Powrót do strony "Fan Fiction "

Severus Snape, Draco Malfoy i tajemnica pięknej elfki...

Autor: Deedlet Ablanarow,
e-mail: deedlet_ona@wp.pl.


Nasza historia jest jedną z wielu, które nie są legendami, lecz przekazywane są jak one...
Kolejny dzień w Hogwarcie zaczynał się jak co dnia. Wschodzące słońce nad wieżami zamku przyświecało wesoło, trochę tak jakby próbowało rozweselić Harrego przed kolejną lekcją z Profesorem Snapem.
-Eliksiry! Kto to wymyślił? – lamentował jak co tydzień zgnębiony Ron.
-Są bardzo ważne dla młodego czarodzieja i przydadzą się w przyszłym życiu. – odpowiedziała jak zawsze Hermiona.
-Świat byłby weselszy bez nich! – upierał się Ron.
-Świat byłby weselszy, gdyby profesor Snape był inny – przerwał im Harry – Wszyscy byliby zadowoleni, gdyby się zmienił i nie krzyczał tyle, albo przynajmniej nie był tak wredny dla Gryffonów...
Bardzo krótki czas dzielił ich od sali lekcyjnej, dlatego udali się do lochów.
Z każdą minutą przybliżając się do kolejnej katastroficznej lekcji z profesorem Snape’em.
Lekcja zaczęła się w miarę spokojnie. Nie był to jednak ten rodzaj spokoju jakim zwą go zwykli czarodzieje. U profesora Snape’a to raczej było coś w rodzaju reguły, że spokojem można było u niego zwać jedynie docinki, które aż tak nie bolały...
Na koniec lekcji jak zwykle oddawać mieli eliksiry, ale przerwało pukanie do drzwi sali.
-Przepraszam panie profesorze – powiedziała Profesor MacGonnagall – Przyszła pilna paczka do pana i proszono aby pan ją otworzył jak najszybciej. Jest to od niejakiej Gabrieli Black-Snape.
-Od kogo? – zapytał dopiero teraz zainteresowany przesyłką Profesor Snape.
-Od niejakiej Gabrieli Black-Snepe – powtórzyła Profesor MacGonnagall.
-Proszę o przyniesienie mi jej do gabinetu jeśli można.
-Proszę bardzo – odpowiedziała Pani profesor i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Lekcje zakończyły się w dużym zamieszaniu, gdyż profesor Snape nie mógł się skupić na odbieraniu prac uczniów. Przez to flakonik Crabe’a wypadł mu z rąk i roztrzaskał się na ziemi. Lecz nawet po tym nie otrząsnął się on z zamyślenia powtarzając wciąż półgłosem imię „Gabriela”...
Wszyscy wyszli na korytarz w wielkim gwarze, co nie zdarzało się w ogóle po lekcjach eliksirów. Harry, Ron i Hermiona byli zaciekawieni o kogo może chodzić, że aż tak rozkojarzyła ta wiadomość profesora. Nagle odezwał się za ich plecami głos Malfoya:
-I czemu się tak wszyscy dziwicie? Ta osoba jest sprawą Profesora, ale i tak muszę wam powiedzieć, że ją znam. To żona naszego profesora, a wy wszyscy się zachowujecie jakbyście nie wiadomo jak byli ważni dociekając o nią. A ty Harry nie gap się tak, bo jeszcze Profesor cię ukarze za taki wzrok! – zakończył z ironicznym śmiechem Draco i bardzo śpiesznym krokiem oddalił się zauważywszy wściekłe spojrzenie Hermiony.
-Bardzo to podejrzene. Draco mówi bardzo prawdopodobną rzecz, ale ja mu nie wierzę, że ją zna osobiście.
-Masz rację Hermiono. Jemu nie warto wierzyć.
Tajemnicza sprawa nie znajdowała jednak innego rozwiązania niż wersja, którą przedstawił Draco. Szczególnie, że już wcześniej dowiedzieli się, że profesor nie posiada już rodziny. Jednak ta sprawa wyraźnie śmierdziała... lub śmierdzieli po prostu Crabe i Goyle... Ale to nie ma znaczenia...

Po tygodniu, gdy rano weszli do wielkiej sali, zobaczyli dwa kufry ustawione pod ścianą i jeszcze jedno dostawione krzesło do stołu nauczycielskiego. Co to może znaczyć, głowił się Harry, który chyba jako jedyny zauważył tą zmianę.
