Powrót do strony "Fan Fiction "

Część: | 1 | 2 |


"Harry Potter i Kraina Śmierci", autorka: Flipper.

Rozdział I - "Złość wuja Dursleya"


Było późno. Czarna aksamitna zasłona nocy spłynęła na przedmieścia Londynu. Wokół panowała niezmącona cisza. Tylko liście, od czasu do czasu, szemrały delikatnie na lekkim wietrze. Wszystkie światła w domach na Privet Drive zostały już dawno pogaszone. Ich mieszkańcy pogrążeni byli w głębokim i spokojnym śnie. Wszyscy oprócz jednego chłopca.
Harry Potter, kolejną noc z rzędu, przewracał się niespokojnie z boku na bok nękany straszliwymi koszmarami. Każdego wieczoru kładł się spać ze świadomością, że będzie zmuszony przeżyć to po raz kolejny. Choćby nie wiem jak bardzo pragnął o tym zapomnieć wszystko i tak wracało z momentem zaśnięcia. Był bezradny. Nagle obudził się raptownie cały zlany potem. Usiadł na łóżku i rozejrzał się nieprzytomnie po ciemnym pokoju. Po chwili zdał sobie sprawę, że jego czoło przeszywa ostry piekący ból. Otrząsnął się i chwiejnym krokiem podszedł do lustra w szafie.
Latarnia z ulicy wlewała do sypialni słabe żółtawe światło, jednak widział swoje lustrzane odbicie dość wyraźnie. Twarz miał mokrą od potu ale też, jak zauważył po chwili, od łez. Otarł szybko napuchnięte i zaczerwienione oczy. Ponownie spojrzał w lustro. Był bardzo chudy. Stracił kilka kilogramów a na dodatek znacząco wyciągnął się w górę, co nie dawało zbyt pozytywnego efektu. Przykrótka piżama wisiała na nim jak na wieszaku. Westchnął ciężko po czym przeczesał dłonią swoje wiecznie rozczochrane, kruczoczarne włosy. Tym ruchem odsłonił jasną bliznę w kształcie błyskawicy. Ból powoli ustawał ale blizna nadal nieprzyjemnie pulsowała.
Owa blizna była pozostałością po zamachu na Harry'ego gdy był jeszcze niemowlęciem. Zamachu, w którym zginęli jego rodzice, a on ocalał z jedną tylko blizną. Zamachu dokonanego przez najbardziej okrutnego i potężnego czarnoksiężnika na świecie. Jednak ten właśnie niezwyciężony czarodziej został pokonany przez niemowlę, które zamierzał uśmiercić. Przez Harry'ego Pottera. Lecz jakie to ma teraz znaczenie, pomyślał Harry, skoro on i tak powrócił. Odwrócił się od lustra i skierował do łóżka. Opadł na nie i pogrążył się w ponurych myślach. Od tygodnia nie przespał porządnie ani jednej nocy. Ciągle dręczyły go te potworne koszmary. Scena walki w Departamencie Tajemnic ciągle migała mu przed oczami. Błysk celnie wymierzonego zaklęcia. Kobiecy głos triumfu. Wciąż widział w nich tą zastygłą w zdziwieniu twarz. Twarz, której już nigdy więcej nie zobaczy...
Coś mu się ścisnęło w gardle. Odwrócił się na brzuch i ukrył twarz w poduszce. Leżał tak przez pewien czas starając się nie myśleć o niczym, gdy niespodziewanie usłyszał pukanie w okno. Podniósł głowę o parę cali.
- Hedwiga!! - zawołał ochrypłym głosem.
Wyskoczył z łóżka i pognał do okna. Otwierając je spostrzegł, że jego sowa nie jest sama. Towarzyszyła jej Świstoświnka, mała sóweczka Rona, oraz dwa nie znane Harry'emu puchacze. Otworzył okno na oścież i pozwolił ptakom wlecieć do pokoju. Hedwiga wylądował na szczycie swojej klatki i obserwowała z niechęcią Świstoświnkę, która z przesyłka przywiązaną do nóżki, zaczęła krążyć po sypialni poćwierkując przy tym z przejęcia.
- Uspokój się! - syknął Harry - Obudzisz wszystkich!
Podskoczył i złapał sówkę w powietrzu. Zatkał jej ręką dziób uniemożliwiając ćwierkanie. Ptaszek drżał w jego dłoniach z podniecenia i z dumy, że udało mu się dostarczyć paczkę. Harry odebrał od niej pakunek i usadowił ją ostrożnie na klatce obok Hedwigi.
- Tylko siedź cicho - rzucił do Świnki nasłuchując czy sowa nie zbudziła jego wujostwa.
Sówka zahuczała radośnie ale opanowała już nieco swoje emocje. Harry odetchnął z ulgą gdyż z sypialni ciotki i wuja nie dobiegał żaden dźwięk. Spojrzał na Hedwigę. W jej wielkich bursztynowych oczach malowało się ubożenie. Zbulwersowana zachowaniem sowy Rona, oddała Harry'emu przesyłkę z tak wielka godnością na jaką tylko było ją stać.
Harry położył drugą paczkę obok pierwszej i podszedł do pozostałych sów siedzących na parapecie. Brązowa płomykówka zdawała sie przylecieć z Hogwartu jednak cętkowanego puchacza nigdy jeszcze nie widział. Wręczyły mu paczki po czym pośpiesznie odleciały w noc. Harry przez chwile patrzył za nimi w rozgwieżdżone niebo zastanawiając się nad powodem przybycia ptaków gdy nagle znalazł odpowiedź.
- Przecież dzisiaj mam urodziny - mruknął sam do siebie i zaśmiał się ponuro - Stanowczo za mało sypiam. Zapomnieć o własnych urodzinach... - pokręcił głową i odwrócił się od okna.
Jednak po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuł pewien przypływ szczęścia. Chwycił swoje prezenty i przeniósł się z nimi na łóżko. Wpierw zabrał się za paczkę przyniesioną przez Hedwigę. Okazała się podarunkiem od Hermiony Granger jego najlepszej przyjaciółki z Hogwartu. Wziął do ręki laurkę z życzeniami i przeczytał.

