Powrót do strony "Artykuły"
Powrót do strony "Media Rodzina"
Rozmiar: 5350 bajtów

Przedstawiamy Wam artykuł pt: "Pastor z różdżką", który ukazał się w tygodniku Newsweek Polska, w numerze Newsweek 08/04.

Rozmiar: 107 bajtów

Przygody Harry'ego Pottera przyniosły niewielkiemu poznańskiemu wydawnictwu już 50 mln zł przychodu. Wszystko dzięki pewnemu pastorowi z USA.

Harry Potter - mały czarodziej, żyjący w świecie mugoli, podbił świat. 31 stycznia, gdy ukazał się w Polsce piąty tom powieści Joanne K. Rowling, dzieci znów z entuzjazmem rzuciły się do księgarń. Konkurencja patrzyła z zazdrością, jak z półek znikają opasłe granatowe tomiska - 960 stron i 1,2 kg wagi. W ciągu pierwszych dwóch tygodni sprzedano połowę nakładu liczącego 600 tys. egzemplarzy. To wynik, o jakim inni wydawcy mogą tylko pomarzyć. Modny ostatnio Jerzy Pilch sprzedał 40 tys. egzemplarzy swojej najnowszej książki w ciągu sześciu tygodni. Powieści Paulo Coelho i Williama Whartona z reguły rozchodzą się w pierwszych tygodniach co najwyżej w nakładzie 20-tysięcznym.

Gdyby nie Harry Potter, Media Rodzina pewnie byłaby jednym z wielu wydawnictw w Polsce, publikującym poradniki dla dorosłych i ledwo zipiącym z powodu marnych zysków. Oficynę założył Amerykanin Robert Gamble, który po raz pierwszy przyjechał do Polski w 1958 roku jako student. Zafascynował go kraj i ludzie. Wrócił do Stanów, skończył studia, a potem przez dwa lata służył jako oficer ds. komunikacji na niszczycielu USS Brownson, na którym czytał marynarzom Pismo Święte. W połowie lat 60. znów zjawił się w Polsce, w Krakowie, gdzie spotkał swoją przyszłą żonę. Pomagał polskiej opozycji, sprowadzając nad Wisłę m.in. papier do powielaczy. Po przełomie, w 1992 r. założył w Poznaniu Radio Obywatelskie, czyli "Radio, które słucha Ciebie". Dopiero w tym momencie postanowił osiąść w Polsce na stałe. Jednak rozgłośnia upadła, bo Gamble na początku nie chciał, by w jego radiu emitowano reklamy.

Poznaniacy znają go też jako pomysłodawcę i organizatora wigilii pod rondem Kaponiera, która od 12 lat przyciąga co roku kilkaset osób - głodnych i bezdomnych, ale też bogatych i najedzonych.

- Bob jest jak duży amerykański chłopiec. I jak się uprze, to wszystko osiągnie - mówi Piotr Frydryszek, szef poznańskiego radia Merkury. - Ale nie jest typem biznesmena. Chętniej rozdaje pieniądze, niż je zarabia.

A ma z czego dawać. Gamble jest praprawnukiem Jamesa Gamble'a, który w 1837 roku wspólnie ze szwagrem założył w Cincinnati firmę Procter & Gamble. Dzięki temu Robert jest zamożnym człowiekiem, którego stać na uszczęśliwianie ludzi. Wspiera fundacje, akcje charytatywne i przedsięwzięcia artystyczne.

- Pieniądze z produkcji przedmiotów służących ludziom też powinny służyć ludziom - mówi Gamble. Z jego pomocy korzysta poznańskie hospicjum Palium prof. Jacka Łuczaka czy fundacja Ewy Błaszczyk, której celem jest wybudowanie kliniki rehabilitacji neurologicznej. Ostatnio Gamble pokrył połowę 2,5-milionowego budżetu musicalu gdyńskiego Teatru Muzycznego "Opentaniec".

Ale na Harrym Potterze robi interesy niczym rasowy biznesmen. Dzięki wydaniom kolejnych części przygód małego czarodzieja przychody firmy gwałtownie rosną. Przekraczają wyniki finansowe czołowych polskich wydawnictw, takich jak Rebis, który co roku wypuszcza na rynek 250 tytułów, czy Muza. Od 2000 roku firma Gamble'a sprzedała już 3 mln egzemplarzy książek o Harrym za ponad 48 mln zł. W 2001 roku, po debiucie trzeciego i czwartego tomu, wpływy ze sprzedaży sięgnęły 30 mln zł. Wcześniej jego roczne przychody wynosiły niewiele ponad 3 mln zł.

Ten sukces to zasługa autorki, ale też samego Gamble'a. Ten rubaszny, ciągle uśmiechnięty Amerykanin jest pastorem. Zanim zainteresował się pierwszą powieścią Rowling, jej angielska wersja przeleżała półtora roku w wydawnictwie Muza. Nikt nawet do niej nie zajrzał.

Natomiast Gamble'owi wydała się interesująca. - Spośród głównych bohaterów książki Harry jest sierotą, Hermiona ma rodziców mugoli, a Ron jest biedny. Pomyślałem więc, że każdy znajdzie kogoś, z kim będzie mógł się identyfikować - wspomina. Podczas jednej z wizyt u syna, mieszkającego w Edynburgu, Gamble nawiązał kontakt z agentem Rowling, a w 1999 roku pojechał do samej autorki i rozpoczął negocjacje.