Nauczyciele zaczęli wchodzić do sali na śniadanie. Jednak nigdzie nie było profesora Snape’a i profesora Dumbledore’a. Wstała profesor MacGonnagal i przemówiła do wszystkich:
-Drodzy uczniowie! Zaczynajmy już śniadanie. Profesor Snape oraz Profesor Dumbledore pojawią się później, gdyż mamy ważnego dla nas gościa. Mam nadzieję, że przywitacie ją serdecznie, gdyż spędzi z nami całe te pięć miesięcy dzielące nas od zakończenia roku. Zamierzmy ją przydzielić do któregoś z domów, ale stanie się to dopiero po śniadaniu, dlatego jedzcie spokojnie, a nasz gość zasiądzie z nami przy stole.
To oświadczenie było niemałym zaskoczeniem dla wszystkich, lecz nie było największym zaskoczeniem tego dnia. Wkrótce pojawił się Profesor Dumbledore z tiarą przydziału. Lecz nadal nie było Profesora Snape’a.
Profesor pojawił się pod koniec śniadania idąc pod rękę z płaczącą dziewczyną.
Rozmawiali po cichu, lecz jakieś słowo Profesora wprawiło ją w taki szloch, że na oczach wszystkich objęła Profesora. Cała sala zaczęła się przyglądać tej scenie trochę podejrzliwie. W końcu do nich podeszła Profesor MacGonnagall i poprowadziła dziewczynę do stołu. Profesor Snape przeszył spojrzeniem pełnym gniewu wszystkich, których dostrzegł wpatrujących się w tę scenę.
-Dziwna sprawa. Czy żona profesora mogłaby być uczennicą w Hogwarcie?
Ron miał rację i wiedzieli to wszyscy, tylko on odważył się to powiedzieć.
Gdy skończyło się śniadanie, wszyscy czekali na pieśń tiary oraz przydzielenie nowej uczennicy do domu. Tiara jednak nie zaśpiewała, tłumacząc wszystkim, że nie zdążyła jeszcze jej ułożyć do końca. Profesor MacGonnagall wyszła na środek i wymówiła imię i nazwisko uczennicy:
-Gabriela Eleonora Black-Snape!
Wszyscy zastygli w milczeniu. Dziewczyna podeszła do krzesła, na którym leżała Tiara przydziału, podniosła ją, po czym nałożyła na głowę. Tiara pasowała jak ulał ale dopiero teraz mogli zobaczyć wszystkie szczegóły dziewczyny.
Dziewczyna była nader wysoka jak na osobę tej płci. Miała duże, brązowe, ciepłe oczy. Jej ciemne włosy sięgały połowy ramienia, opadając lekką falą na ramiona. Jej twarz była biała niczym śnieg, trochę podobna do cery profesora Snape’a lecz bardziej okrągła, a jej nos przypominał kartofelek.
Największe jednak wrażenie zrobiły jej uszy, długie i szpiczaste. Nikt z zebranych nie mógł wyjść z podziwu dla jej urody.
Dziwne było to, że tiara się tak długo namyślała. W końcu wykrzyknęła w głos:
-Gryffindor!!!
Cały stół Gryffonów zaczął wiwatować i śpiewać w głos. Dziewczyna uśmiechnęła się, zdjęła tiarę, podziękowała jej za przydział i podeszła z powrotem do Profesora Snape’a. Po chwili rozmowy z Dyrektorem, podeszła do jeszcze nie do końca powstałych od stołu Gryffonów.
-Witam was! Chciałam zapytać u kogo w pokoju jest jeszcze jedno wolne miejsce i gdzie jest wieża Gryffindoru, ponieważ nie chcę się zgubić – powiedziała głosem niskim, lecz śpiewnym niczym słowik.
-U nas jest miejsce w pokoju i chętnie cię zaprosimy – powiedziała Hermiona pewna zdania swojego i koleżanek z pokoju.
-Dziękuję. Czy mogłabyś mnie zaprowadzić? Potem drugi raz już trafię z moimi bagażami.
-Chętnie – odpowiedziała Hermiona i oddaliła się wraz z nowoprzybyłą dziewczyną.
W ciągu kilku następnych dni, bardzo często widziano Gabrielę płaczącą, lub zamyśloną. Najczęściej na lekcjach nauczyciele zaczęli jej pobłażać, gdyż bali się powiedzieć coś, przez co zaczęłaby płakać.
Odmienny był jedynie Profesor Snape, który nie przejmował się tym, że może się ona rozpłakać. Niestety jednego dnia to nie uszło mu na sucho...
Dzień zaczął się słonecznie i jak co dzień już od tygodnia, chłopcy z Gryffindoru wypytywali Hermionę o to, jaka jest Gabriela. Ona jednak nie wiedziała nigdy co odpowiedzieć, gdyż Gabi, jak ją zwały dziewczyny, była zwykle odludkiem i tylko z Luną Lovegood dogadywała się jako tako.