Kochany Harry,
Wszystkiego dobrego z okazji urodzin!!
Mam nadzieję, że czujesz się dobrze ("Hermiono, jak ja mam czuć się dobrze po tym wszystkim, co się wydarzyło" - pomyślał Harry czując jak chwilowa radość uchodzi z niego jak powietrze z przekłutego balona). Jestem z Ronem na Grimmauld Place 12. Niedawno tam dotarliśmy. W końcu wygląda tu jak w domu u normalnego czarodzieja. Zresztą sam zobaczysz. Dumbledor powiedział, że niedługo do nas dołączysz. Wiem, że na pewno będzie Ci bardzo trudno powrócić do tego domu... Harry, nawet nie wiesz jak Ci współczuję. Trzymaj się i nie zamartwiaj. Do szybkiego zobaczenia!!
Hermiona
PS. Mam nadzieję, że prezent Ci się spodoba.


- A co to jest? Może paczka chusteczek - mruknął zjadliwie rozdzierając opakowanie. Nie spodobał mu się za bardzo list od przyjaciółki. Za dużo w nim było słów współczucia. Wcale tego nie potrzebował.
Radzę sobie całkiem nieźle, zapewniał samego siebie, nie muszę ciągle słuchać jak wszystkim jest przykro z powodu... z powodu Syriusza. Znowu poczuł jak coś ścisnęło mu się w gardle. Roztrzęsiony spojrzał na podarunek od Hermiony. Nie była to paczka chusteczek jak przedtem przypuszczał tylko książka. "Błyskawica - najlepsza, najszybsza, najdroższa..." głosił połyskujący tytuł. Harry spojrzał na okładkę bez większego zainteresowania. Normalnie ucieszył by się z takiego prezentu jednak w tej chwili miał do Hermiony zbyt wielki żal.
Odrzucił książkę i przyciągnął ku sobie prezent, który przyniosła brązowa płomykówka. Domyślił się od razu, że jest on od Hagrida, gajowego i nauczyciela w Hogwarcie ale także jego przyjaciela. Paczka zawierała małą skrzynkę z różnymi przydatnymi magicznymi narzędziami( np. super trwały klej lub samo wbijający gwoździe młotek) oraz bardzo irytujący liścik.

