Powrót do strony "Wywiady".
linia

Oto wywiad z portalu Interia.pl na temat filmu "Harry Potter i Czara Ognia".

Film "Harry Potter i Czara Ognia" uchodzi za najbardziej mroczną część serii. Harry ma już 15 lat i wkracza w świat dorosłych, który okazuje się niebezpieczny i niejednoznaczny. Tym razem w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart rozgrywa się Turniej Trzech Czarodziejów, na który przybywają uczniowie z Bułgarii i Francji. Szkolne zawody kończą się jednak tragicznie, a Harry kolejny raz ociera się o śmierć. Trójkę głównych bohaterów grają ci sami aktorzy, co w poprzednich częściach: Emma Watson, Rupert Grint i Daniel Radcliffe. Film wyreżyserował Mike Newell, brytyjski reżyser znany z takich filmów, jak "Cztery wesela i pogrzeb" czy "Donnie Brasco".

Na ekranach polskich kin film zadebiutował 25 listopada 2005 r.. O pracy na planie opowiadają odtwórcy głównych ról, m.in. Daniel Radcliffe, Emma Watson, Rupert Grint, Michael Gambon, Ralph Fiennes oraz reżyser Mike Newell.

To najbardziej mroczny film z wszystkich dotychczasowych opowieści o Harrym Potterze. Czym dla pana była ta realizacja?

Mike Newell (reżyser): Pomyślałem, że ta historia to w gruncie rzeczy thriller. Oczywiście mamy w niej wspaniałe wątki, od ekscytującego Turnieju Trójmagicznego począwszy, na humorze i problemach sercowych związanych z Balem Bożonarodzeniowym skończywszy. Ale głównym motywem książki jest niesamowity thriller, w którym coś nieskończenie złego poluje na Harry'ego i tym razem jest on zdany tylko na siebie.

Uważam, że ten film jest bardzo ekscytujący. Są w nim zachwycające sceny: smoki, podwodne przygody, zagubienie w labiryncie, a przede wszystkim pojawienie się czarnego charakteru we własnej osobie. Po raz pierwszy Lord Voldemort pojawia się w ludzkiej postaci. Ralph Fiennes, grający zło w czystej postaci, wydaje się być idealny do tej roli. Widzowie zobaczą niewiarygodne sceny, które, mam nadzieję, spodobają się ludziom w każdym wieku.

Ale historia, opowiedziana w tej części, jest rzeczywiście bardzo mroczna. Najmroczniejsza z dotychczasowych.

Film zaczyna się inaczej niż poprzednie części - w pierwszej scenie nie ma Harry'ego. Skąd ten pomysł?

Mike Newell (reżyser): Historia zaczyna się od Harry'ego, ale nie widać go w pierwszej scenie filmu, co jest znaczącą zmianą. Film zaczyna się od jego koszmaru, w którym sugeruje się, że ktoś knuję okropną intrygę, mającą na celu uśmiercenie Harry'ego. Widzowie nie wiedzą, na czym ona polega i mam nadzieję, że tak będzie aż do końca. Od tego momentu desperacko pragną zobaczyć, co będzie dalej. Chcą się dowiedzieć, o co chodzi.

Nie jest to tradycyjny początek filmu, ale myślę, że w tym przypadku jest to lepsze rozwiązanie, gdyż jest ono początkiem swego rodzaju thrillera, który wciąga widzów bez reszty.

Daniel, co najbardziej spodobało ci się w tej części?

Daniel Radcliffe (Harry Potter): W tym filmie podoba mi się to, że życie wymknęło się Harry'emu spod kontroli. Nie do końca panuje nad tym, w jakim kierunku się toczy. To dla niego coś zupełnie nowego.

W Harrym bardzo podoba mi się to, że nie jest bohaterem w klasycznym znaczeniu tego słowa, nie jest odważnym, nieustraszonym Supermanem. Harry jest bezbronny i przerażony. Mimo tego, że pomógł tak wielu ludziom, myślę, że zawsze bardzo chciał zostawić przeszłość za sobą i przestać być bohaterem. Ale kiedy Czara wybiera jego imię, znowu znajduje się w centrum zainteresowania.

