Powrót do strony "Fan Fiction "

Część: | 1 |


"KIEDY CZAS PŁYNIE ZA SZYBKO".

Autorka: Demented Princess

Rozdział I


Było upalne letnie popołudnie. Nic nie wskazywało na to, że niedługo zerwie się ostry wiatr i lunie ulewny deszcz. Lecz nawet to nie mogło wyrwać z zamyślenia pewnej dziewczynki, która siedziała na ławce w parku z podpartą główką. Jej sympatyczna, pociągła twarz nabrała wyrazu głebokiego skupienia. Mały, trochę zadarty nosek dodawał tej bladej twarzyczce uroku. Nieduże, lekko skośne, zielone oczy, figlarnie i wesoło spoglądały na świat. Małe usteczka ukazywały w uśmiechu rzędy drobnych, białych ząbków. Jej śnieżnobiałe włosy związane były czarną gumką, co tworzyło ogromny kontrast. Zimna kropelka deszczu kapnęła na czubek zadartego, mlecznobiałego nosa dziewczynki. Wzdrygnęła się i spojrzała na niebo, z którego kapało coraz więcej lodowatych kropel. Wstała i skierowała kroki w stronę swojego domu. Weszła na białą, obsadzoną kwaiatami altankę. Otworzyła drzwi i wkroczyła do przestronnego, umeblowanego kosztownymi meblami salonu.
- Ethel Padlock! O której miałaś być w domu- usłyszała przed sobą głos swojej matki.
- Zamyśliłam się- odpowiedziała dziewczynka. Matka pokiwała głową, machnęła ręką i weszła do swojego gabinetu. Ethel wcale to nie zdziwiło. Rodzice nigdy się nią nie interesowali. Kochali ją na pewno, ale bardziej interesowała ich własna praca. Pracowali w Departamencie Tajemnic i byli niewymownymi. Całe dnie spędzali w swoich gabinetach, pozostawiając ogromny dom na łasce sprzątaczki. Mimo to, Ethel kochała swoich rodziców i starała się uszanować ich pracę, bo wiedziała, że byli z niej dumni. Dziewczynka nie mogła doczekać się się już powrotu do swojej szkoły, Beauxbatons. Co prawda jej rodzice mieszkali w Anglii, ale ona widywała ich tylko raz w roku, przez 3 tygodnie. Resztę wakacji spędzała u ciotki we Francji, gdzie mieszkała od 3 roku życia, bo właśnie wtedy jej rodzice uznali, że już jest na tyle duża, że może dowiedzieć się czegoś niepotrzebnego i wypaplać komu nie trzeba...
Ach! Jak bardzo chciałaby już zobaczyć swoją przyjaciólkę, Gabrielle. I w tym roku nie bedzie już tej wrednej Fleur, siostry Gabrielle. Wstrętna lizuska i kujonka, pomyślała Ethel.
Uwielbiały z Gabrielle robić jej psikusy.
- Ethel, mogłabys łaskawie spakować się, a nie sterczeć tu jak sroka- krzyknęła jej matka, wychylajac głowę zza drzwi swego gabinetu.
- Oczywiście mamusiu- powiedziała potulnie Ethel, choć spakowana była już dawno. Udała się do pokoju gościnnego, który był jej rezydencją przez te 3 tygodnie wakacji, kiedy przyjeżdżała do rodziców. Już jutro znowu ujrzę Gabreielle, pomyślała.
W końcu nadeszło upragnione jutro. Ethel założyła swoją szkolną szatę. W Beauxabatons każdy rok, miał własny kolor. Trzecioklasistki nosiły seledynowe sarafany, przewiązane czarną wstążką, a chłopcy, zielone żupany z czarnymi paskami. W Beauxbaton nauka trwała 9 lat, ale edukację rozpoczynały już dziesięciolatki.
Ethel podeszła do lustra i przejrzała się w nim. Stwierdzła, że całkiem fajnie wygląda w zielonym. Przewiązała swoje śnieżnobiałe włosy czarną wstażką. Zeszła na dół z szerokim uśmiechem na bladej, trochę zarozumiałej twarzy. Ich domowa skrzatka właśnie stawiała śniadanie na stole.
- Państwo wyjechali w pilnej sprawie do ministerstwa, panienko- zapiszczała skrzatka- zdobyli licencję na świstoklik dla panienki- dodała wskazując na stół, na którym oprócz śniadania stała jszcze stara, przepiękna cukiernica. W Beauxbatons, uczniowie przylatywali do szkoły na miotłach. Ona w tym roku przez ostatnie 3 tygodnie wakacji była u rodziców. Zawsze wybierali sobie termin na spotkania z nią, kiedy im było wygodnie, więc nie mogła nigdzie wyjechać. Ale jak miała dolecieć do szkoły we Francji z Anglii? Właśnie to ją nurtowało przez ostatnie dni. Gdy pytała o to mamę, mówiła żeby się nie martwiła. A więc załatwili dla niej świstoklik. Super. Usiadła do stołu i spojrzała na zegarek. Właśnie brała łyk herbaty, lecz zawartość jej ust znalazła się na buzi ich domowej skrzatki. Nie przejęła się tym, choć skrzatka patrzyła na nią z oburzeniem. Była spóźniona o 10 min!! Chwyciła cukiernicę i wbiegając na górę, krzyknęła do skrzatki:
- Pozdrów rodziców ode mnie, Marietto!
Ustawiła przy sobie swoje kufry, dotknęła cukierniczkę i szepnęła zasapana:
-Beauxbatons.
Oderwała się od ziemi, zawirowała w obłokach i uderzyła kolanami w ziemię. Wstała i rozejrzała się. W końcu znalazła się w upragnionej szkole!
- Ethel! Ethel! Jakaś dziewczyna podbiegła do niej i rzuciła na szyję, zwalając z powrotem z nóg.
- Gabrielle!
Gabrielle miała długie srebrne włosy i oczy o nieokreślonym kolorze. Policzki miała zarumienione od biegu i szeroki usmiech na twarzy. Była bardzo ładna, w końcu miała w sobie coś z wili. Ethel zauważyła na ciemnym niebie sylwetki uczniów na miotłach.
- Choć szybko, bo i tak jestesmy spóźnione- powiedziała Gabrielle- co cię zatrzymało?
- Nic.
Gabrielle popatrzyła się podejrzliwie na przyjaciółkę, ale nic nie powiedziała. Obie wsiadły na miotły i przez całą podróż do zamku nic nie mówiły. Weszły przez fronotowe drzwi do wielkiego holu. Wszędzie wisiały portrety słynnych czarownic i czarodziejów. Zaniosły swoje miotły do miotlarni, kufry do pokoi i udały się do ogromnej jadalni, w której uczniowie spożywali posiłki.
- Ethel! Gabrielle!- zawołała stojąca nieopodal dziewczyna.
- Annie!- zawołały entuzjastycznie obie dziewczyny.

strzała nawigacji poprzedni kolejny


Powrót do strony "Fan Fiction"