Cena za prawa autorskie była horrendalna. Gamble nie chce jej wyjawić, ale prawdopodobnie zaliczka przekroczyła 25 tys. dolarów, co dwukrotnie przewyższa np. kwotę zaliczek, którą wydawnictwo Rebis płaci za prawa autorskie do dzieł Williama Whartona. Przyjaciel Gamble'a i dyrektor wydawnictwa Media Rodzina Bronisław Kledzik do dziś nie może uwierzyć, że zgodził się na taką cenę.

Z początku Kledzik rwał włosy z głowy. Sprzedaż pierwszego tomu nie zapowiadała, że zainwestowana kwota kiedykolwiek się zwróci. Od debiutu w kwietniu 2000 roku do lipca sytuacja wyglądała żałośnie - udało się sprzedać zaledwie tysiąc egzemplarzy. Drgnęło dopiero w sierpniu. Kledzik przypuszcza, że duży wpływ na to miało ukazanie się 8 lipca w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych tomu czwartego. Ogromna, światowa promocja sprawiła, że potteromania zawitała także nad Wisłę - powstawały fankluby, a w sklepach pojawiły się gadżety związane z bohaterem książki.

W 2000 r. Kledzik obawiał się, że nie zdoła sprzedać nakładu, który wynosił... 5 tys. egzemplarzy. Dziś wydaje się to niewiarygodne - wszak piąty tom ukazał się w nakładzie 600 tys. i już pierwszego dnia Kledzik odbierał rozpaczliwe telefony od księgarzy, że dostali za mało egzemplarzy. Z sondażu Instytutu Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej wynika, że przygody Harry'ego to czwarta spośród najchętniej czytanych książek w Polsce - za "Władcą Pierścieni", "Panem Tadeuszem" i Trylogią, ale przed Biblią.

Wszystkie wydawnictwa starają się mieć na wyłączność autora, będącego niczym kura znosząca złote jaja. Niewielu się to udaje, a sukces Media Rodziny jest w tym względzie niedościgniony. - Nie każdemu jest dane w swoim życiu spotkać superautora - mówi Tomasz Szponder, szef wydawnictwa Rebis.

Sam Szponder wydaje w Polsce książki Williama Whartona, który przynosi mu około 7 proc. z 15 mln zł rocznego przychodu. To sporo, ale kropla w morzu w porównaniu z Harrym Potterem. "Swojego" pisarza ma też wydawnictwo Drzewo Babel. Jego szefowa Barbara Stępień namówiła w 1995 r. Paulo Coelho, aby pozwolił jej przetłumaczyć i wydać w Polsce "Alchemika". Dziś sprzedaż dzieł tego autora przynosi jej 90 proc. z 3,5 mln zł rocznych dochodów firmy. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku kilku innych wydawnictw. - Kobra Media żyje z wydawania książek Joanny Chmielewskiej, Supernova zarabia na Andrzeju Sapkowskim, a Akapit Press - na Małgorzacie Musierowicz.

O ile jednak Wharton czy Sapkowski nie przynoszą takich dochodów jak Rowling, to można przynajmniej liczyć na to, że ich powieści będą się ukazywać jeszcze przez wiele lat. Z kolei Rowling z góry założyła, że przygody Harry'ego Pottera skończą się wraz z publikacją tomu siódmego. Gamble'a to jednak nie martwi. - Szukamy innych dobrych autorów, ale nie kierujemy się komercją, tylko sercem. Odrzuciliśmy na przykład bajki napisane przez piosenkarkę Madonnę. Nie moglibyśmy wydawać kogoś, kto ma taką reputację - mówi pastor.

Swego wydawnictwa Gamble nie traktuje jak przedsiębiorstwa, które ma mu przynosić profity, ale jako jeden z elementów misji pomagania ludziom. Media Rodzina powstała w celu wydania po polsku książki Adele Faber i Elaine Mazlish "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" - m.in. dzięki niej do kasy wydawnictwa wpłynęło w 1994 roku pierwsze 500 tys. złotych.

Jednak Gamble nie liczy zysków. - Gdy zabiera jakąś książkę z półki w firmie, zawsze zostawia pieniądze - mówi Kledzik. - Zdarza się jednak, że nie ma gotówki, wtedy przykleja w to miejsce kartkę z napisem "ukradziłem" ze swoim podpisem. Długi reguluje, gdy przychodzi "wylew", czyli przelew z jego konta w USA. Znajomi twierdzą, że Gamble mówi swoim językiem: gambolskim, a polski kaleczy celowo - kiedy nie chce odpowiedzieć na jakieś pytanie, mówi po prostu: nie rozumiem. Czasami jednak rzeczywiście nie rozumie, tak jak wtedy, kiedy ktoś opowiadał mu o nowej książce dotyczącej pociągu seksualnego. Gamble zamilkł i intensywnie wpatrywał się w rozmówcę: - Zastanawiałem się, jak PKP mogły wymyślić coś takiego? W końcu zapytałem, czy ten pociąg odjeżdża z Poznania, i dopiero wówczas wyjaśniło się, co to za pociąg - wspomina pastor.

Zdaniem Kledzika Gamble we wszystkim, co robi, widzi palec Boży. Może właśnie dlatego tak mało mówi o sobie, a godzinami może rozprawiać o książkach. W jego mieszkaniu jest ich mnóstwo. Leżą wszędzie, pootwierane na różnych stronach, nawet w toalecie. Bo - jak tłumaczy pastor - "nie ma złego miejsca dla książki".

Bolga © 2004. All rights reserved.