Zaraz po śniadaniu zeszli do lochów. Jeszcze przed klasą dopadł ich Malfoy.
-I co? Wasza płaczka stanie się chyba herbem waszego domu, bo tylko o niej rozprawiają nauczyciele.
-Odczep się od niej Malfoy! – wrzasnęła na niego Hermiona.
-Nie odzywaj się szlamo, nie mam zamiaru znosić obraźliwości, którymi są każde słowa szlamy.
-Czy słowa odmieńca, także nazwiesz obrazą?- pojawiła się nagle Gabriela.
-Wiedziałem, że coś jest z tobą nie tak Hybrydo!
-Powiem ci coś, lecz musisz się do mnie zbliżyć...
To powiedziawszy podeszła do niego, powiedziała mu coś na ucho, tak, że nikt tego nie usłyszał. Twarz Malfoya wykrzywił grymas bezgranicznego zaskoczenia. Po skończeniu zdania, Gabriela się uśmiechnęła, po czym pocałowała Malfoya w policzek. Wszyscy byli tym zszokowani... Ale jeszcze bardziej zszokował ich fakt, że po tym pocałunku, znów w jej oczach pokazały się łzy.
Weszli do sali, a ona w oczach nadal miała łzy... Zobaczywszy to Profesor Snape wściekł się, jak nigdy. Harry widział go w takiej furii tylko raz, gdy obejrzał jego najgorsze przeżycie z dzieciństwa. Tej furii nie widział do tej pory nikt przed nim. A teraz jego gniew przełożył się na płaczącą dziewczynę.
-Dlaczego znów płaczesz?! – Krzyknął – Dlaczego płaczesz??!! Dlaczego nadal płaczesz??!! – powtarzał.
Gabriela zaczęła szlochać jak fontanna. Gdy profesor wykrzyczał ostatnie słowo, dziewczyna wstała i odpowiedziała mu przez zaciśnięte gardło:
-Bo straciłam wszystkich, których kochałam, zostałeś mi tylko ty wujku, a jesteś jak wielki głaz, a nie tak jak kiedyś moim kochającym wujkiem Severusem, który na pocieszenie przed wyjazdem dał mi pozytywkę, którą trzymałam zawsze przy sercu, póki się nie rozsypała ze starości! – każde słowo mówiła coraz głośniej, przy każdym spoglądając coraz bardziej błagalnym wzrokiem, jakby chciała ujrzeć w oczach wujka choć cień dawnego mężczyzny, który opiekował się nią niegdyś jak rodzony ojciec, choć nie był wtedy starszy niż ona w tej chwili.
Po wypowiedzeniu tych słów, z płaczem wybiegła z klasy. Profesor Snape, jakby wcześniej w zamyśleniu, lub szoku, teraz wybiegł za nią krzycząc jej imię. Po chwili wrócił do klasy, bardzo roztrzęsiony. Za nim wkroczył profesor Flitwick, który poprosił aby klasa przeszła do niego do klasy, bo akurat ma wolne i kazał Profesorowi Snape’owi biec za nią aby się nie zgubiła...
Nie minęło dużo czasu, a cała już szkoła była zaangażowana w szukanie, czym mimo tego, że powinien, nie wściekł się Profesor Snape, a wręcz przeciwnie, był dziwnie z tego zadowolony... Najdziwniejsze było jednak zachowanie Draco, który jeszcze popędzał wszystkich, choć przed tą felerną lekcją był wyraźnie przeciwko Gabrieli.
Gdy na terenie Hogwartu jej nie znaleziono, zaczęto szukać na błoniach. Tam również jej nie było. Jedynym miejscem jakie zostało do przeszukania, był zakazany las, który jako nieliczna część Hogwartu budził trwogę we wszystkich, nawet w tych, którzy już kiedyś tam byli i wyszli bez szwanku. Pomimo tego nauczyciele wraz z wybranymi przez siebie uczniami wyruszyli dzielnie do zakazanego lasu. Bardzo długo trwały poszukiwania, lecz jej nie odnaleziono. Poszukiwania trwały dzień w dzień przez tydzień i prawie tracono już nadzieję na jej odnalezienie. Draco cały już siedział jak na szpilkach. Lekcji nie mógł wytrzymać bez nerwów oczekiwania na koniec kiedy mógłby znów udać się do zakazanego lasu i jej poszukać po raz chyba setny.
