Powrót do strony "Artykuły"

Dobro i zło w "Harrym Potterze" Wojciech Orliński 27-01-2006

Szósty tom opowieści o Harrym Potterze trafia do księgarń wkrótce po książce niemieckiej teolog Gabriele Kuby oskarżającej książki Joanne Rowling o "konsekwentne pozbawianie czytelników umiejętności rozróżniania dobra i zła".

Książkę "Harry Potter - dobry czy zły" wydawcy reklamują "rekomendacją Benedykta XVI" (w rzeczywistości autorka wysłała ją kardynałowi Ratzingerowi, który wówczas jeszcze nie był papieżem, i dostała z jego kancelarii ciepły list z podziękowaniami). Tytuł jest pytaniem retorycznym, autorka nie ma żadnych wątpliwości, że książki Joanne K. Rowling są złe (we wstępie wymienia Pottera razem z innymi plagami naszych czasów, jak "rozwody, aborcja, bezrobocie").

Do obalenia wielu tez stawianych przez Kuby nie trzeba nawet znać książek o Harrym Potterze - autorka np. twierdzi, że zawsze w baśniach "świat ludzi, ich życie uważano za dobre, a świat czarownic i czarodziejów za zły". Nie czytała widać "Kopciuszka", gdzie występuje dobra wróżka. Intrygująco wygląda jednak jej teza o braku rozgraniczenia u Rowling dobra i zła, zwłaszcza w kontekście szóstego tomu.

Jak wiadomo od pierwszego tomu, uosobieniem zła jest czarodziej Lord Voldemort. Terroryzował on świat czarodziejów przez lata, aż w niewytłumaczalny sposób pokonało go niemowlę - właśnie Harry Potter. W kolejnych tomach Harry'emu udało się dowiedzieć więcej o okolicznościach tego tajemniczego pojedynku. Wiemy już, że o jego przetrwaniu zadecydowały nie tyle jego własne nadzwyczajne uzdolnienia, ile poświęcenie rodziców, którzy oddali za niego życie. Wobec tej największej magii, jaką jest miłość matki do dziecka, czary Voldemorta okazały się zbyt słabe.

Zasadniczą różnicą między dotychczasową literaturą fantasy a Harrym Potterem jest to, że uosobieniem zła nie jest tutaj ktoś reprezentujący jakąś nadprzyrodzoną siłę destrukcji i zagłady, w rodzaju Tolkienowskiego Saurona czy Lewisowskiej Białej Czarownicy. Voldemort jest człowiekiem i jego tendencja do czynienia zła nie bierze się nie wiadomo skąd, tylko wynika z jego własnych psychicznych problemów z samym sobą.

Z poprzednich tomów wiedzieliśmy, że Voldemort, nim przyjął swój budzący grozę pseudonim, nazywał się Tom Riddle. Tak jak Harry Potter urodził się w mieszanej rodzinie czarodziejsko-mugolskiej (mugolami nazywani są "obywatele niemagiczni"). Tak jak Harry Potter dorastał jako sierota i tak jak dla Pottera świat magii był dla niego wybawieniem od dzieciństwa upływającego wśród upokorzeń i odrzucenia. Stąd intrygująca czytelników symetria - czy bohatera książki i jego arcywroga właściwie więcej łączy, czy dzieli?

Szósty, przedostatni tom dostarcza dużo więcej informacji o dzieciństwie i młodości Toma Riddle'a i możemy już odpowiedzieć na to pytanie. Różnice są bardzo istotne.

Potter i łańcuch nieszczęść

Potter przyszedł na świat wskutek głębokiej miłości, która połączyła wybitnego czarodzieja i piękną mugolkę. Riddle przyszedł na świat wskutek zaklęcia miłosnego rzuconego przez czarownicę na przystojnego mugolskiego mężczyznę, który opuścił matkę z dzieckiem, gdy tylko czar przestał działać. W innych okolicznościach stali się też sierotami. Rodzice Pottera zginęli, ratując życie ukochanego dziecka. Matkę Riddle'a zabiła najprawdopodobniej depresja, ojca zaś sam Voldemort, który odszukał go w dorosłości.

Nie zaznawszy w dzieciństwie ani krzty miłości, Tom Riddle wyrósł na kliniczny przypadek antyspołecznego zaburzenia osobowości, które często przejawiają seryjni mordercy. Nauczył się, że w relacjach międzyludzkich występują tylko krzywdzeni i krzywdzący, zapragnął więc być zawsze po właściwej stronie kija.

Z Potterem sytuacja była bardziej skomplikowana. Miłości zaznał niewiele, jednak seryjnym mordercą nie zostanie. Wie, że ludzie poza zadawaniem sobie krzywd potrafią też dawać sobie szczęście. Zna sens uczuć takich jak przyjaźń czy miłość i od początku cyklu widać u niego ich wielki głód.

Harry zawiązał na samym początku głęboką przyjaźń z Ronem Weasleyem i Hermioną Granger. Potrafią się wprawdzie śmiertelnie pokłócić o sprawy typu "kto z kim poszedł na przyjęcie", ale w chwilach próby gotowi są dla siebie nawzajem oddać życie.

Riddle - jak się dowiadujemy z szóstego tomu - nie zaprzyjaźnił się w szkole z nikim, natomiast zgromadził wokół siebie grupkę wyznawców, nieszczęśliwych i odrzuconych przez otoczenie tak jak on, szukających u jego boku zemsty za swoje krzywdy. Jak jednak wyraźnie podkreśla to pisarka ustami profesora Dumbledore'a opowiadającego tę historię Harry'emu - to nie była przyjaźń, Riddle potrafił tylko egoistycznie manipulować ludźmi dla swoich celów.

