Powrót do strony "Informacje od JK Rowling".
linia

KOSZ NA ŚMIECI (tłumaczenie: Narya).

W sytuacji, gdy sami-wiecie-jak-wiele artykułów na temat Harry’ego Pottera i JK Rowling pojawia się ciągle w prasie, nie można uniknąć i takich, których treść nie pokrywa się zbytnio z prawdą. To jest świetne miejsce, bym mogła powiedzieć Wam prawdę o kilku historiach, które zdają się być bardziej fikcją niż faktem.
Poniżej zamieszczam praktyczny przewodnik, który szybko pomoże Wam zapoznać się z rodzajem śmieci, jakie możecie znaleźć w moim koszu.

linia
  •   ZACZYNAJĄCE ŚMIERDZIEĆ

    Prawdziwe w kwestiach zasadniczych, ale przejaskrawione lub zniekształcone.

  •   NADMIERNA ILOŚĆ DODATKÓW

    Ziarno prawdy przysypane grubą warstwą nieścisłości.

  •   PRZETWORZONE

    Kłamstwo, które pojawia się z nużącą regularnością.

  •   STĘCHŁE

    Stare kłamstwa, które nagle pojawiają się na nowo.

  •   PRAWDZIWE ŚMIECIE

    Nie mam pojęcia, jak takie rzeczy w ogóle mogły znaleźć się w prasie (chociaż czasami bywają śmieszne)

  •   TOKSYCZNE

    Krzywdzące.

linia

  • JKR buduje „rezydencję z piętnastoma sypialniami”.

    Byłam bardzo ubawiona ostatnimi doniesieniami brytyjskich gazet dotyczących naszych starań uzyskania pozwolenia na budowę domu z piętnastoma sypialniami – przecież nawet Dudley potrzebował tylko dwóch. To prawda, że przeprowadzaliśmy pewne prace budowlane w naszym domu w Edynburgu, ale ponieważ nie zamierzamy otwierać hotelu, zgodziliśmy się na trochę bardziej umiarkowaną liczbę sypialni – podzielcie piętnaście przez trzy a znajdziecie się trochę bliżej prawdy.

    Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że zasada „podziel przez trzy” sprawdziłaby się przy większości prasowych „nowinek”.

  • JK Rowling zawetowała wybór Stevena Spielberga na reżysera pierwszego filmu o Harrym Potterze.

    To nie ja wybieram reżyserów filmów! Jak dotąd poznałam wszystkich reżyserów – Chrisa Columbusa, Alfonsa Cuarona i Mike’a Newella – i bardzo ich polubiłam. Z chęcią odpowiadałam na ich pytania dotyczące postaci oraz różnych wątków i byłam zachwycona filmami, które stworzyli (jeszcze nie widziałam Czary Ognia, ale zapowiada się bardzo dobrze!). I na tym kończą się moje powiązania z reżyserami. Steven Spielberg rzeczywiście rozważał reżyserowanie „Kamienia Filozoficznego”, ale zrezygnował z tego projektu. Każdy, kto sądzi, że zawetowałam lub mogłabym zawetować wybór kogoś takiego, musi oddać swoje Samopiszące Pióro do naprawy.

  • JKR stwierdziła, że „Półkrwi Książę” to, jak dotychczas, jej najlepsza książka.

    Nieprawda. Jest zbyt przesądna, by mówić takie rzeczy na głos! Powiedziała – i to na tej stronie – że nie była tak zadowolona z książki od czasu „Więźnia Azkabanu”.

   

  • Pierwowzorem Harry’ego Pottera był kuzyn JKR.

    Po raz kolejny kładę palce na klawiaturze by napisać, że Harry jest całkowicie wymyśloną postacią. Nie jest wzorowany na żadnym mężczyźnie w okularach, którego spotkałam w ciągu mojego życia, ani na żadnym chłopcu z blizną gdzieś na twarzy, ani też na żadnym z moich kolegów uczęszczających do szkoły z internatem.

    Ale chwila, jakby się nad tym zastanowić, to JA JESTEM prawdziwym Harrym Potterem! Noszę okulary, mam bliznę, moja szkoła dzieliła się na różne domy, czasem wpadałam w kłopoty… przygotujcie się na kolejną historię w jutrzejszych brukowcach zatytułowaną: „Rowling domaga się połowy własnych dochodów z tantiemów”.

    Niestety najbardziej przygnębiające jest to, że tego typu opowieści pojawiają się cały czas (zobaczcie moją „Biografię”). Żaden pisarz nie może nic zrobić, by ludzie przestali twierdzić, że to oni są „pierwowzorami” danych postaci. Jeśli chodzi o mnie, to mogę tylko mówić prawdę i ufać, że czytelnicy, posiadający odrobinę rozsądku, będą wiedzieć komu wierzyć.

  • Dr Neil Murray rezygnuje z pracy.

    Rok temu kilka gazet stwierdziło, że mój mąż porzucił pracę, prawdopodobnie po to, by siedzieć w domu i obserwować, jak piszę. To jedna z takich plotek, które mnie denerwują, bo krzywdzą moją rodzinę. Poprosiliśmy gazety, które wydrukowały tę błędną informację, o sprostowanie, co też uczyniły. Mimo to, ostatnio znowu ukazał się artykuł, w którym Neil przedstawiony został jako osoba niepracująca. Tak więc… i mam nadzieję, że po raz ostatni… Neil NIGDY nie zrezygnował z pracy i nadal jest lekarzem w Edynburgu.

