego jako zagrożenie. Musi dojść do konfrontacji.

ES: Pamiętam, że czytając „Zakon Feniksa” zastanawiałem się, co by było, gdyby Harry i Voldemort po prostu zdecydowali się…

JKR: Podać sobie ręce i odejść każdy w swoją stronę? Razem przeciwstawiamy się temu!
[Śmiech.]

ES: Co by się stało, gdyby nigdy nie usłyszał przepowiedni?

JKR: No, właśnie o to chodzi, prawda? Tak jak już mówiłam, to jest to, co napisałam na swojej stronie.

ES: Cieszę się, że to zamieściłaś.

JKR: To wszystko łączy się z „Makbetem”. Uwielbiam „Makbeta”. To chyba moja ulubiona sztuka Szekspira. I oto jest pytanie. Gdyby Makbet nie spotkał wiedźm, czy zabiłby Duncana? Czy to było przeznaczenie, czy też to on sprawił, że do tego doszło? Według mnie, to Makbet dokonał wyboru.
[Śmiech.]

MA: Wielka lojalność i męstwo, to dwie cechy mocno związane z poświęceniem siebie samego – widać to szczególnie w tomie trzecim: „Więc powinieneś umrzeć! Lepiej umrzeć, niż zdradzić swoich przyjaciół!” A potem natrafiamy na te myśl wszędzie, przez wszystkie książki. To dość poważne przesłanie dla, powiedzmy, ośmio-, dziesięciolatków, którzy czytają książki, mówiące o tym, że powinniśmy umrzeć za swoich przyjaciół.

JKR: Wyobrażam sobie taką sytuację, oczywiście, tylko w bardzo wyjątkowych okolicznościach. Nie daj Boże – mam nadzieję, że w normalnych okolicznościach, nikt nie będzie oczekiwał od ośmiolatka oddania swego życia za innych. My mówimy tu o dorosłych ludziach, którzy znajdowali się, według mnie, w stanie wojny. To była wojna w pełnym tego słowa znaczeniu. Myślę, że to pytanie powinno brzmieć, czy Wy, czytelnicy, wierzycie w to, że Syriusz oddałby swoje życie za przyjaciół? Bo to były jego słowa.

ES: Oczywiście.
MA: Tak.

JKR: Dobrze, ja też w to wierzę. Syriusz zrobiłby to. On, mimo wszystkich swoich wad, ma ogromne poczucie honoru, w związku z czym, wolałby umrzeć z honorem, niż żyć w hańbie i wstydzie, z wiedzą, że doprowadził do śmierci trzech osób, które kochał bardziej niż kogokolwiek innego, bo, podobnie jak Harry, nie miał własnego miejsca ani rodziny.

Macie rację, to bardzo poważne przesłanie, ale przecież ja piszę o złu i już kiedyś o tym mówiłam, że jestem zdziwiona, gdy ludzie czasami mówią: „Te książki robią się takie mroczne”. A ja wtedy myślę: „A który fragment Kamienia Filozoficznego był lekki i przyjemny?”. Mamy tu do czynienia z pewną naiwnością, bo Harry jest bardzo młody, kiedy idzie do szkoły, ale ta książka przecież rozpoczyna się od podwójnego morderstwa. Myślę, że śmierć jest obecna przez cały pierwszy tom. Poza tym sądzę, że w „Kamieniu Filozoficznym” jest parę naprawdę przerażających opisów. Wydaje mi się, że, mimo gigantycznego węża, to właśnie w pierwszej części jest więcej makabrycznych scen niż w drugiej, bo zakapturzona postać pijąca krew jednorożca jest cholernie odrażająca. Przynajmniej dla mnie i naprawdę, aż do tej pory, przez te wszystkie lata, nadal uważam, że twarz z tyłu głowy [Voldemort korzystający z ciała Quirrella], to jeden z najbardziej niepokojących opisów w całej książce (W całej książce; dla mnie to jedna, wielka książka. Chodzi mi o całą serię.)