Zło w "Harrym Potterze" jawi się więc jako nieszczęście, z którego rodzą się dalsze nieszczęścia. Harry Potter owszem wciąż jest bardzo blisko zła - sam bowiem słusznie czuje się pokrzywdzony przez los i niewiele potrzeba, by wzbudzić w nim autodestrukcyjny gniew i pragnienie zemsty. Dobrem zaś są wszystkie te ludzkie uczucia, które zatrzymują samonakręcającą się spiralę krzywdy i zemsty - a więc przyjaźń, miłość, poświęcenie, przebaczenie.

Można tę konstrukcję dobra i zła odczytywać całkowicie świecko, choćby w duchu psychoanalizy Harry'ego i Toma Riddle'a. Jeśli ktoś chce, może ją jednak też odczytać religijnie. Jeśli Bóg jest miłością, a Voldemort to ktoś, kto miłości nie zaznał, Harry wreszcie to ktoś, kto instynktownie lgnie do tych, którzy mają jej bardzo wiele (rodziny jego przyjaciół pokazane są jako głęboko się kochające) - to przecież mamy tu rozpisany na siedem tomów moralitet o duszy miotającej się między Bogiem a szatanem, czyli miłością i nienawiścią.

Kto tu pragnie dobra?

Nie umiem skomentować zarzutów Gabriele Kuby, jakoby książki z tego cyklu "hipnotyzowały czytelnika" oraz stanowiły element "globalnego długofalowego projektu zmieniania kultury", aczkolwiek przyznam, że trochę mnie rozbawiły. Z pewnością fałszywy jednak jest zarzut o "braku wyraźnego rozgraniczenia dobra i zła" czy też teza, że "nie ma tu nikogo, kto pragnie dobra".

To oczywiście nieprawda - dobra pragną tu wszyscy ci, którzy kochają innych. Pragnie go też czytelnik zawieszony przez dramatyczne zakończenie szóstego tomu w napięciu oczekiwania, czy w siódmym i ostatnim tomie Harry Potter pójdzie raczej drogą miłości i przebaczenia, czy też drogą gniewu i rozpaczy, o której on sam już wie, że jest drogą Voldemorta.

Zagadka Dumbledore'a

Szósty tom kończy się dramatycznie - śmiercią kierującego Hogwartem profesora Dumbledore'a, czarodzieja potężniejszego od Voldemorta. Śmierć zadaje mu profesor Snape, nauczyciel od początku nielubiany przez Harry'ego, któremu Dumbledore jednak dotychczas bezgranicznie ufał.

Ta śmierć zaogniła trwającą od dawna dyskusję na temat tego, po czyjej stronie właściwie jest Snape. Jedno, co wiemy na pewno, to to, że jest on podwójnym agentem. Dumbledore uważa, że Snape to jego człowiek wśród ludzi Voldemorta - Voldemort uważa to samo, ale w drugą stronę.

Zakończenie szóstego tomu wbrew pozorom nie wyjaśnia tej zagadki, przynosi bowiem następną. Jeśli porównamy angielskie i amerykańskie wydania książek, zawsze widać w nich niewielkie poprawki wnoszone przez pisarkę już po angielskiej premierze. Dotychczas dotyczyły one raczej kwestii marginalnych, tym razem jednak pojawiły się różnice w kluczowej scenie poprzedzającej śmierć Dumbledore'a.

W scenie tej sędziwy profesor rozmawia z uczniem, który miał go zabić - Draco Malfoyem, synem zwolennika Voldemorta Lucjusza Malfoya. Draco - w odróżnieniu od swego ojca - nie całkiem przeszedł na stronę zła. Gdy wyjaśnia, że musi być posłuszny Voldemortowi, bo ten inaczej zamorduje jego i jego rodzinę, Dumbledore w zamian gwarantuje mu sposób na skuteczne ukrycie przed gniewem złego czarodzieja. W wersji amerykańskiej oraz w wydaniu polskim Dumbledore nie wyjaśnia, jaki to konkretnie sposób, ale w pierwotnym wydaniu angielskim wypowiadał się jednoznacznie - tym sposobem jest sfingowana śmierć. Oto odpowiedni fragment, w którym wycięte zdania są ujęte w nawiasach:

"(Nie może cię zabić, jeśli już będziesz martwy.) Przejdź na właściwą stronę, Draco, a ukryjemy cię tak, że nikt cię nie znajdzie, uwierz mi. Co więcej, mogę jeszcze tej nocy wysłać członków Zakonu Feniksa do twojej matki, żeby i ją ukryli. (Nikogo nie zaskoczyłoby to, że zginąłeś, próbując mnie zabić - wybacz szczerość, ale Lord Voldemort prawdopodobnie tego się właśnie spodziewał. Nie zaskoczy też go to, że w odwecie zabiliśmy twoją matkę, sam przecież tak postępuje)".

Dlaczego Rowling usunęła te zdania z dalszych wydań? Może były one zbyt wyraźną wskazówką, że śmierć Dumbledore'a jest po prostu fikcją zaaranżowaną na użytek Voldemorta? To by wyjaśniało, dlaczego zabija go właśnie zaufany podwójny agent.

Tak czy inaczej, zakończenie znakomicie zawiesza czytelników w napięciu oczekiwania na tom siódmy.

Bolga © 2006. All rights reserved.