Powrót do strony "Artykuły"
Rozmiar: 5350 bajtów

Przedstawiamy Wam fragmenty artykułu pt: "Magiczne igraszki", który ukazał się w tygodniku Newsweek Polska, w numerze 22/04.

Rozmiar: 107 bajtów

Wkrótce Dzień Dziecka. Już trzy dni później nasi milusińscy dostaną swój wyśniony prezent: 4 czerwca do kin trafi długo wyczekiwana trzecia część przygód małego czarodzieja zatytułowana "Harry Potter i więzień Azkabanu". "Newsweek" zdradza, jak reżyser Alfonso Cuarón pracował nad ekranizacją bestsellera J.K. Rowling.

Pierwsza scena filmu rozwiewa wszelkie wątpliwości: słynny mały czarodziej rzeczywiście szybko dorasta. Kamera z wolna sunie w kierunku tajemniczego, pulsującego w nocy światełka. To okno sypialni Harry'ego. Kamera skrada się dalej... i dalej... aż w końcu spoziera pod kołdrę małego czarodzieja - gdzie ten zabawia się swoją magiczną różdżką. Uważając, rzecz jasna, żeby go na tym nie przyłapano.(...)

(...) "Więzień Azkabanu" to kawał dobrego kina. Jest tu wilkołak, są hipogryfy (pół konie, pół ptaki) oraz cały magiczny entourage. Ale tak naprawdę film Cuaróna bije na głowę poprzednie dwie ekranizacje dlatego, że chodzi w nim o coś znacznie bardziej przerażającego niż oblany egzamin z magicznych mikstur czy starcie z Lordem Voldemortem. Chodzi o byt trzynastolatka. - To ciężki wiek - wyjaśnia poważnie Cuarón, który przejął trud ekranizacji sagi po Chrisie Columbusie, reżyserze poprzednich dwóch części. - To czas, w którym w chłopcu budzi się mężczyzna.

W trzeciej części przygód młodego czarodzieja Harry'ego prześladuje skazany morderca Syriusz Black (Gary Oldman), który w tajemniczych okolicznościach umknął z więzienia dla czarodziejów. Black był niegdyś najbliższym przyjacielem rodziców Harry'ego - ale zdradził ich, sprawiając, że maleńki Harry został sierotą. Rzekomo to właśnie Black wskazał miejsce ich pobytu paskudnemu Lordowi Voldemortowi, który zgładził rodziców Pottera. Ponieważ zbiegły Syriusz uchodzi za wyjątkowo niebezpiecznego, do obrony Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie wysłani zostają dementorzy, czyli klawisze z więzienia Azkaban. To upiorni i wyjątkowo skuteczni ochroniarze - uśmiercają swoje ofiary, wysysając z nich dusze. Problem w tym, że atakują wszystkich, łącznie z Harrym.

Na szczęście wykładowca obrony przed czarną magią, profesor Lupin (David Thewlis), uczy Harry'ego stosowania zaklęcia Patronus, które może małego czarodzieja ochronić przed dementorami. A że "patronus" pochodzi od łacińskiego słowa "pater", oznaczającego ojca, dla Cuaróna i scenarzysty Stevena Klovesa przygody Harry'ego w "Więźniu Azkabanu" są metaforą poszukiwania drogi do dorosłości. - To temat niemal jungowski - komentuje uczenie Cuarón.

Trzy i pół roku temu "Harry Potter i Kamień Filozoficzny", pierwszy film nakręcony na podstawie bestsellerowej serii książek J.K. Rowling, zarobił na całym świecie blisko miliard dolarów. To więcej niż którykolwiek z epizodów "Gwiezdnych wojen" i więcej niż pierwsze dwie części "Władcy Pierścieni". Rok później "Harry Potter i Komnata Tajemnic" przyniósł kolejne 869 mln dolarów. Choć publiczność te filmy uwielbiała, krytycy kręcili nosami. Ale Columbus krytykami nie musi się już przejmować. Jeszcze przed zakończeniem zdjęć do "Komnaty Tajemnic" postanowił, że nie będzie reżyserował trzeciej części sagi. - Byłem wykończony i fizycznie, i psychicznie - mówi. - Nie miałem pomysłu na to, jak rozruszać młodych aktorów. Ale czułem się za nich odpowiedzialny. Pomyślałem: "Czy mam ich zostawić na pastwę Hollywood?". Pozostał w ekipie jako producent. Mimo to szefowie Warner Bros. nadal mieli poważny problem do rozwiązania. Już znalezienie właściwego reżysera pierwszej części było trudnym zadaniem - Rowling chciała przecież, żeby film nakręcił Terry Gilliam ("Żywot Briana", "Sens życia według Monty Pythona"). Ale znalezienie reżysera z pierwszej ligi, który zgodzi się przejąć już rozpoczęty cykl i nie będzie się upierał, by wprowadzać jakieś autorskie, rewolucyjne zmiany? To wydawało się prawie niemożliwe. Istniała groźba, że kiepski albo nazbyt awangardowy "Więzień Azkabanu" pogrąży cały cykl. (...)