Więc, tak, cała ta historia jest dość poważna, zgadzam się, ale myślę, że była poważna od samego początku. Jest wiele rzeczy w tych książkach, które są niepokojące, celowo, ale chyba nigdy nie przekroczyłam pewnej granicy, by szokować dla samego szokowania. Myślę, że jestem w stanie uzasadnić użycie każdego makabrycznego opisu w książkach. Zastanawiałam się, czy jedna konkretna scena dostanie zielone światło od moich redaktorów i był to opis stanu fizycznego Voldemorta, zanim został wrzucony do kotła, pamiętacie? Wyglądał jak płód. Odczuwałam całkowite obrzydzenie w stosunku do tego, co stworzyłam, ale nie uczyniłam tego bez powodu, jeszcze się przekonacie. Omówiłam to z redaktorką i ona się zgodziła. Tak naprawdę, to bardziej ją zaniepokoił pomysł otwierającego się grobu. Myślę, że zareagowała tak, bo po raz kolejny mamy tu do czynienia z profanacją, prawda? W zasadzie to przecież nic tam nie było widać… ale było to naruszenie tematu tabu, pogwałcenie świętości.

MA: Jakiego koloru są oczy Rona?

JKR: Niebieskie. Nigdy o tym nie mówiłam?
[Zakrywa oczy.]

MA: Wszyscy pragnęli, byśmy zadali to pytanie.

JKR: Niebieskie. Harry ma zielone, Ron niebieskie, Hermiona brązowe.

MA: A jaką formę ma patronus Rona?

JKR: Patronus Rona? Tego też nie ujawniłam? O nie, to wstrząsające! [Śmiech.] To mały piesek taki, jak Jack Russell. Wybrałam akurat takiego patronusa z całkiem osobistego powodu, bo sami mamy Jacka Russella. To nienormalne.

MA: To nie jest krótkie pytanie, ale bardzo chcę je zadać – przy całej sławie i bogactwie, jakie zgromadziłaś, jak udaje Ci się sprawić, że Twoje dzieci są normalne i twardo stąpają po ziemi?

JKR: To najważniejsza sprawa w moim życiu i mam nadzieję, że prowadzimy dość normalne życie, wierzcie lub nie. Surrealistyczne rzeczy zaczynają dziać się dopiero, gdy wychodzę z domu i wchodzę do rozświetlonego zamku, ale to ma bardzo mały wpływ na moje dzieci. Sądzę, że na tyle na ile to możliwe prowadzimy normalne życie. Jak wszyscy chodzimy na zakupy, czy na spacer po parku. Przynajmniej ja tak uważam. Ponadto sądzę i to jest bardzo ważne dla mnie, że cała moja trójka dorośnie widząc, jak oboje, ja i Neil, pracujemy. Żadne z nas nie zamierza rezygnować z pracy, wyciągnąć się wygodnie i popłynąć jachtem w podróż dookoła świata, lub zrobić coś w tym stylu, jakkolwiek nie byłoby to przyjemne i kuszące. Nadal pracujemy i, według mnie, dobrze jest pokazać dzieciom, że mimo posiadanych pieniędzy, własną wartość odnajduje się w tym, co się robi najlepiej. Chodzi o robienie tego, co się lubi i w czym jest się dobrym, prawda?

MA: Tak. Czy odkryłaś już tożsamość dwóch brakujących Gryfonek?

JKR: [Zakrywa oczy] Oj! [Zirytowana.] Miałam to znaleźć i przynieść dla Was, ale przykro mi, nie mam tego przy sobie, dodam to na stronę.

MA: Czy to Ginny wysłała Harry’emu walentynkę?

JKR: Tak.

MA: Czy to przez Toma Riddle’a, czy to była jej inicjatywa?

JKR: Nie, to był jej pomysł.

MA: Cóż, trochę nie wypalił.

JKR: [Śmieje się.] Ostatecznie nie wypalił.

MA: Sądzę, że miałaś już wszystko ustalone od tej sceny w przedziale pociągu [w pierwszej części], kiedy Harry obserwuje peron – wszystkie związki były już zapewne ustalone od tej sceny.

JKR: Też tak myślę. Więc podobał się Wam wątek Harry/Ginny, kiedy w końcu do niego doszło?

ES: Czekaliśmy na to od lat!

JKR: Świetnie.