Drogi Harry,
Chciałbym życzyć Ci wszystkiego najlepszego!! Wiem, że musisz teraz bardzo cierpieć. Straciłeś niedawno osobę bardzo bliską Ci osobę. Z Syriusza był dobry gość tak samo jak z Twojego staruszka. Wiem co czujesz. Sam też straciłem całą rodzinę w młodym wieku...


- Gadaj zdrów Hagridzie!! - wiedział, że Hagrid miał dobre intencje ale jego list wydał się Harry'emu bardzo nie taktowny. Miał już dość tego bezsensownego pocieszania dlatego schował liścik do koperty i rzucił go na książkę o Błyskawicy.
Chwycił paczkę od Rona w nadziei, że chociaż ta poprawi mu odrobinę humor. Jednak nie wiedział jak okropnie złudne są jego nadzieje. Zaczął czytać tekst na nieco pobrudzonej i postrzępionej karteczce.

Harry ja wiem, że będziesz wściekły ale mama kazała!!!

Harry uniósł wysoko brwi i począł czytać dalej.

Harry ja jej mówiłem, że to jest zły pomysł. Naprawdę uwierz mi!! Robiłem wszystko, żeby Ci TEGO nie przesłać ale mama się uparła!! Wiesz jaka ona jest!! Uznała, że ONE bardzo Ci się przydadzą, no wiesz, po tym co się stało. To NAPRAWDĘ nie mój pomysł. Jak nie chcesz się wkurzyć to lepiej nie otwieraj tej paczki.
Miłych urodzin życzy:
Ron

Harry wytrzeszczył oczy w zdumieniu. Co takiego mogła dać mu pani Weasley? Co takiego mogło wyprowadzić jego, Harry'ego, z równowagi? Odpowiedź poznał gdy tylko rozpakował "prezent".
- Nie no! To chyba jakaś kpina!! - prawie krzyknął. W ręku trzymał paczkę... magicznych i nieskończonych chusteczek pani Sniffer. Jakaś czarownica z pudełka hałaśliwie wydmuchiwała sobie nos Kipiał ze złości do tego stopnia, że cisnął paczką przez otwarte okno budząc przy tym śpiącą Hedwigę i Świnkę. Oburzone spojrzały z wyrzutem na Harry'ego. Ten jednak nie zwracał na to żadnej uwagi. Stał przy swoim łóżku zawstydzony i wściekły.
- Na Boga!! - warczał otwierając ostatni już list od cętkowanego puchacza - Co ta kobieta sobie myśli? Przecież ja mam już szesnaście lat! Czy ona oczekuje, że będę płakał w poduszkę jak jakiś dzieciak? - miał pewne problemy z otworzeniem koperty, gdyż ręce trzęsły mu się ze zdenerwowania - A może jej się wydaje, że nie śpię po nocach i tęsk... - tu urwał, przestał walczyć z kopertą. Stał przez chwilę gryząc się z tym co właśnie powiedział. W końcu wziął głęboki oddech i zabierając się do ponownego otwierania listu mruknął - Przepraszam Syriuszu... bardzo przepraszam...
Uspokoił się nieco ale ręce nadal mu się trzęsły kiedy czytał ostatnią przesyłkę, która wcale nie okazała się życzeniami urodzinowymi.