Szefowie wytwórni postawili na Cuaróna, bo już go poznali. Warner wyprodukował w roku 1995 jego adaptację "Małej księżniczki" Frances Hodgson Burnett. Widziała ten film J.K. Rowling i spodobał jej się do tego stopnia, że pod jego wpływem postanowiła sprzedać prawa do ekranizacji swojej książki właśnie Warnerowi. Był tylko jeden problem: Cuaróna w ogóle nie interesowała czarodziejska propozycja. - Nie miałem zielonego pojęcia o Potterze - wspomina. Kiedy dostarczono mu supertajny scenariusz filmu, nawet go nie przeczytał. - Rzuciłem go po prostu na stertę innych - przyznaje reżyser. Zajrzał do niego dopiero za namową znajomego producenta, Davida Heymana. I jak każdy, kto zajrzy do świata J.K. Rowling, natychmiast wsiąkł na amen. - Byłem zadziwiony - opowiada Cuarón. - Bo to książka dla dzieci, ale opowiada o świecie, który jest bliżej, niż nam się wydaje. Adaptacja hitu to niełatwa sprawa. Wielbiciele powieści są fanatykami i chcą zobaczyć na ekranie każde zdanie z książki, ale Meksykanin zaryzykował. Porzucił jarmarczny, złotawy koloryt zdjęć, znany z poprzednich filmów, i zastąpił go zimnym srebrem i atramentową czernią. Szkoła magii jest teraz przybrudzona, spatynowana, ale właśnie dlatego znacznie bardziej wiarygodna. Co więcej, w "Więźniu Azkabanu" kamera bez przerwy się porusza, dzięki czemu widz odnosi wrażenie, że Harry jest bezustannie śledzony. - Alfonso to uduchowiony gość - komentuje producent David Heyman. - Zdawaliśmy sobie sprawę, że musimy ten cykl rozwinąć, pogłębić. Genialne jest to, że Alfonso zmienił go tak mocno, a jednocześnie właściwie nie zmienił nic. Film nadal jest utrzymany w duchu poprzednich części.

Jednak wysiłki Cuaróna na nic by się zdały, gdyby nie trzy gwiazdy: Daniel Radcliffe (Harry), Emma Watson (Hermiona) i Rupert Grint (Ron). Ich gra robi wrażenie. Cała trójka ma dziś 14-15 lat i po dwa filmy na koncie. Przed zdjęciami reżyser długo rozmawiał z aktorami o lękach nastolatków, a potem poprosił ich o napisanie opowiadań, w których mieli połączyć doświadczenia swoich bohaterów z własnymi przeżyciami. - Te opowiadania były bardzo osobiste - zdradza Cuarón. No, może nie wszystkie. - Ja, szczerze mówiąc, zupełnie zapomniałem o odrobieniu zadanej pracy - śmieje się Rupert Grint.

Głupio mi było, bo Emma napisała aż 20 stron... Emma Watson potwierdza doniesienia kolegi, ale lekko je koryguje. - Moje wyznania wciąż puchną - wzdycha. - Najpierw było 10 stron, potem 12, a teraz już 20. Powiem wam tyle, że stron było sporo, ale stawiam dość duże litery i zostawiam duże przerwy między wierszami.

Lepszy skutek dały prostsze pomysły Cuaróna. Na przykład, gdy Radcliffe miał zagrać zachwyt, reżyser podpowiedział: - Wyobraź sobie, że właśnie patrzysz na Cameron Diaz, ubraną tylko w stringi. Oczywiście poskutkowało. - Jedyne, co mi przeszkadzało w pracy z dzieciakami, to kategoryczny zakaz przeklinania - opowiada Cuarón. - Tak mi napisali w umowie. Ale według doniesień z planu reżyserowi udało sie przemycić co pikantniejsze wyrazy... po hiszpańsku. - To było całkiem sympatyczne - wspomina Radcliffe z uśmiechem. - Ale wolałbym nie powtarzać tych słów.

Na planie chłopak zajęty był między innymi zaprzyjaźnianiem się z Garym Oldmanem, który od lat jest jego idolem. - Byłem przerażony - wspomina młody aktor. - Uroiłem sobie, że on jest takim facetem jak ci przerażający goście, których gra w filmach. Okazał się miły i wyluzowany - dodaje Radcliffe. Oldman nie miał pojęcia, że jego obecność na planie może kogoś niepokoić. - To ja czułem się onieśmielony - twierdzi gwiazdor.

I słusznie. Dzięki "Więźniowi Azkabanu" Radcliffe najpewniej zdobędzie uwielbienie tłumów: wyrósł na niezłego przystojniaka. Emma Watson z dziecka przeistacza się w piękną dziewczynę - i nic dziwnego, że choć koncern Warner Bros. początkowo podpisywał umowy z dzieciakami osobno na każdy film, teraz chce mieć ich zgodę na pozostałe cztery części opowieści o Harrym Potterze. Młodzi aktorzy wciąż się nad tym zastanawiają. - Kocham aktorstwo - przyznaje Radcliffe. - Chciałbym dalej grać w filmach, ale wolę zostawić sobie otwartą furtkę. Na razie Daniel wraz z przyjaciółmi kręci kolejną część, "Czarę Ognia" w reżyserii Mike'a Newella. Zapowiada się kolejna radykalna zmiana konwencji sagi o czarodziejach.

Newell to przecież twórca komedii "Cztery wesela i pogrzeb".

Bolga © 2004. All rights reserved.