MA: O, rany! A ten pocałunek!

JKR: No.

ES: To w końcu stało się prawdą!

JKR: Tak, wiem! Też tak czułam.

MA: Czy próbowałaś ich…

JKR: Zawsze wiedziałam, że do tego dojdzie, że będą razem, ale potem się rozstaną.

ES: Czy zawsze ... … … to? [Nie możemy rozszyfrować, co Emerson powiedział.]

JKR: Nie, bo plan był taki i mam nadzieję, że go wypełniłam. Chodzi o to, że czytelnik, podobnie jak Harry, miał stopniowo odkrywać, że Ginny jest idealną dziewczyną dla Harry’ego. Jest twarda, ale nie w nieprzyjemny sposób, jest waleczna. On potrzebuje kogoś, kto wytrzyma presję bycia z Harrym Potterem, bo pod wieloma względami bycie z Harrym może odstraszać. On jest naznaczony. Myślę, że Ginny jest zabawna, a ponadto jest bardzo serdeczna i pełna współczucia. Właśnie takich cech Harry wymaga od swojego ideału kobiety. Ale czułam – a mówię tu o czasach, gdy to wszystko jeszcze obmyślałam – że na początku jego osoba ją przerażała. Gdy widzi go po raz pierwszy, mając 10 czy 11 lat, on jest dla niej kimś w rodzaju gwiazdora rocka, jest sławnym chłopcem. Tak więc i Ginny musiała odbyć własną podróż. I podobnie jak w przypadku Rona, nie chciałam, by Ginny była pierwszą dziewczyną, którą Harry pocałował. Właśnie to chciałam powiedzieć. Więc to wszystko jest jakby powiązane.

Jednym ze sposobów, w jaki próbowałam pokazać, że Harry bardzo dojrzał… w „Feniksie”, pamiętacie jak Cho wchodzi do przedziału, a on wtedy myśli: „Wolałbym, żeby Cho zastała mnie w jakimś równym towarzystwie”? Siedzi z Luną i Nevillem. Dosłownie identyczna scena pojawia się w „Księciu”, a on znowu siedzi z Luną i Nevillem, ale tym razem dojrzał i jeśli chodzi o niego, to uważa, że siedzi z dwoma najfajniejszymi osobami w całym pociągu, chociaż może nie wyglądają tak fajnie. Harry naprawdę dojrzał. I myślę, że w tej części, Ginny i Harry są sobie równi. Zasługują na siebie. Oboje przeszli długą emocjonalnie drogę i razem naprawdę pozbyli się wielu urojeń, by użyć Twojego słowa. Więc pisanie tego naprawdę sprawiło mi przyjemność, bo bardzo lubię Ginny jako postać.

MA: Czy postać Ginny ma większe znaczenie? Cała ta historia z Tomem Riddlem, fakt że jest siódmą dziewczynką…

JKR: Jeśli chodzi o Ginny, to była pierwszą dziewczynką od pokoleń w rodzinie Weasley’ów, ale jest też to stare podanie mówiące o siódmej córce siódmej córki i siódmym synu siódmego syna, więc dlatego ona jest siódmym dzieckiem, bo jest utalentowaną czarownicą. Myślę, że możecie znaleźć tu i ówdzie różne wskazówki na ten temat, bo ona zna się na rzeczy i jeszcze nieraz się o tym przekonacie.

ES: Czemu Dom Ślizgonów nadal…

JKR: Nadal istnieje!
[Wszyscy się śmieją.]

ES: Tak! Przecież to taka skaza na honorze szkoły.

JKR: Ale nie wszyscy są źli. Naprawdę nie wszyscy są źli. [Pauza.] Cóż, dokładniejsza odpowiedź, całkiem poważna odpowiedź, brzmiałaby, że trzeba zawsze wziąć pod uwagę całą osobę, razem z jej wadami, bo każdy je ma. Ta sama reguła odnosi się do społeczności uczniowskiej. Gdyby tylko udało im się osiągnąć idealną wspólnotę, stworzyliby siłę całkowicie nie do pobicia. Ponadto przypuszczam, że to ta chęć jedności i wspólnoty sprawia, że nadal pozwala się na istnienie tej czwartej części szkoły, która może nie reprezentuje sobą najbardziej szlachetnych cech, w nadziei, w najbardziej Dumbledorskim rodzaju nadziei, że kiedyś osiągnie się jedność, i że osiągnie się harmonię. „Harmonia” – o to właśnie chodzi.