Szanowny Harry Potterze,
Zmuszeni jesteśmy przypomnieć Panu: o zachowaniu szczególnej ostrożności, nie opuszczaniu domu wujostwa, nie używaniu żadnych czarów ( chyba, że w sytuacji zagrożenia życia, choć nie wydaje nam się, żeby taka sytuacja maiła mieć miejsce), nie pakowaniu się w kłopoty, nie robieniu niczego pochopnie oraz nie ufanie nikomu ani niczemu co mogło by wzbudzać podejrzenia. Mamy na uwadze wyłącznie Pana dobro.
Z wyrazami szacunku Członkowie ZF

Harry'emu opadła szczęka. Jeszcze nigdy w życiu nie czytał tak banalnego i głupiego listu. Tego już za wiele, pomyślał kręcąc w niedowierzaniu głową, czy im wszystkim odbiło? Traktują mnie jakbym miał osiem lat, myślał z wciąż otwartymi ustami. Ponownie spojrzał na kartkę i dostrzegł, że zostało tam umieszczone również postscriptum. Było napisane bardzo drobnymi literami, a Harry nie miał założonych okularów więc musiał podsunąć kartkę pod sam nos, żeby móc cokolwiek przeczytać.

PS. Informujemy Szanownego Pana, iż po przeczytaniu wiadomość ta ulegnie samo zniszczeniu.

Z chwilą przeczytania ostatniego słowa list wybuchł Harry'emu prosto w twarz. Zszokowany zaczął miotać się po pokoju na zmianę klnąc i plując sadzą. Sowy, które od incydentu z chusteczkami nie zmrużyły oka wpatrywały się teraz z zainteresowaniem na wyczyny Harry'ego.
- Nie... tfu... tego już za wiele... tfu - szedł z zamkniętymi oczami, nie chcąc aby dostała się się do nich sadza - ... tego już naprawdę za wieeeeee..... ŁUP!
Potknął się o swój szkolny kufer. Leżąc jak długi na podłodze i klnąc siarczyście, Harry, namacał swoją szkolną szatę i wytarł sobie nią twarz. Wstał plując i prychając.
- Taaak... bezpieczeństwo... jaaasnee... chcemy przypomnieć panu o zachowaniu szczególnej ostrożności i... A WY NA CO SIĘ GAPICIE? - ryknął na dwie sowy nadal patrzące się na niego w uprzejmym zdziwieniu - Tak... ha-ha-ha strasznie śmieszne... - burknął obrażonym tonem i wskoczył do łóżka starając się nie myśleć co na te wszystkie hałasy powiedzą rano Dursley'owie.

