Powrót do strony "Fan Fiction "

KONIEC VII TOMU

Harry Potter i walka ostateczna.

Harry biegł korytarzem. Nie mógł uwierzyć, że właśnie stracił wszystko. Hogwart przegrał odwieczną walkę ze złem. Za chwilę i on przegra. Głowa pękała mu od tego, co właśnie się wydarzyło. Tysiące ciał uczniów. I jeden potężny Voldemort, który zabił ich wszystkich. Rona. Hermionę. Biegł i tylko słyszał swój oddech i bicie serca. A za sobą kroki innej osoby, których odgłos roznosił się głucho po korytarzu. To już koniec. Prawdziwy koniec. Gdy się odwróci, zobaczy znowu tę ohydną twarz węża.
Koniec korytarza. Widocznie śmierć była mu przeznaczona od początku. Wszyscy zginęli. Zginie i on. Gdzie jest Dumbledore? Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że wśród martwych ciał nie było srebrzystej brody Dumbledora. A więc uciekł. I zostawił Harry'ego sam na sam, bo wiedział, że już nie potrafi uratować szkoły. Uciekł daleko, gdzie nikt go nie znajdzie. A mówił tylko, że musiał pilnie wyjechać.
Voldemort uniósł różdżkę na bezbronnego Harry'ego.
- To twój koniec Potter. Świat opanuje zło i już nikt z nim nie wygra. Avada Kedavra!
Harry uchylił się i zielone światło ominęło go. Wraz z nim, usłyszał boską pieśń feniksa.
Na nic mi ona - myślał - kiedy nikogo już nie ma. Teraz mogę umrzeć, bo już nie ma nadziei. Już nie ma ludzi, którzy ze mną byli...
Postać Dumbledora zajaśniała w mroku korytarza. Zaklęcie. Jedno, drugie... Czuł, jak ciało Voldemorta opada na ziemię. I drugie ciało też. To Dumbledore!
- Profesorze Dumbledore! To niemożliwe!!!
Harry podbiegł do bezwładnego ciała dyrektora. A zaraz koło niego leżał martwy Czarny Pan.
- Harry. - usłyszał głos - Harry, za chwilę umrę. Póki mogę, przeciwstawiam się działaniu zaklęcia, ale... już nie dam rady... Harry, zacznij od nowa. Załóż nową szkołę. Odbuduj wszystko. W Tobie nadzieja.
- Profesorze... To koniec magii. Wszyscy nie żyją... - czuł, że po policzkach spływały mu łzy. - Zostałem sam i jeszcze kilku innych... I co mam robić? Bez pana... Profesorze! Profesorze!!!
Głos Harry'ego rozlegał się po opustoszałym korytarzu. Zaraz potem jego okropny płacz i rozpacz ukazała swą siłę w krzyku, który wstrząsnął ciemnościami.
- Harry...
To niemożliwe. Przesłyszało mu się. Tu już nikogo nie ma.
- Harry... Odwróć się...
- Syriusz... Ty nie żyjesz...
- Wróciłem. Wyrwałem się zza zasłony. Posłuchaj mnie. Musimy razem zacząć od nowa. Pozostało jeszcze kilku przy życiu. Czarodziei. Razem uda nam się. Nie możesz się załamywać. Wiem, że dla Ciebie nie ma już słońca. Ale zobaczysz, że jeszcze wszystko przed Tobą.
Harry wstał i ułożył głowę na niematerialnym ramieniu swego ojca chrzestnego. Muszą zacząć wszystko od nowa.

KONIEC


Powrót do strony "Fan Fiction"