ES: Nie można by…

JKR: Nie można by ich powystrzelać? NIE, Emersonie, nie można by!
[Wszyscy się śmieją.]

ES: Nie można by umieścić ich w trzech pozostałych domach, może nie byłoby to dobre rozwiązanie dla wszystkich, ale wystarczająco dobre by się przyzwyczaili i nie przebywali w tak negatywnym otoczeniu?

JKR: Można by to zrobić. Ale musisz pamiętać, myślałam już o tym…

ES: Nawet ich pokój wspólny jest ciemny i ponury…

JKR: Cóż, dla mnie pokój wspólny Ślizgonów ma w sobie pewne mroczne piękno.

ES: Umieszczenie wszystkich dzieci Śmierciożerców w jednym miejscu musi być złym pomysłem.
[Wszyscy wybuchają śmiechem.]

JKR: Ale nie wszyscy – nie myśl, że Cię nie rozumiem, ale – my, czytelnicy i ja jako pisarz, bo to ja oprowadzam Was po tym świecie – znacie Ślizgonów jedynie z perspektywy dzieci Śmierciożerców. Ale one są małą częścią wszystkich przedstawicieli domu Slytherina. Nie mówię, że cała reszta jest kochana, ale nie wszyscy są tacy jak Draco lub jak Crabbe i Goyle. Nie wszyscy są do nich podobni i okrutne byłoby tak o nich mówić, zgadzacie się?

ES: Ale w pozostałych domach nie ma aż tak wiele dzieci Śmierciożerców, prawda?

JKR: Ależ w innych domach też są osoby powiązane ze Śmierciożercami.

ES: Tylko w mniejszej ilości.

JKR: Chyba tak. Cztery domy to tradycja, a w związku z tym chciałam, by odpowiadały one czterem żywiołom. Tak, więc Gryffindor to ogień, Ravenclaw to powietrze, Hufflepuff to ziemia a Slytherin to woda, i dlatego ich pokój wspólny znajduje się pod jeziorem. Chodziło tu o harmonię i równowagę, bo dzięki połączeniu tych czterech elementów można uzyskać bardzo silne miejsce. Ale, jak wiemy, pozostają one podzielone.

ES: Czy tylko James darzył Lily uczuciem?

JKR: Nie. [Pauza.] Lily, tak jak Ginny, miała duże powodzenie.

MA: Snape?

JKR: To teoria, która ciągle się pojawia.

ES: A Lupin?

JKR: Mogę odpowiedzieć tylko na jedno z tych pytań.

ES: A może na oba? Jedno za drugim.

JKR: Naprawdę nie mogę.

ES: A możesz nam dać jakąś wskazówkę bez zwodzenia nas [Emerson źle się wyraził, chodziło mu o: „bez ujawniania zbyt wiele”]

JKR: O ile wiem, nigdy nie kłamałam odpowiadając na pytania dotyczące książek. Wiecie, że dotychczas zadawano mi setki pytań i oczywiście to możliwe, że kiedyś coś źle powiedziałam, lub mimowolnie podałam błędną odpowiedź. Mogłam też odpowiedzieć zgodnie z prawdą, ale potem zmienić zdanie w kolejnej części. W związku z tym niechętnie odpowiadam na pewne szczegółowe pytania, ponieważ potrzebuję czasu, by je przemyśleć, ale nigdy tak nie jest w przypadku pytań dotyczących głównego wątku.

Lupin bardzo lubił Lily, nazwijmy to w ten sposób, ale nie chcę, by ludzie nagle zaczęli sądzić, że rywalizował o nią z Jamesem. Lily cieszyła się powodzeniem, co jest bardzo ważne. Ale chyba tego się już domyślaliście. Była świetną partią.

MA: Jak stali się parą? Z tego, co wiemy, ona nienawidziła Jamesa.