* * *

Obudziły go głosy dochodzące z kuchni Dursley'ów. Podniósł się z łóżka, założył okulary i spojrzał w stronę sowiej klatki. Jednak nie dostrzegł tam ani Hedwigi ani Świstoświnki. Pewnie poleciały rozprostować skrzydła, pomyślał Harry przeciągając się. Ziewnął potężnie i poszedł do szafy po ubrania.
Ubrawszy się włożył do tylniej kieszeni spodni różdżkę i rzucił spojrzenie na lustro. W świetle dziennym wyglądał fatalnie. Nie dość, że chorobliwie chudy to jeszcze okropnie blady i z sińcami pod zielonymi oczami.
- Naprawdę powinienem się w końcu wyspać - westchnął próbując przygładzić sobie włosy. Po chwili ciężkiej walki z uczesaniem poddał się i zszedł się na śniadanie.
W kuchni panowała ożywiona rozmowa, jednak z momentem wkroczenia do niej Harry'ego wszystko ustało. Harry odchrząknął.
- Dzień dobry.
Nie doczekał się odpowiedzi. Wziął głęboki oddech po czym powtórzył nieco głośniej.
- Dzień dobry!
Nikt nic nie powiedział. Jedynie Dudley, kuzyn Harry'ego przełknął głośno kawałek kanapki. Harry poczuł, że wzbiera się w nim złość. Nie dość, że był głodny i zmęczony to jeszcze irytujące zachowanie jego krewnych.
- Mogę wiedzieć o co wam, do licha, znowu chodzi? - zapytał siląc się na resztki spokoju.
Ciotka Petunia spojrzała na niego z przerażeniem wymalowanym na końskiej twarzy.
- Nie zadawaj pytań i jedz! - zaskrzeczała podając na stół porcję jajecznicy dla Harry'ego.
Harry dał za wygraną i rozdrażniony usiadł przy stole. Od razu zauważył krytyczne spojrzenie wuja Vernona na włosy Harry'ego, jednak wuj dostrzegłszy wzrok siostrzeńca schował się pośpiesznie za swoją gazetą. Harry zerknął na Dudleya.
Jego kuzyn zadrżał a potem znieruchomiał i wstrzymał oddech.
Świetnie, pomyślał Harry dłubiąc widelcem w swojej jajecznicy ( stracił właśnie apetyt), traktujcie mnie jak powietrze, przecież zawsze to robicie... spokojnie, już do tego przywykłem.
Po kilku długich minutach wuj Vernon ostrożnie wstał od stołu i oznajmił, że już czas na niego. Pożegnał się z rodziną i wyszedł z kuchni. Po chwili Harry słyszał trzask frontowych drzwi. Już miał się pogrążyć w ponurych myślach gdy nagle z podwórka dobiegł go przerażony wrzask swojego wuja. Jego ciotka i kuzyn zerwali się z krzeseł i wybiegli na dwór. Harry ruszył za nimi z bardzo złymi przeczuciami. Po chwili był już na zewnątrz z różdżką uniesioną w ręce i gotowy do walki.
Wuj Vernon stał na wypielęgnowanym trawniku dysząc ciężko. W dłoniach trzymał jakiś kartonik a w oczach miał wymalowany obłęd. Obłęd który zamienił się w dziką furię gdy dostrzegł różdżkę Harry'ego.
- Schowaj TO świństwo i do domu! - wycedził przez zaciśnięte zęby, dygocąc na całym ciele - JAZDA!!
Harry wbiegł do domu, a za nim ciotka Petunia i Dudley najwyraźniej, nie rozumiejący o co chodzi. Szukając najbezpieczniejszego miejsca w kuchni, Harry usłyszał lekko rozhisteryzowany głos wuja w przedpokoju.
- Ah, nic się nie stało pani Martin. Ależ proszę mi wierzyć... to tylko mleczarz przywiózł znowu zepsute mleko... naprawdę to nic takiego. Taak, ja też życzę miłego dnia.
Trzasnęło. W kuchennych drzwiach ukazała się purpurowa twarz wuja. Jego sumiaste wąsy drgały niebezpiecznie, a w trzęsącej się ręce cały czas trzymał kartonowe pudełeckzo. Patrzył na Harry'ego z żądzą mordu wymalowaną na twarzy. Harry zauważył to w porę i stanął za stołem, żeby być poza zasięgiem rąk wuja.
- O co ci znowu chodzi? - zapytał zrozpaczony Harry - Co ja znowu zrobiłem? Szczęka wuja zadrżał groźnie, po czym nagle wybuchnął. Jego głos przypominał warczenie silnika.
- O co chodzi? Chcesz wiedzieć o co chodzi? Naprawdę chcesz wiedzieć O CO CHODZI?! - rzucił się w stronę Harry'ego. Harry wolał nie myśleć co by było gdyby po między nimi nie było stoły. Jednak nie bał się swojego wuja. Nie z takimi miał już do czynienia.
- Tak chce wiedzieć O CO CHODZI! - zawołał Harry wyzywająco.
Ciotka Petunia i Dudley obserwowały całą tą scenę z boku, przenosząc wzrok to na Harry'ego to na wuja Vernona.
- Więc chcesz wiedzieć O CO CHODZI?! DOBRZE!! POWIEM CI O CO CHODZI!! - ryknął wuj a oczy zaczęły wyłazić mu z orbit - Chodzi o TO!! - wrzasnął i cisnął w Harry'ego kartonikiem, który trzymał w dłoni.
Harry złapał je i natychmiast rozpoznał w nim chusteczki od pani Weasley. Zapomniał o nich kompletnie. Przecież w nocy wyrzucił je przez okno. Spojrzał na wuja. Bardzo dużo kosztowało go to, żeby się nie roześmiać.
- No i w czym problem? - zapytał - To tylko głupie chust....
- W CZYM PROBLEM?! - powtórzył jego wuj - A w tym, że tam jest to słowo na "m" i obrazki się ruszają !!
Harry ponownie spojrzał na pudełko. Napis na nim głosił ... magiczne chusteczki... słowo na "m"... czarownica na opakowaniu nagle kichnęła.
- Ah... ja mogę wszystko wytłumaczyć... -tym razem Harry prawie się roześmiał, dobrze wiedział jak strasznie Dursley'owie nienawidzą wszystkiego co magiczne - naprawdę to nic...
- NIE OBCHODZĄ MNIE TWOJE WYTŁUMACZENIA!!- ryknął Vernon Dursley - A gdyby znalazł to któryś z sąsiadów?! To przecież był by skandal! Te twoje m-magiczne śmiecie w moim ogródku!! A ty jeszcze wybiegasz z tym swoim patykiem na ulicę jak gdyby nigdy nic!!
- Ale...
- Czy ty myślisz, że jesteśmy ślepi i głusi?? Myślisz, że jesteśmy tacy głupi i nie domyślamy się co ty robisz w nocy?? Uważasz, że nie wiemy, że ty tam czarujesz?? Te wszystkie hałasy, huki, grzmoty, krzyki, jęki, wybuch, sowy.... SOWY!!!
Niespodziewanie przez kuchenne okno wleciała sowa. Zrzuciła Harry' emu list na głowę i szybko wyleciała, jakby wyczuwając napiętą atmosferę. Harry rozerwał kopertę i szczęka mu opadła.

