Powrót do strony "Fan Fiction "

Dla mojej siostry. Bo przypomina Freda. Albo Georga.

"Nieoczekiwana wizyta, czyli Ron w wielkim mieście"
autorka: Radykalna
e-mail: radykalnyed@poczta.onet.pl

Rozdział I
Już nigdy nie wrócę

Pukanie. Tak, to od tego się zaczęło. Dzień zapowiadał się wspaniale, wakacje w pełni. Ptaki już rozpoczęły swoje trele, pomimo godziny 7 rano... tylko jedna osoba nie poddała się nastrojowi. Był to szesnastoletni już młodzieniec, o płomiennych, rudych włosach oraz paru piegach, które dziwnym trafem zatarł czas. Był wysoki, dobrze zbudowany i nadzwyczaj przygnębiony. Raz po raz wzdychał, następnie zbierał się w sobie, już miał zastukać w drzwi, lecz cofał dłoń. Po 5 minutach głuchy odgłos rozszedł się po niewielkim jednorodzinnym domku, w przestronnej dzielnicy. Ronald przyłożył ucho do drzwi.
- Może pomyliłem domy...?- wymamrotał pod nosem, gdy nagle usłyszał kroki.
Natychmiast się wyprostował, zrobił krok w tył i potknął się, o leżącą za nim torbę, która to notabene należała do niego.
- Co tak wcześnie...- przywitał go głos, należący do nieco zaspanego dziewczęcia, odzianego w szlafrok i rozwiany włos- ... ...
Trzask. Spojrzała na Rona i zamknęła drzwi. ONA ZAMKNĘŁA DRZWI! Ron zaczął pogrążać się w czarnych myślach. A jeśli uznała, że jej się śni i najzwyczajniej poszła do łóżka? A jeśli nie chce go znać i zignorowała go? A jeśli...
- To szczyt wszystkiego!! -drzwi otworzyły się ponownie, a urocze, zaspane dziewczę szybko zmieniło się w krwiożerczą istotę, której na imię było Hermiona!- Co ty tu robisz, ty wiesz jak jesteś daleko od Nory, i co to za pomysł, żeby tak znienacka, musiałam w trzy minuty załatwić poranne pół godziny!
Dopiero teraz Ron zauważył, iż dziewczyna była już uczesana, a szlafrok zastąpiła śliczna sukienka do kolan. Wstał, bowiem od upadku nie zmienił pozycji, po czym spojrzał na nią błagalnym wzrokiem.
- Mam... kłopot.
- Kłopot?
- No... taki ... tyci kłopot.
Czy taki tyci, miało się okazać w dniach kolejnych. Jak wypadało na dobrze wychowaną młodą damę, Hermi zaprosiła Rona do środka, zupełnie ignorując jego podróżną torbę. Szybko ogarnęła bałagan i posadziła go na kanapie.
- Siadaj, a ja przyniosę her...
- EJ!- przez drzwi wszedł rozwścieczony mężczyzna- NIE ZAPŁACIŁEŚ ZA TAKSÓWKĘ!
- Taksówkę?- Ron podszedł do mężczyzny- Aaa, to to czym jechałem?
- ... nie strugaj wariata!- druga broda kierowcy zatrzęsła się niczym galareta-10 funtów!
- Toż to zdzierstwo!- nagle wtrąciła się Hermiona- Pan żeruje na biednych, kalekich ludziach, którzy po wypadkach na zawsze tracą część nabytej wiedzy, lub całkowicie popadają w amnezję!
- Kalekich ludziach?- powtórzył mężczyzna.
- Yyy... Hermiono, chyba przyszedłem za wcześnie, jeszcze nie do końca się obudziłaś...- ale nie było mu dane dokończyć, Hermi zatkała go jakimś ciastkiem, a sama odesłała kierowcę z 3 funtami w dłoni, po czym wyrzuciła go z domu krzycząc, iż straszy jej biednego, chorego kuzyna. Kiedy już się uspokoiła, podeszłą do Rona.
- No dobrze zacznijmy jeszcze raz- usiadła na kanapie - co cię.. Sprowadza do mnie w lipcu, i to na dodatek.. samego? I to tak wcześnie?
- ... Chciałem się z tobą zobaczyć, stęskniłem się- i uśmiechnął się ujmująco.
Gdzieś tam w środku Hermiony zapaliło się mocno grzejące światełko.
„ Dla mnie? Przyjechał taki kawał drogi dla mnie??”
- A tak na serio to potrzebuję schronienia, a skoro u Harrego raczej nie mogę przebywać z powodu mugoli, pomyślałem o tobie.