Opowiedzcie o Turnieju Trójmagicznym. Wokół niego kręci się akcja filmu.

Michael Gambon (Albus Dumbledore): Turniej Trójmagiczny liczy sobie setki lat. Zaprzestano jego organizacji ze względu na ryzyko, jakie niósł. Teraz postanowiono wskrzesić tę tradycję. W turnieju mogą brać udział uczniowie różnych szkół magii z całej Europy. Na zwycięzcę czeka bardzo prestiżowy Puchar Turnieju Trójmagicznego. Podsumowując, jest to bardzo stary turniej, zapoczątkowany setki lat temu w Europie, aby wszystkie szkoły magii na kontynencie mogły się spotykać. W tym roku przyjeżdżają do Hogwartu. Turniej jest bardzo niebezpieczny.

Daniel Radcliffe (Harry Potter): Turniej Trójmagiczny ma wielowiekową tradycję. Dumbledore ogłasza, że po bardzo długim okresie turniej zostanie ponownie zorganizowany. Weźmie w nim udział trzech zawodników, jeden reprezentant Hogwartu, jeden reprezentant szkoły w Beauxbatons we Francji i jeden reprezentant ze szkoły w Durmstrangu. Zawodnicy będą musieli wykonać śmiertelnie niebezpieczne zadania. Na zwycięzcę czeka Puchar Turnieju Trójmagicznego.

Chętni do wzięcia udziału w Turnieju wrzucają karteczki ze swoim nazwiskami do Czary Ognia, która wybiera po jednym reprezentancie z każdej szkoły. Na tym mniej więcej polega Turniej Trójmagiczny. Oczywiście robi się wielkie zamieszanie, gdy okazuje się, że poza Cedrikiem Diggory'm, Fleur Delacour i Wiktorem Krumem, Czara wybiera także Harry'ego Pottera, jako czwartego zawodnika. Wtedy to dla Harry'ego zaczyna się ciężki okres.

Kim są zawodnicy, którzy biorą udział w Turnieju Trójmagicznym?

Stanislav Ianevski (Wiktor Krum): Wiktor Krum jest bułgarskim zawodnikiem quidditcha. Jego popularność można porównać z popularnością Wayne'a Rooney'a w Anglii. Jest bohaterem, zna go cały świat, gdyż jest najlepszym zawodnikiem na pozycji szukającego i najlepiej lata na miotle. Inni gracze go uwielbiają, co zobaczymy w filmie.

Clémence Poésy (Fleur Delacour): Fleur Delacour jest francuską uczennicą i czarodziejką. Uczy się w Akademii w Beauxbatons. Jest reprezentantką tej szkoły w Turnieju Trójmagicznym. Fleur jest wyobrażeniem Anglików o francuskiej dziewczynie - bardzo szykowna, cały czas "Panna Idealna", pełna gracji i powagi.

Robert Pattinson (Cedric Diggory): Cedrik jest oficjalnym reprezentantem Hogwartu w Turnieju Trójmagicznym. Ma siedemnaście lat i jest w ostatniej klasie. To chodzący ideał. Wszyscy go lubią. W pewien sposób bierze Harry'ego pod swe skrzydła, może nie dosłownie, ale myślę, że widać to w filmie. Na końcu zostają kumplami.

Emma Watson (Hermiona Granger): Myślę, że Harry tak naprawdę nie chce brać udziału w tym Turnieju, nie chce wykonywać tych wszystkich zadań. Chce być jak każdy inny, a nie cały czas w centrum uwagi. Woli stać w tyle i z innymi przyglądać się zmaganiom reprezentantów. Dlatego dziwi, zwłaszcza jego, że został wybrany i musi wykonywać te niezwykle niebezpieczne zadania, skoro tak naprawdę nie chciał brać w tym udziału.