Szanowny Harry Potterze,
Uprzejmie przypominamy Panu o wyjątkowej ostrożności w spożywaniu pokarmów i napojów, gdyż mogą się one okazać zatrute lub mogło na nie zostać rzucone zaklęcie "wiecznego zwracania". Życzymy miłego dnia:
Członkowie ZF

Harry już docierał do postscriptum gdy nagle list został mu wyrwany z ręki.
- Zobaczymy co było aż tak ważne, żeby zakłócać spokój tego domu SOWAMI! - krzyknął wuj Vernon zabierając się do czytania.
- Oddaj mi mój list! - wrzasnął Harry i rzucił się przez stół, żeby odzyskać swoją przesyłkę.
Pan Dursley doszedł już jednak do postscriptum. Przysunął kartkę do twarzy by móc lepiej odczytać drobne literki i.... w kuchni nastąpił mały wybuch. Dudley i ciotka Petunia padli na podłogę i leżeli cali zesztywnieli ze strachu. Harry, który chcąc uniknąć osmalenia wskoczył pod stół, ostrożnie wyjrzał zza niego. Wuj Vernon stał cały czas w tym samym miejscu. Nie opuścił nawet rąk. Twarz i wąsy miał całe osmolone.
- Wuju...?
Wuj Vernon otworzył usta. Wyleciał z nich szary obłoczek dymu.
- Natychmiast wyjdź z kuchni... w tej chwili masz mi zejść z oczu... - powiedział bezbarwnym głosem, patrząc się gdzieś w przestrzeń.
Okrążywszy szerokim łukiem swojego wuja, Harry bez słowa więcej opuścił kuchnie i udał się do swojej sypialni.

strzała nawigacji poprzedni kolejny


Powrót do strony "Fan Fiction"