Znów lekcja z panią McGonnagall zapowiadała się bardzo nużąco, gdyż jej myśli także były zaprzątnięte poszukiwaniem, gdy nagle Hermiona coś zobaczyła. To nie był widok zwykły. Z oddali widać było Centaura, który wyłonił się z zakazanego lasu, a na rękach trzymał dziewczynę. Nie jakąś tam dziewczynę, tylko Gabrielę. Gdy Hermiona zorientowała się co widzi, aż podskoczyła.
-Panno Granger, proszę usiąść.
-Ale pani profesor, tam jest centaur! Na rękach trzyma Gabrielę!
-Co takiego?! – wykrzyknęła Profesor McGonnagall i także zerwała się na równe nogi, po czym gdy także ich zobaczyła, wybiegła z sali.
Po chwili jednak pani profesor wróciła do sali, przypomniawszy sobie, że ktoś musi biec po pielęgniarkę.
Pani Pomfrey obejrzawszy Gabrielę, stwierdziła, że nic jej nie będzie. Była trochę poturbowana, zmęczona, ale nic jej nie było. Gdy Gabriela ocknęła się, jeszcze w ramionach centaura, który raczej nie przepadał za ludźmi, ale miał jednak jakieś względy dla Firenza, przyprowadził dziewczynę, została zrzucona na ziemię, a centaur sobie poszedł. Od razu do niej podbiegł Profesor Snape, który został powiadomiony o tym, że znaleźli Gabrielę. Nie pozwolono prawie żadnemu uczniowi na to aby towarzyszył nauczycielom, toteż niewiele osób widziało tą scenę. Profesor Snape, objął Gabrielę i rozpłakał się jak dziecko... Nie przejął się obecnością ani Draco ani Hermiony, którzy spotkali się u pielęgniarki i wraz z nią przybiegli, a tym bardziej nauczycieli, którzy teraz uśmiechali się ciepło.
Profesor Snape wziął na ręce siostrzenicę i zaniósł ją do zamku. On sam nie chciał ujawnić o czym rozmawiali gdy zaniósł ją do skrzydła szpitalnego, ale w niedługim czasie rozniosło się po Hogwarcie („Jeśli coś jest tajemnicą, to oczywiście o tym wie cała szkoła” zaśmiał się Dumbledore) o czym rozmawiali. Rozmawiali o jej matce, o tym co się działo po jej śmierci, o całym jej życiu, które było koszmarem.
Wszyscy oczywiście chcieli znać opowieść Gabrieli, a najlepiej usłyszeć ją z jej własnych ust. Jednak nie chciała tego powiedzieć nikomu poza... Harrym!
-„Dlaczego on?” rozbrzmiewały protesty uczniów.
-Powiem to jemu, gdyż wiem ile w takim razie osób dowie się prawdziwej historii! Nie obchodzą mnie wasze poglądy w stosunku do mnie, bo nie jest to ważne. Chodzi mi tylko o to kim jestem! Jestem podobna właśnie do Harrego. Nie ze względu na pochodzenie czy coś w tym rodzaju tylko na odczucia.
Takie było znanie Gabrieli i nie zamierzała go zmieniać. A Harry (a także Ron i Hermiona, których Gabriela się wyraźnie spodziewała) nie miał nic przeciwko wypytaniu jej o to.
-Naprawdę masz ochotę to nam zdradzić? – zapytała trochę zdziwiona i zaniepokojona Hermiona.
-Taki mam zamiar i nie zamierzam go zmieniać, bo w końcu komuś poza wujkiem muszę to powiedzieć. Cała szkoła chce się czegoś o mnie dowiedzieć. Wiem, że przy mniejszej liczbie osób będzie mi łatwiej mówić, a wy nie zmienicie tej historii jak zrobiły to plotki o mnie...
-Jeśli chcesz to my nikomu...
-Nie – przerwała Ronowi Gabriela – Chcę aby się dowiedzieli, ale od was. No więc... Od czego tu zacząć...
-Może od samego początku? Od tego gdzie mieszkałaś, gdzie się urodziłaś...
-Nie Hermiono, moja historia powinna się zacząć o wiele wcześniej... Och... No więc... Moi przodkowie od strony matki, zawsze byli czystej krwi czarodziejami. Wiem, że moja babcia nie miała nic przeciwko mojemu ojcu, ale dziadek... No cóż...
-Twój ojciec był mugolem? – zapytał Harry.