JKR: Naprawdę? Sama jesteś kobietą, wiesz, o czym mówię. [Śmiech.]

ES: Jakim cudem Fred i George wiedzieli, że Irlandia wygra, ale Bułgaria złapie znicz?

JKR: Wydaje mi się, że jeśli naprawdę zna się na Quidditchu, to można było to przewidzieć. To, co zrobili…

ES: Ale jak można przewidzieć coś takiego, skoro niewiadomo kiedy pojawi się znicz.

JKR: To było ryzyko. Zaryzykowali wszystko. W końcu mówimy przecież o Fredzie i George’u. To właśnie oni są ryzykantami w rodzinie. Z jednej strony macie Percy’ego – dostosować się i robić wszystko poprawnie – a z drugiej Freda i George’a, którzy obrali całkowicie inną drogę życia i byli gotowi na ryzyko. Postawili wszystko, co mieli, nic więcej nie mogli już zrobić.

MA: Jak rozpracowali mapę?

JKR: Czy wy nie… cóż. Oto jak ja wytłumaczyłam to sobie i sądzę, że ma to sens. Nie sądzicie, że w stylu Freda i George’a byłoby powiedzenie czegoś dla żartu i odkrycie, że z mapą zaczyna się coś dziać?

MA: Ta.

JKR: Potraficie ich sobie wyobrazić?

ES: Ale właściwy dobór słów? Czy to przypadek, czy Felix Felicis…

JKR: Albo mapa sama im pomogła.

MA: No, tak. Można ich sobie wyobrazić, jak rozmawiają i żartują ze sobą…

JKR: A mapa ożywa tu i tam, gdy są coraz bliżej celu, aż w końcu trafiają na odpowiednią kombinację słów i wszystko wybucha.

ES: Co, u licha, Aberforth Dumbledore robił z tymi kozami?
[Wszyscy się śmieją.]

JKR: Wiecie tyle, co i ja!
[Złośliwy śmiech.]

MA: Dumbledore żartuje na jego temat w tym tomie, gdy mówi o znajomych z barów.

JKR: Tak, oczywiście. I przez moment pojawia się sam Aberforth.

MA: Czy pojawi się jeszcze nawiązanie do błysku triumfu w oczach Dumbledore’a?

JKR: To jest nadal ogromnie ważne. A tak w ogóle, to rzadko mówię o czymś, że jest ogromnie ważne, więc możecie puścić wodze fantazji.

ES: Myślę, że wszyscy zdali sobie sprawę z tego, że to ważne w momencie, gdy przeczytali ten fragment, ale jak dotychczas, ani w piątce ani w szóstce, nic na ten temat się nie pojawiło.

JKR: Nadal jest ważne.

ES: Oczekiwaliśmy jakiejś wielkiej sensacji.

JKR: Na pewno będzie, ale dopiero w siódemce. Dopiero w siódemce.

MA: Na końcu tej części do pewnego stopnia wiemy, co Harry zamierza zrobić, ale czy to rzeczywiście będzie całą intrygą w kolejnej części?

JKR: To nie wszystko. Oczywiście, że to nie wszystko, ale to sposób na zabicie Voldemorta. Nie można powiedzieć, że to nie będzie bardzo męcząca i kręta droga, ale to właśnie musi zrobić. Harry teraz wie – przynajmniej sądzi, że wie – przed czym stoi. A przypuszczenia Dumbledore’a zawsze trafiały dość blisko celu. Nie chcę ujawniać zbyt wiele, ale Dumbledore powiedział: „Są jeszcze cztery i musisz je zniszczyć, a potem zostaje ci już tylko Voldemort”. I to jest to, na czym Harry teraz stoi i co musi zrobić.

ES: To ciężkie wyzwanie.

JKR: Olbrzymie. Ale Dumbledore dał mu bardzo cenne wskazówki, a i Harry, w trakcie kolejnych sześciu części, zdobył więcej wiedzy niż przypuszcza. To wszystko, co mam do powiedzenia na ten temat.

ES: To wszystko wydaje się być niemożliwe do wykonania. Gdyby Harry sam wszedł do jaskini, nigdy nie udałoby mu się dokonać tego wszystkiego w pojedynkę, tak to przynajmniej wygląda.