Wspaniałe w Harrym jest to, a widać to zwłaszcza w zadaniu ze smokiem, że tak naprawdę nie wierzy w zwycięstwo, ale mimo to chce zachować godność i robi co w jego mocy, by to zadanie wykonać. Poza tym widzom spodoba się to, jak smok nim poniewiera, jak ledwo uchodzi z życiem. Z tego, co widziałam i słyszałam od ludzi od efektów specjalnych, powinna to być fantastyczna sekwencja. Harry będzie robił, co w jego mocy, niezależnie od tego, czy wierzy, że wygra, czy nie.

Uważam, że pomysł, by drużyny z Durmstrangu i Beauxbatons przybyły do Hogwartu, jest naprawdę super. Nadało to tej części kolorytu. Dla wielu widzów będzie to miłe zaskoczenie, bo okazuje się, że Hogwart nie jest jedyną szkołą magii. Jest też wiele innych. Uzupełnia to obraz świata czarodziejów, którzy zamieszkują cały świat, żyją w różnych krajach. To wspaniały pomysł.

W tym filmie pojawia się wiele zabawnych wątków, jak np. oczarowanie Hagrida dyrektorką francuskiej szkoły.

Robbie Coltrane (Rubeus Hagrid): Do Hogwartu przyjeżdżają dwie drużyny z innych szkół, by wziąć udział w Turnieju. Z drużyną z Beauxbatons przyjeżdża dyrektorka tej szkoły, madame Maxime, która mierzy prawie trzy metry wzrostu. Hagrid ma jakieś 2,85 cm wzrostu. I oczywiście tych dwoje ma się ku sobie. Madame Maxime jest bardzo wytworna, trochę zadziera nosa i jest bardzo francuska. Hagrid zaś mieszka w chacie i zajada się rzepą. Na początku widać więc między nimi pewien dystans, ale jak pięknie jest on opisany.

Hagrid jest, jak to mówią, urodzonym dżentelmenem. To bardzo ładne określenie. Zawsze myśli najpierw o innych i instynktownie robi to, co wypada, bez specjalnego zastanawiania się nad tym. Mimo że to idealny dżentelmen, jest jednak kompletnie niedoświadczony w sztuce zalotów. To zabawne.

Ważnym elementem filmu jest także Bal Bożonarodzeniowy.

Emma Watson (Hermiona Granger): Nie było mnie na planie przez kilka tygodni. Kiedy wróciłam i zobaczyłam salę przygotowaną do sceny Balu, kompletnie mnie zatkało. Nie potrafię wyrazić tego, jak pięknie to wszystko wyglądało. Wielu ludzi myśli, że skoro to tylko film, wszystko będzie plastikowe i sztuczne. Jednak do każdego szczegółu przywiązywana jest ogromna waga. Wszystko jest fantastyczne.

Rupert Grint (Ron Weasley): My z Harrym mamy problem ze znalezieniem partnerek na bal. Zajmuje nam to strasznie dużo czasu. Zaczyna to być trochę żenujące, bo wszyscy inni już mają partnerki. Trochę jesteśmy tym przybici. Ale wreszcie, koniec końców, udaje nam się znaleźć dziewczyny.

Dodatkowym problemem dla mnie jest to, że moja mama przysyła mi specjalny kostium na Bal Bożonarodzeniowy, gdyż wszyscy muszą na nim nosić eleganckie ubrania. Mój strój jest okropny, wszędzie różowe koronki i kwiatki! Kiedy otworzyłem przesyłkę to był horror.

Jest też ważny wątek, mówiący o tym, że dorośli nie zawsze panują na sytuacją i zdarza się, że nie mogę obronić swych dzieci przed złem. Na przykład kiedy Harry zwraca się do swego zaufanego mentora po radę i ochronę, z zaskoczeniem odkrywa, że Dumbledore zaczyna tracić kontrolę nad tym, co się dzieje.

Daniel Radcliffe (Harry Potter): Świat Harry'ego zadrżał w posadach. Po raz pierwszy Harry dostrzega w Dumbledorze starego człowieka, który nie jest już u szczytu swoich możliwości. Świadomość tego jest bardzo niepokojąca. Ktoś lub coś przeniknęło do Hogwartu i stara się dotrzeć do Harry'ego, a Dumbledore nie wie, co to jest, skąd to pochodzi, ani jak to powstrzymać.