- .. KRETYN!- poduszka przydusiła rudzielca, a w oczach dziewczyny zapalił się ogień zniszczenia- TU NIE HOTEL!
Hermiona wstała i już chciała wyrzucić przyjaciela za drzwi.
- Nie, nie, nie możesz mi tego zrobić, błagam!- złapał ją za rękę- Ty nie wiesz, co ja przeżyłem, musiałem uciekać z domu żeby się od tego uwolnić!!
To chyba zainspirowało Hermionę.
- Uciekać z domu? A co takiego zrobiłeś?
- Co mi zrobiono!! To było straszne, ale nie mogę ci na razie powiedzieć, ta rana jest zbyt świeża, prooooszę, pozwól mi zostać!- i padł na dywan na kolana- błagam, błagam, błagam, będę grzeczny, nawet nie zauważysz, że tu jestem!!
- Już to zauważyłam- odpowiedziała zgryźliwie- na dodatek wisisz mi całe trzy funty, masz natychmiast...
Usłyszała znajomy dźwięk samochodu i parkowania. O nie! Zaraz wjadą do garażu, i tu przyjdą!!
- Rodzice!- wysyczała przez zęby- AGRR ty!! Na górę! – Zapędziła go po schodach i wpakowała do jakiegoś pokoju- Ani się waż odezwać! Ty wiesz, co oni sobie o mnie pomyślą, jak znajdą u mnie chłopaka?? Nie było ich raptem dzień!
Zatrzasnęła drzwi.
Chłopiec rozglądnął się. Był to niewątpliwie pokój Hermiony... jasny, przestronny... zasypany... no czym? Może książkami? A NIE! UBRANIAMI! Bałagan do potęgi entej. Chociaż fakt, pod stertą odzieży znajdowała się druga warstwa- ta z lektur. Wewnętrzny głosik Rona mówił, iż to nieładnie szperać w cudzych rzeczach, ale możliwość znalezienia jej pamiętnika, jeśli takowy w ogóle istnieje, i przeczytania, co sądzi na jego temat było pokusą nie do pokonania! Postanowił tylko raz zanurkować ręką w ubraniach na łóżku. Poczuł najpierw gładkość (każda kobieta wiedziałaby od razu, że to jedwab, no ale Ron...), potem jakby chropowatość (SZTRUKS ciemnoto... i on nie jest chropowaty!), a na końcu...
- UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!
Tak! To był guzik od małego bezprzewodowego odkurzacza, ukrytego pod ciuchami! Ron odskoczył jak poparzony - co to za mugolskie ubrania, które buczą i hałasują?! Dopiero po chwili dostrzegł, że to nie odzież, ale jakaś... tuba!
- Kochanie słyszysz?- pani Granger wstała z kanapy- jakby... coś huczało...
- Ja też sły...
- NIE!- nagle wstała Hermiona- to na... na pewno Krzywołap załączył odkurzacz, ha, ha, zapomniałam go zabrać z pokoju... zaraz go wyłączę...- i popędziła na górę. Weszła, gdy to Ron próbował linijką wyłączyć maszynę, niecelnie trafiając w guzik.
- Ronald!- syknęła Hermiona i wyłączyła urządzenie-, co ty wyrabiasz, musiałam nakłamać rodzicom, że to Krzywołap, poza tym, kto ci pozwolił grzebać w moich rzeczach!
- Nie spodziewałem się po tobie takiego bałaganu... – westchnął Ron triumfalnym tonem. Hermi zapłonęła rumieńcem, trudno określić, czy z wściekłości czy wstydu.
- Nie możesz tu zostać, mam cię ukrywać do końca wakacji?
Ron jakby posmutniał. Opadł na łóżko Hermiony i westchnął. Dziewczyna usiadła obok niego.
-... Co ci jest?
Brak odpowiedzi.
- Hej Ron...
Nic.
- Ziemia do Rona!- lekko szturchnęła go w brzuch. Natychmiast się skulił- Ooo to ty masz łaskotki...- mordercze myśli przepłynęły gdzieś powyżej płatu potylicznego Hermiony- no nie bądź maminsynkiem, powiedz mi, dlaczego nie wracasz do domu!
- TAK JESTEM MAMINSYNKIEM!- aż wstał.
Hermiona posadziła go i natychmiast zatkała.
- Ciszej! Na dole są rodzice!
- Kooochanie, co się tam dzieje?- ktoś wspominał o rodzicach?
- N.. nic takiego mamo! To yy... Radio!- spojrzała na niewielkie radio, które leżało sobie na półeczce-... Matka cię wyrzuciła?
- Nie wie, że uciekłem. Zostawiłem list.