JKR: Jestem gotowa się teraz z Tobą założyć, że nim minie ten tydzień, co najmniej jeden horkruks zostanie poprawnie zidentyfikowany przez uważnych czytelników.

MA: Ktoś mi w nocy powiedział, że jeśli Ginny i ten pamiętnik…

JKR: Harry zniszczył tę część duszy, widzieliście, jak nabierała kształtu, widzieliście, jak została zniszczona, już nie istnieje. A Ginny z pewnością w żaden sposób nie jest opętana przez Voldemorta.

MA: Czy nadal jest wężousta?

JKR: Nie.

MA: Czy Ginny ma dług wdzięczności wobec Harry’ego w związku z wydarzeniami w części drugiej?

JKR: Nie. Natomiast Glizdogon to całkiem inna historia. Wiecie, część mnie po prostu tak bardzo chciałaby wytłumaczyć Wam to wszystko, całą akcję siódemki, naprawdę, szczerze.

ES: Nie chcielibyśmy tego słuchać.

JKR: „No, dalej, mów, nie słuchamy!”
[Śmiech.]

ES: Kim jest matka chrzestna Harry’ego?

JKR: Nie miał matki chrzestnej.

ES: Naprawdę?

JKR: Syriusz nie miał czasu na dziewczynę, a co dopiero na małżeństwo.

ES: Mogli wybrać po prostu kogoś z przyjaciół lub rodziny.

JKR: Kiedy chrzcili Harry’ego, ukrywali się. To nie miał być duży chrzest z dużą ilością gości, bo on już znajdował się w niebezpieczeństwie. Więc była to bardzo cicha uroczystość, z jak najmniejszą liczbą osób i chcieli, by tego zobowiązania podjął się Syriusz. I… właśnie. Nie mogę powiedzieć nic więcej.

[Zaczynamy zdawać sobie sprawę z upływu czasu.]
MA: Możemy to powtórzyć?
[Śmiech.]

JKR: Zawsze istnieje taka możliwość.

MA: Mówię poważnie. Spotkajmy się na cały tydzień.
[Wszyscy się śmieją.]

JKR: Tylko zamknijcie mnie w jakimś podziemnym pokoju…

MA: Cóż, moja rodzina pochodzi z Sycylii, Jo…
[Śmiech.]
MA: Chwila, muszę zadać kolejne pytanie [Melissa zakłada zielone okulary i wyjmuje zielone pióro, które Lexicon_Bel~ i Puffin z LeakyLounge przygotowali jako żart dla Jo]…
[Wszyscy wybuchają śmiechem.]

JKR: RITA! Stęskniłam się za Tobą!
JKR: Mówię Wam, jest tylko jeden sposób na artykuły Rity, a jest nim śmiech, w przeciwnym razie można zwariować. Oczywiście, teraz mam swój Kosz na śmieci [na mojej stronie internetowej]. To naprawdę zdumiewające, jakie poczucie swobody daje możliwość powiedzenia czytelnikom: „To bzdury”. To nie są ważne sprawy, ale jeśli potraktuje się je jako całość, to mogą naprawdę wprowadzać w błąd. W każdym razie, Rito, bardzo mi się to podoba.

MA: Czy to nie jest zabawne? Zrobili to specjalnie dla mnie.

JKR: To jest fantastyczne. Wiecie, Miranda Richardson gra ją w „Czarze Ognia”. Z niecierpliwością czekam, by ją zobaczyć.

MA: Widzieliśmy ją, byliśmy na planie filmowym w dniu, gdy akurat pracowała.

JKR: Naprawdę?

ES: Wydaje się być idealną do tej roli.

JKR: To taka dobra aktorka.

ES: Mam pytanie na ten temat. Kiedy piszesz teraz książki, czy widzisz przed oczami twarze aktorów czy swoich postaci?

JKR: Moich postaci. Zawsze.

ES: Ich twarze nie przenikają w ogóle do Twojej wyobraźni?