Pewien element bezpieczeństwa w życiu Harry'ego już zniknął. W ostatnich trzech filmach Hogwart był dla niego gwarancją bezpieczeństwa. Wprawdzie zostało ono trochę naruszone w trzeciej części, kiedy Syriuszowi Blackowi udało się dostać do Hogwartu, który miał być przecież nie do zdobycia, ale przeważnie szkoła była dla Harry'ego pewnym schronieniem. Tym razem zło przeniknęło w jej mury i już nie jest tak bezpieczna jak kiedyś.

Michael Gambon (Albus Dumbledore): Dumbledore już nie ma wszystkiego pod kontrolą i sam jest przerażony. Niesie na swych barkach ogromny ciężar, starając się zapewnić swym uczniom bezpieczeństwo i dobrobyt. Kiedy zło przenika do murów Hogwartu, nie wie, jak sobie ma z nim poradzić. Myślę, że po raz pierwszy Harry dostrzega w Dumbledorze człowieka, który nie jest idealny, który nie jest wszystkowiedzący, który nie jest wielkim czarodziejem i dyrektorem szkoły. Domyślam się, że musi to być dla niego spory szok.

W tym filmie po raz pierwszy Voldemort pojawia się w ludzkiej postaci. Skąd pomysł, żeby to Ralph Fiennes wcielił się w tę postać?

David Heyman (producent): Ralph Fiennes zawsze był na czele mojej listy kandydatów do tej roli. Od samego początku myślałem o nim jako o Voldemorcie. Bo Voldemort musi być atrakcyjny, a Ralph Fiennes jest atrakcyjny. Musi uwieść widza, by ten zrozumiał, dlaczego ludzie tak lgnęli do niego. Mimo to Voldemort jest ucieleśnieniem zła. Ralph łączy w sobie złożoność, atrakcyjność i charyzmę, które składają się na Voldemorta.

Ralph Fiennes (Lord Voldemort): Chciałem, żeby Voldemort był głęboko zły, tak po ludzku. Żeby nie był tylko ideą zła. Jego zło pochodzi ze strachu, frustracji, bycia nieszczęśliwym. Był kiedyś porzuconym dzieckiem. Zebrałem trochę informacji na ten temat, rozmawiałem z J.K. Rowling. Myślę, że był odrzucony przez matkę lub ojca. W każdym bądź razie, miał nieszczęśliwe dzieciństwo. Myślę, że to powoduje, że cały czas jątrzy się w nim nienawiść, gniew i zazdrość. Takie jest według mnie uzasadnienie jego postępowania.

Na początku nie byłem pewny, czy chcę zagrać tę rolę. Ale kiedy zobaczyłem te niesamowite obrazki, na których wkleili moją prawdziwą twarz w tę przerażającą, gadopodobną kreaturę, nakręciłem się. Wtedy właśnie pomyślałem sobie, że super byłoby zagrać Voldemorta.

Jak wyglądały prace nad wyglądem tej postaci?

Ralph Fiennes (Lord Voldemort): Uważaliśmy, że ubranie Voldemorta musi być bardzo cienkie i luźne. Robiliśmy mnóstwo testów. Na początku wręczono mi takie wspaniałe, grube, czarne i ciężkie coś, ale to się w ogóle nie sprawdziło. Wypróbowaliśmy mnóstwo bardzo delikatnych rzeczy z jedwabiu, by w końcu zredukować to do czegoś uszytego z bardzo lekkiej jedwabnej tkaniny, który unosi się wokół jego postaci.

Na początku myślałem, że będzie odsłaniać moje ciało powyżej pasa, ale szczerze mówiąc wyglądałem w tym trochę zniewieściale, więc i ten pomysł zarzuciliśmy. Koniec końców niewiele widzimy Voldemorta poniżej klatki piersiowej, ale kiedy ukazują go całego, wówczas widać tylko tę czarną, płynącą w powietrzu, falującą prawie że skórę.

W filmie pojawiają się też tak barwne postaci, jak Alastor "Szalonooki" Moody czy dziennikarka Rita Skeeter.