-Nie. Był Elfem, czyli według czarodziejów tylko stworzeniem. Nie chcieli go uznać za nic lepszego od kijanki... No, ale nie moja mama. Zakochała się w ciemnowłosym elfie, w sposobie jego dogadania się z przyrodą, w tym jaki on naprawdę był. Widział to mój wujek. On popierał moją mamę. Moja mama wyszła za mojego tatę, gdy mojego dziadka nie było w kraju, a potem przez trzy lata żyli w spokoju. Wujek pokochał mnie naprawdę, byłam jego ulubienicą, zawsze był po mojej stronie... i kupował mi zabawki... – zamyśliła się – ale potem... – jej mina diametralnie się zmieniła – wrócił mój dziadek. Kazał im się wynosić. Wiedzieliśmy gdzie uciekniemy, ale w czasie kłótni mojej mamy z dziadkiem Wujek Severus wziął mnie na ręce i powiedział, że wiedział, że tak będzie dlatego przygotował mi pozytywkę... Miałam ją bardzo długo i co wieczór słuchałam muzyczki w niej zaczarowanej... Ukrywaliśmy się w lesie, tam gdzie mieszkał mój ojciec. Nauczyłam się od niego bardzo wiele rzeczy. Ale w pewien poniedziałek w lipcu, przybyli kłusownicy... Wiedzieli czego szukają. Wiedzieli to też moi rodzice... Ukryli mnie w dziupli, a sami zaczęli ich odciągać ode mnie... Zabili moich rodziców
... I zostałam sama... Gdy po dwóch tygodniach przybyli czarodzieje z ministerstwa, którzy chronili lasy, znaleźli mnie płaczącą nad grobami rodziców, które sama wykopałam... Nie było nikogo, kto by się przejął nimi. Przejęli się tylko tym, że ja jestem czarownicą. Zabrali mnie do sierocińca i stamtąd trafiłam tu... Nigdy nie chcielibyście trafić do sierocińca. Jest tam ponuro, smutno, całe życie jest tam zawieszone tylko na wspomnieniach i bolesnych zdarzeniach. Oni tylko dzięki temu żyją, że mają chociaż to... Nie mają nic poza tym... Chciałabym wrócić do lasu, do mojego dziadka, ale mi nie pozwolą... cieszę się chociaż, że jestem z moim wujkiem...
Bardzo szybko wersja Gabrieli rozeszła się po szkole, ale nikt nie wiedział dlaczego nie rozeszło się, że Profesor Snape się popłakał. Dla Draco właściwie byłby to przyjemny gest rozgadać to po szkole i zwalić na Hermionę. Ale tego nie zrobił.
Spokój wrócił do Hogwartu. I znów zaczęła się nudna nauka, lecz to nie był koniec dziwnych wydarzeń związanych z Gabrielą. Zastanawiającą kwestią było to, że szesnastoletni już, Draco, tak bardzo się przejął jej zniknięciem.
Rozwiązanie było dość proste, lecz jednocześnie nie znalazło rozwiązania dla bardzo wielu osób. Znali je jedynie Draco i Gabriela. Teraz i wy usłyszycie słowa wypowiedziane przez Gabrielę, przed tą pamiętną lekcją w Hogwarcie.
Powiedziała ona:
„Mój drogi Draco, jest parę rzeczy nie wyjaśnionych do tej pory, których nie pamiętają już czarodzieje, lecz pamiętają elfy, a jedną z nich jest powstanie czarodziejów. Ty, tak samo jak ja, masz w sobie krew elfów, gdyż twoje nazwisko znaczy w naszym języku „kąszący zakochany” i tym, którym najbardziej dokuczasz, tych najbardziej lubisz w gruncie rzeczy, a to mnie upewnia w tym, że mnie lubisz. A powiem ci coś jeszcze. Ja także bardzo lubię ciebie Smoku, kąszący zakochany...”
Te pamiętne słowa głęboko zapadły Draco w pamięci, gdyż w gruncie rzeczy miała ona trochę, a nawet dużo, racji... W gruncie rzeczy, ona podobała mu się jak żadna dziewczyna i nie wiadomo czy to ze względu na jego geny, czy charakter, bardzo ją polubił, szczególnie, że w tych słowach zawarły się najważniejsze jego tajemnice...
Ich opowieść się jeszcze nie skończyła, dlatego ta opowieść także go nie ma.
Jednak jeszcze jedno wam ujawnię, gdyż znam także przyszłość. Draco zwracać będzie jeszcze wielokrotnie oczy na Gabrielę, a ona na niego, bo ich ścieżki łączą się na dłuższy czas niż pobyt w Hogwarcie... Na dużo dłuższy czas...
Skąd znam tą historię? Wierzcie lub nie wierzcie, lecz jestem elfem, a my wiemy prawie wszystko. Czy to jest prawda? Wierzcie lub nie wierzcie, to wasza sprawa...


Powrót do strony "Fan Fiction"