Powrót do strony "Fan Fiction "

Część: | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 |


KROPLE ROSY

- 1 -

Był świeży, wiosenny poranek. Promień słońca obudził chłopca, leżącego w dormitorium. Harry podniósł się z łóżka. Wszyscy jeszcze spali. Po cichu zaczął się ubierać, włożył okulary na nos i zajrzał do planu zajęć. Dzisiaj był jego ulubiony dzień, gdyż w bardzo napiętym planie szóstoklasistów, tylko środa była dość przyjemna.
Harry po cichu wyszedł z dormitorium i zszedł po spiralnych schodkach, wiodących do pokoju wspólnego. Była piąta rano, nie mógł spodziewać się tu nikogo. Chciał pobyć sam. Chciał pomyśleć o swoim życiu, ale nie miał zamiaru nastrajać się źle na ten piękny dzień. Tak więc temat Voldemorta tylko na moment pojawił się w jego myślach, ale chłopiec go odepchnął. Ostatnio bardzo często marzył, wpatrzony w białe obłoki. Tak więc i teraz podszedł do okna i wpatrzył się niemo w horyzont. Bardzo brakowało mu kogoś, kto by go rozumiał. Kto by rozumiał jego tęskne marzenia o szczęściu, kto by był obok. Ron i Hermiona wspierali go zawsze jako najlepsi przyjaciele, ale Harry nie miał rodziców, stracił Syriusza, wszyscy traktowali go wyjątkowo, a on chciał być tak jak inni.
- Och, Harry, nie zauważyłam Cię!
Chłopiec podskoczył, oderwany gwałtownie od swych myśli. Czyjaś twarz uśmiechała się spoza odwróconego fotela.
- Cześć Ginny, ale mnie przestraszyłaś!
- Przepraszam... Ale, co Ty tu właściwie robisz?
- Nie mogłem spać... Chciałem przemyśleć kilka spraw...
- Wszyscy mówią, że chodzisz z głową w chmurach, jakoś przycichłeś...
- Tak? A ja myślałem, że nikt nie zwraca na mnie uwagi, wiec mogę w spokoju pomyśleć o... - Harry'emu nic nie wpadało do głowy - No dobra, a co Ty tu robisz, Ginny?
- Piszę list do mamy... Tak, u Rona i Hermiony w porządku, zresztą nie wiadomo, bo świata poza sobą nie widzą - przeczytała Ginny i roześmiała się.
- Ha! To prawda! Ron nawet nie widzi, że ubiera bluzę na drugą stronę, ha ha!
Ginny położyła list i podeszła do okna.
- Ładny dzień, może pójdziemy się przejść?
- Dzięki Ginny, dobrze mi to zrobi.
Oboje zeszli po marmurowych schodach do Wielkiej Sali. Było tam kilku uczniów, którzy obudzili się wcześniej, pewnie dlatego, aby trochę się pouczyć, bo wszyscy mieli twarze przesłonięte książkami. Harry i Ginny chwycili po toście i ruszyli ku wyjściu z Hogwartu. Chodzili wkoło jeziora rzucając kałamarnicy resztki chleba. Nawet nie wiadomo kiedy, rozmowa zeszła na sprawy osobiste.
- Ja myślałam, że Ty mnie nie lubisz, Harry... Wiesz, to całe zamieszanie z Komnatą Tajemnic...
- Ja nic takiego nigdy nie powiedziałem. Wierz mi...
- Wiem...
- Byłem zafascynowany tą Krukonką, przecież wiesz, ale po prostu uważam teraz, że nie była warta zachodu. No a teraz nie mam co robić, to często sobie siedzę i myślę, kumple owszem, ale już mnie to wykańcza.
- Czujesz się samotny... Ja też - wypaliła nagle po czym oblała się rumieńcem. . - eee... a myślałeś o tym, co będziesz robić w przyszłości? Bo ja chyba zajmę się karierą Charliego, chociaż sama nie wiem.
- Na pewno spróbuję swoich sił w quidditchu. Ale nie mam pojęcia co jeszcze. Lubię magiczne zwierzęta...
- Może zajrzymy do Hagrida... Ale chyba jeszcze śpi. Spójrz! Tam, przy jego chatce! Czy to nie są przypadkiem hipogryfy? Chodź, zobaczymy!

strzała nawigacji poprzedni kolejny


Powrót do strony "Fan Fiction"