Brendan Gleeson (Alastor "Szalonooki" Moody): Moody przypomina rewolwerowca, tyle że z różdżką. Podczas pierwszych rozmów o tym, jak powinien wyglądać mój bohater, Mike Newell zasugerował między innymi, by było widać, że rany, jakie Moody odniósł podczas tej "pracy" były nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Na przykład jego noga - proteza zwana zazwyczaj "drewnianą nogą", tak naprawdę jest zrobiona z metalu. Moody sam ją sobie zrobił. Poza tym jest coś nie tak z widzeniem obwodowym w jego lewym oku. Lekarze za bardzo nie wiedzą, o co chodzi. Zrobił sobie więc takie magiczne oko, które widzi, co się dzieje za jego plecami i może patrzeć w różnych kierunkach.

Pod względem fizycznym, jak widać, Moody jest dość poturbowany i oszpecony. Odnosił rany na wojnach, dosłownie, i teraz jest kłębkiem nerwów, stale na skraju załamania nerwowego. Nie ma lekkiego życia. Jednak potrafił obrócić te niedostatki na swoją korzyść. Tak naprawdę to oko jest ulepszeniem, bo dzięki niemu może widzieć więcej niż dotychczas. A protezą nogi nauczył się grać na fortepianie.

W postaci Moody'ego spodobało mi się to, że przypomina mi on niektórych nauczycieli starej daty. Chodzi mi o pojęcie szorstkiej miłości i temu podobne sprawy. Pamiętam z autopsji kilka osób, które z łatwością mogły stać się takimi jak Szalonooki. On nie ma czasu na cackanie się z uczniami. Chce od razu przejść do sedna sprawy. Chce pokazać tym młodym ludziom, co ich czeka. Chce, by stawili czoła faktu, że zło naprawdę istnieje i lepiej żeby szybko pogodzili się z tym. Wkrótce sami będą zagmatwani w te sprawy, więc lepiej, żeby wiedzieli, w co się pakują.

Miranda Richardson (Rita Skeeter): Nazywam Ritę dziennikarką śledczą o ludzkim obliczu. Zrobi wszystko, by zdobyć materiał do historii, którą i tak już wcześniej napisała sobie w głowie. Akurat w przypadku Harry'ego zawiera ona ziarnko prawdy, gdyż Rita naprawdę potrafi drążyć. Zawsze stara się być tam, gdzie coś się dzieje. Historia Harry'ego jest bardzo mroczna, a Rita jeszcze ją rozdmuchuje.

Udaje, że bardzo mu współczuje, mając nadzieję, że więcej od niego wydobędzie. Tak właśnie zaczyna swoją "misję". Ale tak naprawdę jej zatrute pióro pisze, co chce. Rita ma w głowie tylko wzrost sprzedaży gazety i podtrzymywanie złej sławy o sobie.

Jakim reżyserem jest Mike Newell? Jak wam się współpracowało?

Daniel Radcliffe (Harry Potter): To, co powiem, zabrzmi jak banał. Mike jest Anglikiem i to bardzo angielskim Anglikiem. Codziennie nosił kamizelkę, co bardzo mi się podobało, bo nieczęsto widuje się w dzisiejszych czasach kamizelki. Jego styl pracy bardzo mi odpowiada, bo na tym etapie aktorstwa, na jakim się teraz znajduję, chcę się nauczyć jak najwięcej.

Mike przekazuje nam bardzo szczegółowe wskazówki i to jest wspaniałe, dokładnie to, czego potrzebuję. Jego rady i podpowiedzi co do tego, jak zagrać pewne sceny, są dla mnie bardzo cenne. Uważam, że naprawdę kieruje aktorem.

Emma Watson (Hermiona Granger): Bardzo szanuję Mike'a. Naprawdę uważam, że ma ogromny talent. Jest bardzo pomysłowy, pełen pasji. Chce zrobić najlepszy film i nie zgodzi się na nic, co obniżyłoby jego wartość. Oglądając go przy pracy, zawsze odnoszę takie właśnie wrażenie. Nie ma dla niego żadnych ograniczeń, łamie wszelkie filmowe harmonogramy, gdyż każde ujęcie musi być najlepsze. Uważam, że jest to genialne.