  • Hailes jest niewątpliwie prymitywnym poprzednikiem Quidditcha.

    W czasie, gdy ukazał się pierwszy tom Harry’ego Pottera, pojawiło się wiele historii twierdzących, że Quidditch został oparty na pewnych mało znanych, ale także i na tych bardziej popularnych grach zespołowych. Niektóre z nich, jak Hailes, są uprawiane tylko w konkretnych brytyjskich szkołach. Doszło nawet do tego, że Quidditch był porównywany do piłki nożnej, co jest niedorzecznością dla kogoś, kto zna reguły obu tych gier. (Jestem pewna, że to nieporozumienie zostało zapoczątkowane przez zdanie wypowiedziane przez Rona do Harry’ego w „Kamieniu Filozoficznym”, „to jest jak piłka nożna dla mugoli”, ale Ron odnosi się tylko do stopnia popularności obu tych sportów, a nie do samej gry.)

    Nie wzorowałam Quidditcha na żadnej dawnej ani teraźniejszej grze. Szukanie „prawdziwych” odpowiedników rzeczy pochodzących ze świata Harry’ego Pottera stało się dość powszechnym sposobem wypełniania pustych miejsc w gazetach. Śmieszne jest to, że czasami ludzie nie zauważają tych najbardziej rzucających się w oczy powiązań z rzeczami i ludźmi ze świata rzeczywistego. Ale cóż.

   

  • Postać Gilderoya Lockharta oparta jest na osobie pierwszego męża JKR.

    To nieprawda. Zawsze szczerze przyznawałam, że Gilderoy Lockhart MA swojego realnego odpowiednika (popatrzcie w dziale „Ekstra - Dodatki”). Z oczywistych powodów nie podam nazwiska tej osoby – mimo tego, jak bardzo potrafi być ona irytująca, nie zasługuje na takie traktowanie – ale mogę stanowczo stwierdzić, że nie był to mój mąż. Nie kłamię na temat źródeł moich inspiracji dotyczących postaci (chociaż w takich przypadkach, jak ten, zastanawiam się dlaczego nie odmawiam udzielania odpowiedzi na takie pytania!)

  • Według pewnej brytyjskiej gazety, ostatnio pojawiłam się na brazylijskim festiwalu literackim. A czy potem z przyjemnością wróciłam do domu z ładnymi ceramicznymi i skórzanymi pamiątkami?

    Nie, takie rzeczy nie są wystarczająco dobre dla JK. Postanowiłam kupić sobie okazały brazylijski letni domek.

    Jeśli jakiś fan z Brazylii czyta ten artykuł i zastanawia się, czemu nie mógł kupić biletu, by usłyszeć, jak czytam, to powód jest taki, że nigdy nie byłam w Brazylii. A jeśli jakiś handlarz nieruchomościami zastanawia się, czemu nie udało mu się robić ze mną interesów, to powód jest taki, że nigdy nie kupiłam domu w Brazylii. Nawet jeśli mówimy o wspaniałej rezydencji w stylu kolonialnym, która graniczy z lasem, jak opisywała to dana gazeta.

    Moim wyimaginowanym sąsiadem był Mick Jagger. Sądziłabym, że czegoś takiego nie da się wymyślić… tyle, że właśnie ktoś to zrobił.

  • JK Rowling nie istnieje, to nazwa nadana grupie anonimowych pisarzy.

    Ta teoria narodziła się w Norwegii, co oznacza… cóż, każdy kto zna brytyjską prasę nie mógłby sobie wyobrazić, by takie wielkie oszustwo mogło przetrwać w tym kraju dłużej niż dziesięć minut.

  • Rowling gościła Księcia Karola i Księżną Kornwalii na kolacji w swoim domu.

    Cóż, mam nadzieję, że oni to pamiętają, bo ja nie.

  • Rowling nienawidzi Harry’ego Pottera.

    Kocham Harry’ego Pottera i zawsze będę go kochać.

  • Rowling „wścieka się”, gdy jest postrzegana jako autorka książek dla dzieci.

    Kompletna bzdura! Wiele razy mówiłam, że jeśli nawet na zawsze pozostanę autorką książek dla dzieci (a tak może się stać), to nigdy nie będę tego traktowała jako zawód mniej ważny, łatwiejszy i mniej „poważny” niż pisanie dla dorosłych. Sytuacje, kiedy rzeczywiście rozważałam możliwość pisania powieści dla dorosłych, prawie zawsze wiązały się z pytaniem dziennikarza przeprowadzającego wywiad: „czy napisze Pani kiedyś książkę dla dorosłych?”

  • Joanie

    Według najnowszego artykułu w jednej z brytyjskich gazet, moi najbliżsi przyjaciele zwracają się do mnie „Joanie”. Tak między nami, to nikt, w ciągu całego mojego życia, nigdy nie nazywał mnie „Joanie”.

    Mam nadzieję, że wkrótce dowiem się, jak nazywa mnie mój mąż. Może „Kevin”.

linia

Bolga © 2005. All rights reserved.