Powrót do strony "Fan Fiction "

"TAJEMNICA CZARODZIEJÓW A SPRAWA MORALNOŚCI"
.
autor: Remig, e-mail: noxerus@o2.pl
Wysyłajcie swoje opinie na temat moich tekstów mailem


Kiedy po raz pierwszy czytałem „Kamień Filozoficzny”, byłem tak tą książką zachwycony, że nawet na chwilę nie zastanowiłem się nad jedną z najważniejszych kwestii dotyczących świata czarodziejów. Kto wie, może nawet najważniejszą.
Ciekawi Was jaka to sprawa? Jeśli tak, to śpieszę z wyjaśnieniami. Jeśli nie – też czytaj dalej i zastanów się nad moimi twierdzeniami.
Krótko po tym, jak Harry dowiaduje się, że jest czarodziejem pyta Hagrida dlaczego mugole nie wiedzą o magii. Jego opiekun mówi mu tylko, żeby „lepiej zostawili nas w spokoju” (cytat z pamięci). Jest to jedyne wyjaśnienie w całych pięciu tomach serii i zanosi się na to, że pozostanie takim na cały cykl. Na pytanie: czy światy mugoli i czarodziejów się połączą, Rowling odpowiada, że nie, bo kontakt między nimi został na zawsze zerwany. Sprawdźcie, ten wywiad jest w tym serwisie.
Dlaczego? Dlaczego jedno zdanie ma tłumaczyć sprawę ogromnie ważną dla przygód Pottera? Przecież gdyby nie obowiązywała blokada między światem magii i fantazji a nauki i logiki (pozwólcie, że takiego porównania użyję – zapożyczyłem je z gry przygodowej "Najdłuższa Podróż", którą polecam) wiele spraw stałoby się nieporównywalnie prostszymi. Mam wymieniać przykłady? Mistrzostwa świata w Quiddichu, ukrycie ulicy Pokątnej, peronu 9 ¾, Hogwartu...
Dlaczego? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie za panią Rowling.
Co prawda, w średniowieczu wierzono w istnienie czarów i Święta Inkwizycja prześladowała czarodziejów, ale ludzie magiczni nie są głupi, wiedzą, że postęp w ich życiu przekłada się na postęp mugoli (co też nie jest do końca prawdą, bo mugole dawno wymyślili niezawodne długopisy, a czarodzieje nadal męczą się z kleksami pisząc piórami). Tak więc ta przyczyna odpada.
Prawdziwe powody nasuwają się same. Na przykład – zaklęcie Avada Kedvara. Jak mówi opis ciał rodziny Riddley’ów nie miały one żadnych śladów po zastrzeleniu, otruciu, uduszeniu, pchnięciu nożem etc. Krótko mówiąc – nie da się rozpoznać przyczyny zgonu. Zdajecie sobie sprawę jak cenne jest to zaklęcie dla morderców? Toż to zbrodnia doskonała, bez odcisków palców, śladów po kodzie DNA i co najważniejsze – cichsza nawet od pistoletu z tłumikiem.
A peleryna - niewidka? Każda armia świata chciałaby mieć coś takiego na wyposażeniu! Pomyślcie tylko – szpieg w pelerynie niezauważalnie przemyka się przed nosem i lufą karabinu strażnika i wykrada ściśle tajne dane.
No i Vitareserum. Po użyciu czegoś takiego na jeńcu i wilk syty, i owca cała. Więzień wyśpiewuje wszystko, co wie, a nie musi być torturowany i nikt się nie czepia o Konwencję Genewską (patrz: więzienia Abu Ghraib lub Guantanamo). Myślę, że podałem już wystarczająco dużo przykładów.
Mugole zachłysnęliby się czarami i to jest powód, dla którego nikt nie ma ochoty na ujawnienie prawdy, choć mógłby to zrobić mugolski premier, z którym Korneliusz Knot się kilkakrotnie kontaktował (przy ucieczkach z Azkabanu). Ten premier (Tony Blair?) musiał być albo bardzo głupi, albo bardzo uczciwy. Skro politycy nie są uczciwi, stawiam na to pierwsze ;). Ale to była taka dygresja, wróćmy do tematu.
Wszystko, co napisałem powyżej mieści się w tej jednej, ogólnikowej wypowiedzi leśnika Hogwartu. Pisarka mogłaby jednak rozwinąć ten temat (to byłoby wskazane), ale tego nie zrobiła. I znowu to pytanie: dlaczego? Ja nie wiem, może Wy to wiecie. Ciekawe, czy wie to sama autorka.
Odpowiedziałem już na jedno postawione przeze mnie pytanie, ale zapytacie „co do diaska znaczy ta sprawa moralności w tytule felietonu?”. Otóż przedstawię teraz argumenty, dzięki którym dowiodę, że utrzymywanie istnienia magii w tajemnicy jest niemoralne!
W „Zakonie Feniksa” jest rozdział, w którym Artur Weasley leży w Szpitalu Świętego Munga (którego nazwa jest często zabawnie mylona ze Szpitalem Świętego Mugola :). Uzdrowiciel (lekarz) Weasley'a decyduje się na użycie szwów, czym zszokowana jest Moly Weasley. Mówi nawet „zapaskudziłeś sobie rany mugolskimi środkami leczniczymi”. Ron Weasley nazywa lekarzy „pokręconymi mugolami, którzy patroszą ludzi”.
Już same te wypowiedzi świadczą o tym, że mugolscy lekarze leczą o wiele gorzej od ich czarodziejskich odpowiedników – uzdrowicieli. Ktoś mógłby jednak powiedzieć, że te opinie zostały wygłoszone w niewiedzy. Czarodzieje nie wiedzą o skuteczności lekarstw pozamagicznych, na takich też ranach. Jednak nikt nie będzie w stanie podważyć mojego argumentu koronnego.
W naszej rzeczywistości ucięcie ręki jest zawsze bezapelacyjną, przymusową amputacją kończyny. A u czarodziejów istnieją metody leczenia takich przypadków. Tak mogłoby brzmieć tłumaczenie uzdrowiciela:
„Sorry stary, ale musisz żyć do śmierci bez ręki. Nie, zapomnij o tenisie. Szkoda, że wydarzył ci się ten wypadek gdy cała kariera sportowa była przed tobą, a ty byłeś obiecującym graczem... Co? Ach, tak jest sposób żeby to wyleczyć, ale zapomnij o tym – wiesz, tajemnica. W końcu jesteś mugolem.”
Dlaczego czarodzieje mogą być pełnosprawni, a mugole nie? To nie fair. Zastanów się nad tym, dobrze?
Wiem, że w tym felietonie poruszyłem sprawę poważną, ale też taką, na którą nikt wcześniej nie zwracał uwagi i ktoś może powiedzieć, że to doszukiwanie się dziury w całym. Ja myślałem w sposób podobny, ale mój punkt widzenia zmienił się, gdy przeczytałem artykuł „W obronie Imperium” (Dodatek o „Gwiezdnych Wojnach” do „Gazety Wyborczej”, 17 września 1999 r.). Lubię być wyjątkowy i inny, myśleć w różny sposób, nawet taki w jaki nie myślał autor obiektu moich przemyśleń, analizować na pozór błahe sytuacje, tak więc takich tekstów jak ten będzie więcej. Ale też nie będę przesadzał z tą poważną analizą wszystkiego, więc nie spodziewajcie się np. analizy psychiki Kaczora Donalda :).


Powrót do strony "Fan Fiction"