Czy wybór Mike'a Newella na reżysera okazał się słuszny? Spełnił oczekiwania producentów?

David Heyman (producent): Pytano mnie, czy naszym celem było znalezienie brytyjskiego reżysera. Prawdę powiedziawszy to nie był główny powód, dla którego wybraliśmy Mike'a Newella. Szukaliśmy po prostu najlepszego reżysera. Owszem, jest Brytyjczykiem i bez wątpienia wprowadza brytyjski smaczek do tego filmu. Myślę, że Hogwart nigdy wcześniej nie był tak brytyjski. Poza tym Mike naprawdę dobrze pokazał życie szkoły. Tym razem Hogwart wydaje się tętnić życiem.

Jest kilka powodów, dla których wybraliśmy właśnie Mike'a. Po pierwsze, wyreżyserował komedię "Cztery wesela i pogrzeb" i kilka innych zabawnych filmów. A tu też jest dużo humoru. To chyba najśmieszniejsza część z całej serii. Po drugie, Mike nakręcił także thrillery, takie jak "Taniec z nieznajomym" czy "Donnie Brasco". A ta część Harry'ego jest ewidentnie thrillerem i to znakomitym.

Film porusza wiele wątków. Które są dla pana najważniejsze?

David Heyman (producent): W tej części Harry musi pogodzić się z faktem, że dorośli mogą zawodzić i zdaje sobie sprawę, że musi zaufać swoim osądom, by odróżnić dobro od zła. Może słuchać innych, ale koniec końców musi zdać się na swój instynkt. To także film o przyjaźni i jej znaczeniu. W tym filmie po raz pierwszy pokazujemy uczniów ze szkół magii z innych krajów.

Dumbledore stara się stworzyć sytuację, w której można by zawrzeć międzynarodowe przyjaźnie, bo wie, co czeka świat - mrok, Voldemort, Śmierciożercy, czyli wszystko to, co miało miejsce czternaście lat wcześniej. A to nie były najlepsze czasy. Obecnie stoimy na skraju przepaści, w której czają się dokładnie te same rzeczy. Sposobem na przezwyciężenie tego jest międzynarodowy sojusz.

Mike, którą scenę można nazwać twoją ulubioną?

Mike Newell (reżyser): Uwielbiam scenę, w której drużyny z innych szkół wkraczają do Wielkiej Sali. Projektantka kostiumów, w połowie Francuzka, uszyła dla dziewcząt stroje z niebieskiego jedwabiu, który wręcz unosi się wokół nich. Częścią tej historii jest dojrzewanie i zainteresowanie płcią przeciwną i, na Boga, mamy tu dwanaście dziewczyn, którymi chłopcy powinni się zainteresować. A jeśli jest się dziewczyną, to mamy wysokich, twardych i brutalnych chłopców z Durmstrangu. Wejście tych dwóch szkół jest dużym zaskoczeniem dla uczniów Hogwartu. Nie spodziewali się w ogóle czegoś takiego.

A co tobie Danielu, podobało się najbardziej?

Daniel Radcliffe (Harry Potter): Sceny ze smokiem były bardzo interesujące. Wymagały ode mnie dużej sprawności fizycznej. Pamiętam jedną z tych scen, w której spadałem z dachu. Z dwóch dachów, prawdę powiedziawszy. Przypięto mnie liną zabezpieczającą i spadłem z około dwunastu metrów. Leciałem z dużą prędkością i naprawdę byłem przerażony. Nie wstydzę się do tego przyznać.

To było faktycznie straszne. Każdy na moim miejscu też by się bał. Mimo wszystko to była dobra zabawa. A moim ulubionym zadaniem z Turnieju był labirynt. Podobał mi się sam pomysł - jest przerażający. Ze ścian labiryntu wyłania się dym i jest bardzo ciemno. Naprawdę czad.


linia

Bolga © 2005. All rights reserved.