Oj wie Ron. Wierz mi.

- I co teraz będzie??- Pani Wesley nie używała już chusteczek, ale ręcznika kuchennego - mój mały, biedny Ronuś, zginie gdzieś w wielkim świecie!! ARTUUUUUURZEEEEEEEEE!!!!
- Spokojnie moja droga.. jest już dorosły, na pewno da sobie radę.. i wróci!
- Taa dorosły!- warknął Fred- szczeniak, nie dorosły!
- Ty masz zmilczeć!!- Molly wstała- to przez ciebie i George'a Ron uciekł z domu! Jak mogliście tak się zachować? Przecież to wasz brat!
- BYŁY BRAT!- George uderzył pięścią w stół- mam tego dosyć!
- Ja też - odezwał się w końcu najcichszy z głośnych głosów w Norze. Był to głos Billa - przyjechałem tu specjalnie z powodu „tragedii” rodzinnej i...
- To jest tragedia! - przerwała mu matka, dalej płacząc- jeszcze żaden mój syn...
- Dracon? Tu mówi Ginny. CO TO ZNACZY, „JAKA GINNY”?!?!- gwoli wyjaśnień, Ginny jako jedyna z Nory potrafi umiejętnie posługiwać się telefonem, który to od niedawna pojawił się w Norze za sprawą pana Wesleya. Umiejętność obsługiwania tak mugolskiej rzeczy wynika chyba z tego, iż Ginny to kobieta i ma to we krwi. Co do Malfoya... niewiadomą pozostaje skąd telefon u niego (jakaś tajemnica musi być, co nie?)- Dracon potrzebuję twojej pomocy. NATYCHMIAST! Trzeba szukać Rona!
- I dlatego to idę go znaleźć a nie siedzieć bezczynnie- Bill wstał i podszedł do drzwi- Fleur już czeka w samochodzie.
- W samochodzie?? Co wy robicie w samochodzie!!??- pani Wesley przeszyła Billa spojrzeniem.
- Poczekaj na mnie Bill! DRACON! NIE NAZYWAJ TAK MOJEGO BRATA! Czekam na ciebie 20 minut przy peronie 9 i 3/4 a jak się nie pojawisz to ja się nie pojawię z tobą na balu!- i rozłączyła się- z facetami trzeba ostro!- cała rodzinka była w szoku.
- To papa- Bill szybko wszedł- nie wrócę zanim nie znajdę Rona!
- I ja też!- krzyknęła Ginny, po czym oboje znikli w samochodzie Fleur.

Powróćmy jednak do sedna sprawy.
- Jestem umówiona za... 10 minut. Co będzie z tobą?
- Umówiona??- Ronowi zwężył się wzrok-, co to znaczy „umówiona”??
- To znaczy, że zaraz idę z dwoma koleżankami na zakupy... ech nie mogę cię tu zostawić. Znasz się na modzie?
- Yyy chyba nie?- Ron podrapał się za uchem.
- To idziesz z nami. Przynajmniej nie będziesz się wtrącał do naszego gustu- i puściła do niego oko, po czym podeszła do okna i otworzyła je- no chodź. Rodzice wiedzą, że zaraz wychodzę, nie będą nic podejrzewać...
Wyszli więc przez okno, na gałęzie wielkiego dębu, po czym zaczęli zsuwać się w kierunku trawnika. Wszystko jest pod kontrolą- wmawiała sobie Hermiona. Jakże się myliła...

C>D>N...

strzała nawigacji poprzedni kolejny


Powrót do strony "Fan Fiction"