Powrót do strony "Informacje od Media Rodzina"

Informacje od wydawnictwa Media Rodzina

Relacja z warsztatu tłumacza

Część pierwsza:

Pan Andrzej Polkowski przesłał nam swoje pierwsze wrażenia z pola walki z piątą częścią przygód Harry'ego Pottera. Pan Andrzej tłumaczy na bieżąco, nie pozwolił sobie nawet na zapoznanie z treścią przed pracą translatorską: "Przetłumaczyłem już 200 stron. Akcja od samego początku bardzo dynamiczna, czyli, mówiąc po ludzku, już w pierwszym rozdziale dużo się dzieje i wieje grozą."

Tłumacz przyznaje, iż Harry w piątym tomie nieco się zmienił: "(_) rzeczywiście Harry jest już trochę inny, wkroczył w okres "burzy i naporu", łatwo się buntuje i wiele rzeczy go drażni."

Oczywiście praca nad przekładem nie jest samą przyjemnością, pan Andrzej donosi, iż: "Już na samym początku napotkałem na sporą trudność: tytuł pierwszego rozdziału jest grą słów - Dudley demented znaczy dosłownie "Dudley oszalał" czy coś w tym rodzaju (np. "Dudley ma świra", ale gra słów polega na tym, że został zaatakowany przez dementora. Właściwie możnaby to przełożyć "Dudley zdementowany", gdyby po polsku "zdementowany" nie oznaczało czegoś innego. Chyba będzie: "Dudley traci zmysły", bo to najlepiej oddaje jego stan po ataku dementora."

Jak widać, dobrze oddana treść i znaczenie wymagają sporo główkowania! Już w przyszłym tygodniu zamieścimy kolejną relację pana Polkowskiego! Zapraszamy Was do jej lektury, a panu Andrzejowi życzymy powodzenia!!!

Część druga:

Pan Polkowski donosi, iż na język polski zostało przetłumaczonych już 270 stron! Tłumacz zaobserwował pewną prawidłowość w używanym przez J.K. Rowling języku, która może być nieco uciążliwa i denerwująca: "Trochę drażni mnie nadużywanie przez Autorkę przymiotników i przysłówków". Takie działanie ma na celu dookreślanie i wyjaśnianie i w jakimś stopniu zabiera czytelnikowi przyjemność dopowiadania niewiadomego.

Według najnowszych doniesień tłumacz skłania się do ostatecznej (choć jeszcze nie zatwreirdzonej) wersji brzmienia tytułu piątego tomu: "Ja skłaniam się do Bractwa Feniksa, bo polski Zakon absolutnie nie oddaje charakteru tego tajnego stowarzyszenia, o którym mowa. W Polsce "zakon" odnosi się do stowarzyszeń i wspólnot ściśle religijnych, ze święceniami i regułą, a tu jest to typowe "tajne stowarzyszenie". W Anglii jest inaczej i order może być i bywa całkowicie świecki. Jedyna wątpliwość: czy do "bractwa" mogą należeć kobiety?

Co sądzicie na ten temat? Która z nazw bardziej się Wam podoba, wydaje się Wam odpowiedniejsza i dlaczego? Każdy, kto będzie chciał zabrać głos w naszej dyskusji, może do nas napisać.

Część trzecia:

Pan Andrzej Pokowski pochłonięty jest swoją pracą, dlatego tym razem jego uwagi są dość zwięzłe: "Kończę właśnie tłumaczyć rozdział 24. Akcja toczy się wartko, niespodzianek mnóstwo, tylko te przymiotniki, przysłówki i przyimki...". Możemy zatem domniemywać,że nie próżnuje, skoro nie ma czasu na dłuższe wypowiedzi. Nie omieszkał jednak wspomnieć o wiernych pomocnikach w kwestii rhubarb crumble: "Proszę serdecznie podziękować zwłaszcza: Łukaszowi Staszewskiemu za propozycję "Żuk przyszpilony"; Njailu, Dziaba-Markowi Tesze i Mateuszowi Pawlikowi za przepis, opis wrażeń smakowych i zdjęcia ciasta rabarbarowego."

Część czwarta:

"Palce odmawiają mi posłuszeństwa, a w oczach mam wciąż piekące iskierki..."

Bardzo dziękujemy Wam za żywy oddźwięk na prośby pana Polkowskiego, które związane były z "Rozterkami tłumacza". Pan Andrzej też jest wdzięczny: "Dziękuję za nadesłane propozycje. Biję się w piersi, bo nie podałem ważnej informacji, że Bibbering Humdinger i Crumple-Horned Snorkack to dwa gatunki fantastycznych (a może nawet nieistniejących nawet w świecie czarodziejów) stworzeń, a nie nazwiska. Ale kiedy proponowałem ich przekład, sam jeszcze o tym nie wiedziałem, bo nigdy nie czytam książki przed jej przełożeniem. Crumple-Horned Snorkack był stosunkowo łatwym problemem. To po prostu CHRAPAK KRĘTOROGI. Najbliżej wybranego przeze mnie tłumaczenia była Karolina Mądra i Michał (Mihcio). Blibbering Humdinger stanowił trudniejszy problem. Chodziło tu o pierwszy człon, który jest sztucznym i wieloznacznym tworem, bo drugi człon - humdinger - to słowo znane i występujące w słownikach (coś kapitalnego, super, kapitalny gość, byczy gość, równy gość itd). Stąd próby rozdzielania tego słowa na "hum" i "ding" były chyba chybione. Po długim namyśle (i konsultacjach ze znanymi mi Anglikami i Szkotem) przyjąłem, że "blibbering" to skrzyżowanie "blabbering" i "gibbering", a więc "gadać głupio" albo "gadać za dużo". Stąd mój wybór to RÓWNIAK GADATLIWY albo RÓWNIAK GLĘDKOWATY. (W języku polskim przymiotnik w nazwie zwierząt jest zawsze na drugim miejscu)."

Obecnie czekamy więc na wielką chwilę, kiedy tekst tłumaczenia trafi do wydawnictwa i kiedy będzie poddane następnym "torturom" procesu wydawniczego!