Powrót do strony "Fan Fiction "

Rozdziały: |1|2|

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Harry Potter i Peter Petigrew

Był piękny dzień. Harry'ego obudziły wrzaski Dudleya i ciotki Petuni:
- Dudley, jeszcze raz zrobisz coś takiego obetniemy ci kieszonkowe! - krzyczała pani Dursley, a Harry pomyślał:
"Pewnie znowu przemycał do swojego pokoju pączki" (Dudley dalej miał dietę).
- Mamo, ja tylko chciałem zobaczyć jak to działa! - odwrzasnął Dudley a Harry zdębiał. No bo jak można sprawdzać jak działają pączki?!
- Nie powinieneś tego nawet dotykać!! To może być niebezpieczne. Już zapomniałeś jak wyrósł ci ten wstrętny, świński ogonek???? - Tego się nie da zapomnieć - rzekł ponuro Dudley, teraz już nieco spokojniej.
- No już dobrze mój Dudziaczku. Ale pamiętaj co ci powiedziałam - przestrzegła go ciotka Petunia.
Harry słuchał tego w milczeniu. O co chodzi ?? I co ma z tym wspólnego świński ogonek, którym obdarzył Dudleya Hagrid? Rozglądnął się po pokoju i coś mu się przewróciło w żołądku. Jego szkolny kufer był otwarty (tak jak drzwi), a obok niego leżała...
- Moja różdżka!! - Harry zerwał się na nogi i podniósł ją. Była czarna, jakby ktoś zapalił ją i szybko spłukał wodą a na dywanie widniała wypalona dziura .Zatrzasnął kufer i zbiegł na dół. "A więc Dudley bawił się moją różdżką i ciocia dlatego go tak skarcilła" - pomyślał.
- Dudley kto ci pozwolił ruszać moje rzeczy?
- Nikt - powiedział Dudley - A ty skąd wiesz?
- Ślepy nie jestem, ty kretynie - odrzekł chłodno Harry - Mam nadzieję, że da się jej używać. Sprawdzę. Vingardium Leviosa .
Stojący na stole talerz uniósł się w powietrze (nawet niepełnoletnim czarodziejom wolno było używać magii w nagłych wypadkach).
- No masz szczęście. Jestem bardzo przywiązany do mojej różdżki, w zeszłym roku szkolnym ocaliła mi życie.
- W takim razie nigdy jej nie dotknę - powiedział z obrzydzeniem.
- Mam nadzieję - warkną Harry i wrócił do swojego pokoju.
Kiedy wszedł, zobaczył nie tylko swoją sowę śnieżną Hedwigę, ale i Świstoświnkę Rona Weasleya , jakąś sowę o brązowo-czarnym upierzeniu i jeszcze jedną sowę, całą czarną . Wziął list od Hedwigi. Były to życzenia urodzinowe od Syriusza:

"Drogi Harry!
Jestem teraz u profesora Lupina. Nie wiem czy wiesz ,że znowu będzie uczył obrony przed czarną magią.U mnie jest wszystko
w porządku.
Myślę, że niedługo się spotkamy, bo jadę z Remusem do Hogwartu, żeby go pilnować podczas tej nocy, kiedy zamienia się w wilkołaka.
Przesyłam Ci prezent i myślę ,że Ci się spodoba. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
Syriusz"


Harry sięgnął po prezent. Był długi i cienki. Otworzył i jego oczom ukazała się najwspanialsza miotła na świecie. Przeczytał nazwę : Złota Strzała 10 000.
Nasz bohater zdębiał. Odłożył miotłę i przeczytał wszystkie listy. Każdy był prawie taki sam, tylko dwa były zupełnie inne. Jednym był list z Hogwartu, a drugim ten, który przyniosła czarna sowa.

"Harry Potterze!
Bardzo bym chciał się z Tobą spotkać, lecz aby mnie znaleźć musisz rozwiązać trzy zagadki. Pierwszą znajdziesz w Londynie, gdzie tajne wejście i pojemnik na śmieci. Znajdziesz tam pierwszą zagadkę, która pomoże Ci znaleźć drugą, a ona pomoże Ci znaleźć trzecią, dzięki której odnajdziesz mnie. Mam nadzieję, że przyjdziesz jak najszybciej, bo mam dla Ciebie niespodziankę urodzinową. Życzę Ci wszystkiego najlepszego.
Tajemniczy wielbiciel"
Harry pomyślał: "Okropnie prosta ta zagadka. To na pewno wejście na ulicę Pokątną. Ale po co ten mój wielbiciel każe mi rozwiązywać zagadki, jeśli chce się ze mną zobaczyć? Nie może po prostu napisać gdzie jest?"
Postanowił jednak, że pójdzie tam i przy okazji kupi sobie rzeczy do Hogwartu. Rano powiedział do wuja Vernona:
- Wuju, dziś jadę na ulice Pokątną, bo muszę sobie kupić rzeczy do Hog.. eee do mojej szkoły.
- No dobrze, tylko jedź autobusem, bo nie będę marnował benzyny na takie głupoty.
- OK... to znaczy dobrze.
Poszedł do góry ,ubrał się i wyszedł na ulicę. Nagle przyszedł mu do głowy pomysł. Wyciągnął rękę z różdżką przed siebie i machnął. Nagle na ulicy stanął wściekle czerwony, trzypiętrowy autobus z napisem na przedniej szybie. Był to napis BŁĘDNY RYCERZ.
Wyskoczył z niego chłopak z tyloma piegami, że wyglądały jak opalenizna. Nazywał się Stan Shunpike. - Cześć Stan.
- Siema NEVILLE - zachichotał Stan.
- Słuchaj, moglibyście mnie zawieść do Londynu na ulicę Pokątną ?
- Pewnie. Hej Ernie! Na Pokątną.
- OK - odrzekł Ernie, kierowca Błędnego Rycerza.
Kiedy wreszcie dojechali, Harry znalazł przy wejściu na Pokątną karteczkę z pierwszą zagadką .strzała nawigacji poprzedni kolejny
Powrót do strony "Fan Fiction "