Powrót do strony "Recenzje"

Recenzja filmu "Harry Potter i Czara Ognia"

Autor: Basia Bardadyn, Stopklatka, 18 listopada 2005.

Mroczne, porywające widowisko.

Najbardziej wyczekiwany, głównie przez najmłodszych widzów, film końca tego roku, to bez wątpienia "Harry Potter i Czara Ognia" - czwarta część przygód sympatycznego małego czarodzieja. Od dziś nowymi przygodami Pottera i jego przyjaciół ze szkoły magii w Hogwarcie mogą ekscytować się fani w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. My, niestety, musimy poczekać jeszcze tydzień. Polska premiera filmu odbędzie się dopiero w najbliższy piątek. Ale w Warszawie odbył się pokaz prasowy tego filmu.

Czwarty, z siedmiu zaplanowanych części, film wyreżyserował Mike Newell ("Donnie Brasco", "Cztery wesela i pogrzeb", "Uśmiech Mony Lizy"). Podobnie jak wcześniejsze odsłony przygód Pottera (dwie pierwsze zrealizował Chris Columbus, trzecią Alfonso Cuaron), również najnowszy film jest wierną ekranizacją książki Joanne Kathleen Rowling. O co chodzi w najnowszym filmie, wielbicielom twórczości Rowling, pisać nie trzeba, dla niewtajemniczonych przybliżę pokrótce fabułę. Czwarty rok nauki w Hogwarcie upływa pod hasłem bardzo ważnego konkursu - Turnieju Trójmagicznego. Biorą w nim udział przedstawiciele Hogwartu oraz zaproszonych szkół magicznych z Francji i Bułgarii. W starciu mogą wziąć udział tylko uczniowie, którzy ukończyli 17 lat. Dziwnym zrządzeniem losu tytułowa Czara Ognia żąda udziału w turnieju 14-letniego Pottera. Czwórka wybrańców, walcząca o puchar, który ma przynieść wieczną chwałę, zmierza się ze sobą w trzech bardzo wymyślnych, a jednocześnie niezwykle trudnych, a często śmiertelnie niebezpiecznych, zadaniach.

"Harry Potter i Czara Ognia" to bezsprzecznie najlepsza część przygód małego czarodzieja - sieroty. Najlepsza, ale i najbardziej mroczna. Spokojnie można podciągnąć film Mike'a Newella pod thriller. Jak na film dla dzieci, nieco za mocny. Wyraziste trupie czaszki, okropne, zapadające w pamięć stwory, paskudne twarze, wijące się węże to tylko niektóre z elementów, które momentami czynią z "Harry'ego Pottera i Czary Ognia" prawdziwy film grozy. Ale taki, który ogląda się świetnie. Obraz Newella trzyma od początku do końca w napięciu. I mimo że to najdłuższa "potterowa" część (157 minut!), nie nuży nawet przez ułamek sekundy. Fantastyczne, ale nienachalne efekty specjalne, mistrzowska scenografia i charakteryzacja. A do tego, mocna, jak zawsze, obsada.

W najnowszym "Potterze" po raz pierwszy pojawia się znakomity Ralph Fiennes, występujący w podwójnej roli. Jak zawsze świetni są też: Emma Thompson, Gary Oldman czy Maggie Smith. Fantastycznie spisują się również najmłodsi aktorzy, którzy od czasu pierwszej części, są bardziej dojrzali, podobnie zresztą jak ich gra. Po raz pierwszy muzykę do "Pottera" napisał Patrick Doyle ("Rozważna i romantyczna", "Gosford Park", "Dziennik Bridget Jones", "Dziewczyny z kalendarza"), a nie jak dotychczas JohnWilliams. Jednak obok Doyle'a za ścieżkę dźwiękową odpowiedzialny jest również Jarvis Cocker, brytyjski muzyk rockowy, lider nieistniejącej już formacji Pulp. Artysta pojawia się także na ekranie. Gra członka zespołu Fatalne Jędze, który przygrywa podczas wielkiego balu w Hogwarcie. Cockerowi towarzyszy też m.in. znany z grupy Radiohead - Jonny Greenwood.

Świetny, znakomicie zrealizowany film. Jednak już nie dla małych dzieci. Zdecydowanie dla rówieśników Pottera i, rzecz jasna, starszych. Okrucieństwo niektórych scen sprawia, że ciarki przechodza po plecach. A po co najmłodsi mają przeżywać tak koszmarne sny, jak sam Harry w filmie Newella?

Bolga © 2005. All rights reserved.