JKR: W ogóle. Nadal widzę mojego Rona, nadal widzę mojego Harry’ego i nadal widzę moją Hermionę. Zbyt długo nad nimi pracowałam, nim powstały filmy, by pozwolić filmowym postaciom zastąpić to, co już jest w mojej głowie. Miałam szczęście pod tym względem. Tak długo żyłam z tymi postaciami, że to wszystko nie mogło mieć na mnie żadnego wpływu. Czasami… pisząc o Ronie i Lavender, myślałam wtedy o Rupercie. To znaczy, ten wątek, oczywiście, od zawsze miał tak wyglądać, ale czasem wychodziłam na przerwę na kawę i uśmiechałam się kpiąco myśląc o Rupercie.

MA: Robiącym co?

JKR: Nie myślałam o tym, jak to będzie robił, on jest bardziej niż odpowiedni do wykonania tego zadania, ale myślałam o tym, jak będzie brał udział w castingach na rolę Lavender, tego typu rzeczy. Uśmiech sam się pojawia, kiedy zna się osoby, które będą musiały to zagrać. Ale nadal uważam, tak jak już kiedyś powiedziałam – mnóstwo czasu zajęłoby nam znalezienie trójki bardziej odpowiednich osób, biorąc pod uwagę to, co Rupert, Dan i Emma już przeszli razem. Oni są niesamowici.

[Przerwa, gdy patrzymy na czas…]

JKR: Wiem.

MA: Sześćdziesiąt sześć stron pytań, Jo.

JKR: O rany.

ES: Po prostu zadawajmy pytania, dopóki nas nie wyrzuci.
[Wszyscy się śmieją.]
ES: Czy tytuł Hagrida, Strażnik Kluczy, ma jakieś znaczenie?

JKR: Po prostu Hagrid wpuszcza i wypuszcza ludzi z terenu Hogwartu. Łączy się to także z pewnymi trochę bardziej ciekawymi rzeczami, ale nie są to rzeczy jakoś specjalnie interesujące, więc czytelnicy nie powinni się tym za bardzo przejmować.

MA: Czy Harry i Ron przeczytają kiedykolwiek „Historię Hogwartu”?

JKR: Nigdy. [Śmiech.] Bardzo lubię te rozmowy między nimi, gdy Hermiona pyta: „Kiedy to przeczytacie?”. W takich wypadkach Hermiona udziela informacji nie tylko im, ale i czytelnikom, dlatego więc nigdy nie doprowadzę do tego, by przeczytali tę książkę.

MA: Czy Zgredek wiedział o przepowiedni?

JKR: Nie.

MA: Czy wiedział o Potterach?

JKR: Znał ich historię, ale, z oczywistych względów, jego wiedza ograniczała się do tego, co wiedzieli Malfoyowie.

MA: O, tu mam jeszcze jedno pytanie [z naszych forów], które chciałabym Ci zadać. Czy Snape był kiedykolwiek przez kogoś kochany?

JKR: Tak. I, w pewnym sensie, przez to jest bardziej winny niż Voldemort, którego nikt nie kochał. Dobra, jeszcze po jednym!

ES: Czemu czarownice i czarodzieje nie teleportują się, kiedy są w niebezpieczeństwie?

JKR: Cóż, z tym jest podobnie, jak z wieloma tego typu rzeczami. Nużące dla czytelnika byłoby, gdybym w środku opisu jakiejś akcji, zaczęła wyjaśniać, czemu tak się dzieje, ale po prostu są sposoby na powstrzymanie osoby przed teleportowaniem się. Czasami czarodzieje się deportują, ale bardzo często do danej sceny dochodzi w miejscu, w którym teleportacja jest niemożliwa, na przykład w Hogwarcie. Więc nie ma takiej możliwości, gdy Harry jest na terenie szkoły. Są też inne powody, dla których czarodziej się nie deportuje, jednym z nich jest chęć walki, jeśli chwila tego wymaga. Ale czasem rzeczywiście się teleportują.

JKR: [Do Melissy]. No, dalej, strzelaj!

MA: Czy był ktoś jeszcze w Dolinie Godrika, gdy rodzice Harry’ego zostali zabici?

JKR: Bez komentarza.
[Wszyscy się śmieją.]
JKR: Przykro mi!

Koniec

linia

Bolga © 2006. All rights reserved.